Atletico Madryt rozpoczęło w piątkowy wieczór zjadliwą ofensywę w mediach społecznościowych przeciwko Barcelonie, wyśmiewając starania katalońskiego klubu o pozyskanie gwiazdorskiego napastnika Juliana Alvareza serią celowo absurdalnych fałszywych transferów. Posty, które szybko stały się wiralowe, były wymierzone w najcenniejsze aktywa Barçy – w tym nastoletni fenomen Lamine Yamal – i ujawniły pogłębiającą się wrogość między dwoma gigantami La Ligi.
Pierwsza fałszywa „oferta” proponowała wymianę za Yamala: „4 bilety na jutrzejszy koncert Bad Bunny’ego, roczna prenumerata ABC i woreczek pestek słonecznika” – napisało Atletico, twierdząc, że wysłało faks, aby oferta była oficjalna. W ciągu godziny pojawiły się podobne fikcyjne propozycje dla maestro środka pola Pedriego (sześć biletów na koncert) i brazylijskiego skrzydłowego Raphinhi, przy czym ta ostatnia obejmowała wypożyczenie na cały sezon w zamian za dwóch nieistniejących zawodników – „Tom Ford and Smith” – złośliwe nawiązanie do gafy popełnionej przez prezesa Atletico Enrique Cerezo na początku tego roku, gdy przez pomyłkę wymienił projektanta i typowe nazwisko jako członków kadry.
„Oferta nie do odrzucenia” – zażartował klub, w celowej parodii plotkarskiej machiny transferowej, która często otacza głośne ruchy. Pod koniec wieczoru ironiczny wątek został wyświetlony przez ponad 55 milionów kont na X, co świadczy o globalnym zasięgu rywalizacji i skuteczności niekonwencjonalnej strategii PR Atletico.
Katalizatorem wybuchu było ciągłe zainteresowanie Barcelony Alvarezem, który dołączył do Atletico z Manchesteru City w 2024 roku w ramach transakcji o wartości do 81,5 mln funtów. Felietonista BBC Sport Guillem Balague poinformował, że Barça już rozpoczęła rozmowy i jest gotowa złożyć ofertę w wysokości 90 mln euro (77,9 mln funtów). Atletico uważa jednak 26-letniego Argentyńczyka – który strzelił 20 goli we wszystkich rozgrywkach w tym sezonie – za nietykalnego i nie ma zamiaru go sprzedawać.
Za satyrą krył się jednak znacznie poważniejszy spór. W kolejnym oświadczeniu Atletico oskarżyło Barcelonę o zorganizowanie „kampanii oszczerstw” przeciwko jednemu z ich zawodników. „Przecieki informacji z ukrytymi motywami, fałszywe wiadomości, ciągły brak szacunku… nie przyszłoby nam do głowy, aby mieć wiceprezesa sędziów na liście płac ani uciekać się do politycznych przysług, aby rejestrować zawodników” – napisał klub, nawiązując do trwającego śledztwa Negreiry – sprawy, w której Barcelona rzekomo dokonywała płatności na rzecz byłego wiceprezesa komitetu sędziowskiego Hiszpanii, zarzutów, które klub zaprzecza.
To nie pierwszy konflikt między tymi dwoma klubami w sprawie transferu. W 2019 roku Atletico oskarżyło Barcelonę o brak szacunku podczas przeciągającej się sagi, która ostatecznie doprowadziła do przejścia Antoine’a Griezmanna na Camp Nou. Francuz opuścił Metropolitano w atmosferze niesnasek, a gorycz pozostała. Teraz, z Julianem Alvarezem w centrum, waśń rozgorzała na nowo w spektakularnie publiczny sposób.
Uzbrajając swoje kanały w mediach społecznościowych, Atletico nie tylko obroniło swój atut, ale także rzuciło wyzwanie narracji Barcelony. Końcowy komentarz klubu – „Pamiętajcie, stworzenie tego fałszywego posta zajęło nam tylko pięć minut… Nie wierzcie we wszystko, co widzicie, zwłaszcza jeśli dotyczy Barçy” – służył jako ostre ostrzeżenie przed manipulacją informacjami we współczesnym futbolu.
Dla Barcelony kompromitacja może skomplikować letnie plany transferowe. Rozgniewawszy już Atletico, stają teraz przed rywalem, który nie chce negocjować i jest gotowy ujawnić to, co postrzega jako nieuczciwe zagrywki. Ten epizod może również zniechęcić inne kluby do pozyskiwania zawodników Atletico, wiedząc, że każde podejście może spotkać się z publicznym wyśmianiem i kontr-zarzutami.
Tymczasem Alvarez pozostaje skupiony na boisku, a jego 20 goli podkreśla, dlaczego Barcelona jest tak chętna. Kibice Atleti, zmobilizowani zdecydowaną postawą klubu, zjednoczyli się wokół zawodnika, zamieniając kpiny w moment jedności. Czy saga zakończy się ulepszoną ofertą, czy stanowczą odmową, jedno jest jasne: w epoce informacji dobrze skonstruowany żart może być równie potężny jak każda taktyka transferowa.
Na podstawie doniesień BBC Sport.