Barcelona zapewniła sobie tytuł mistrza La Liga w imponującym stylu, pokonując odwiecznego rywala Real Madryt 2:0 na Camp Nou, zapewniając sobie tytuł na trzy kolejki przed końcem. Oszałamiający wczesny rzut wolny Marcusa Rashforda nadał ton, a Ferran Torres podwoił prowadzenie, co pozwoliło drużynie Hansiego Flicka świętować triumf ligowy przed własną publicznością przeciwko największemu rywalowi. Clásico rzadko było bezpośrednim rozstrzygnięciem tytułu – ostatnim razem, gdy decydowało o mistrzostwie, było to 94 lata temu – co czyni tę okazję jeszcze bardziej historyczną.
Zwycięstwo ukoronowało katastrofalny tydzień dla Realu Madryt, którego wewnętrzne waśnie wypłynęły na światło dzienne. Na kilka dni wcześniej wicekapitan Fede Valverde trafił do szpitala po starciu na treningu z kolegą z drużyny Aurélienem Tchouaménim, co obnażyło pęknięcia w kadrze Carlo Ancelottiego. Z tytułem wymykającym się na długo przed tym meczem, porażka pogłębiła poczucie kryzysu w klubie, który po raz drugi z rzędu może skończyć sezon bez trofeum – co jest niemal bezprecedensową posuchą dla Los Blancos.
Od samego początku Barcelona przejęła inicjatywę. W dziewiątej minucie Rashford, który przeżywa owocne wypożyczenie z Manchesteru United, stanął nad rzutem wolnym na prawym skraju pola karnego Madrytu. Mając przed sobą mur z czterech zawodników, leżącego za nim gracza i Thibauta Courtois, Anglik wykonał zapierające dech w piersiach uderzenie, skręcając piłkę długim łukiem z dala od bramkarza w dalszy róg. Camp Nou eksplodowało, gdy Rashford pobiegł w stronę ławki, otoczony przez kolegów. To był jego 14. gol w La Liga w tym sezonie, do tego 14 asyst, co podkreśla jego transformujący wpływ pod wodzą Flicka.
Barcelona podwoiła prowadzenie dziesięć minut później za sprawą kawałka wykwintnej kreatywności. Dani Olmo, wyskakując do podbitej piłki w polu karnym, skierował ją z woleja między swoimi nogami do niekrytego Torresa w pobliżu punktu karnego. Torres przyjął i z pewnością posłał ją obok Courtois. Gol, będący dowodem wizji Olmo, wprawił domową publiczność w szał, wyczuwając możliwość pogromu.
Real Madryt, otrząsnąwszy się z wczesnych ciosów, pokazał przebłyski odporności. Gonzalo García powinien był zdobyć gola, gdy długa piłka Raúla Asencio uwolniła go sam na sam, ale jego strzał poszedł obok. Chwilę później Jude Bellingham prawie obsłużył Viníciusa Júniora, ale obrona Barcelony zdołała wybić piłkę. Wysoki pressing Flicka zostawiał przestrzenie do wykorzystania dla Madrytu, ale ich ataki brakowały skuteczności z poprzednich sezonów.
Druga połowa kipiała napięciem i fizycznością. Popchnięcie Olmo na Asencio wywołało bójkę, choć Tchouaméni, być może obawiając się dalszej kontrowersji, powstrzymał się. Przypadkowy łokieć Erica Garcíi powalił Bellinghama, prowadząc do gorącej wymiany zdań między Gavim a Anglikiem. Wśród chaosu Barcelona pozostawała groźna: Courtois musiał wyciągnąć nogę, aby zatrzymać Torresa, a Rashford, uwolniony ostrym podaniem Torresa, popędził sam na sam, ale jego niski strzał po decydującej interwencji bramkarza musnął dalszy słupek.
Madryt na chwilę uwierzył, że ma szansę, gdy Bellingham przyjął podanie Brahima Díaza i zdobył bramkę wkrótce po godzinie, ale sędzia podniósł chorągiewkę za spalonego – słusznie, ponieważ pięciu zawodników znajdowało się przed piłką. Bellingham, świadomy swojego błędu, z frustracją szarpał koszulkę. Niemal natychmiast błędne wybicie Pau Cubarsí pozwoliło Viníciusowi wyjść sam na sam, ale Brazylijczyk przeniósł piłkę nad Joanem Garcíą i poprzeczką, marnując złotą okazję.
W miarę upływu czasu Barcelona odzyskała kontrolę, a stadion rozbrzmiewał okrzykami "olé" i głośnym śpiewem "campeones, campeones". Gospodarze mogli jeszcze podwyższyć wynik, ale końcowy gwizdek wystarczył: tytuł był ich. W loży honorowej przyglądali się przewodniczący ligi Javier Tebas i szef federacji Rafael Louzán, ale Florentino Pérez był wyraźnie nieobecny. Piłkarze Realu Madryt już odeszli, pozostawiając scenę mistrzom. Widok Ronalda Araújo podnoszącego puchar podsumował sezon bezlitosnej dominacji.
Rzut wolny Rashforda będzie powtarzany przez dziesięciolecia, gol godny przypieczętowania każdego mistrzostwa. Jego wypożyczenie wygasa latem, ale jego bohaterski występ w Clásico wywołał nawoływania do stałego transferu. Tymczasem sukces Barcelony pod wodzą Flicka, zbudowany na mieszance młodzieży i rozsądnych wzmocnień, sygnalizuje potencjalną zmianę układu sił w hiszpańskiej piłce. Dla Madrytu następstwa zapowiadają wstrząsy: bez trofeów i z podzieloną szatnią, posada Ancelottiego wisi na włosku, a Péreza czeka lato trudnych decyzji. Kontrast między tymi dwoma gigantami nie może być większy.
Na podstawie doniesień The Guardian.