Real Madryt z trudem wywalczył zwycięstwo 2-0 z drugoligowym Realem Oviedo w meczu towarzyskim na Santiago Bernabéu, ale wynik został przyćmiony przez nową falę protestów przeciwko prezesowi klubu Florentino Pérezowi. Jude Bellingham, wprowadzony jako rezerwowy w drugiej połowie, zdobył późnego gola, aby przypieczętować zwycięstwo, jednak występ wzbudził więcej pytań niż odpowiedzi w miarę zbliżania się nowego sezonu.
Od pierwszego gwizdka różnica w teoretycznym talencie nie przełożyła się na dominację. Carlo Ancelotti wystawił silną jedenastkę składającą się z wielu zawodników, którzy zaledwie kilka miesięcy wcześniej zdobyli dublet w La Lidze i Lidze Mistrzów, ale Oviedo broniło się dyscypliną i ustawieniem, frustrując gospodarzy. Okazji było niewiele, a atak Madrytu nie miał tej precyzji, która charakteryzowała ich poprzednią kampanię. Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowo, a pomruki niezadowolenia było słychać jeszcze zanim zorganizowane protesty stały się głośniejsze.
Przełom nastąpił ostatecznie z nieoczekiwanego źródła. Stały fragment gry lub moment improwizacji — relacje się różnią — pozwoliły Madrytowi objąć prowadzenie 1-0 w połowie drugiej połowy. Gol, podobno chaotyczny wysiłek, niewiele zmienił w ponurym nastroju, ponieważ kibice już zaczęli kierować swoją złość w stronę loży prezydenckiej. W meczu, który wciąż był w równowadze, Ancelotti wezwał Bellinghama, który odpoczywał ze względu na wysiłek na Euro 2024.
Przybycie Bellinghama natychmiast zmieniło dynamikę meczu. W ciągu kilku minut znalazł się w centrum płynnej akcji, łącząc się z Viníciusem Juniorem, po czym w charakterystyczny dla siebie sposób umieścił piłkę obok bramkarza Oviedo. Gol spotkał się z mieszanką ulgi i odnowionego śpiewu — jedni świętowali angielską gwiazdę, inni kontynuowali żądania odejścia Péreza.
Protesty przeciwko Pérezowi nie są nowe, ale nasiliły się od czasu następstw skandalu z Super Ligą trzy lata temu. Kibice oskarżają prezesa o przedkładanie interesów handlowych nad integralność sportową, alienowanie wieloletnich członków i nieudolność w budowaniu spójnego składu, pomimo przewyższania wydatkami prawie każdego rywala. Ostatnie okna transferowe, w tym przeciągająca się saga z Mbappé i kontrowersyjne odejścia ukochanych wychowanków, dołożyły oliwy do ognia.
Dla Ancelottiego chaos poza boiskiem to ból głowy, którego mógłby sobie oszczędzić. Włoch, znany ze swojego spokojnego usposobienia, wielokrotnie wzywał do jedności, ale każdy nowy protest podważa jego przesłanie. Gracze również są dotknięci; hałas grozi przeniknięciem do ich przygotowań do sezonu, w którym muszą bronić dwóch głównych trofeów w nowym, rozszerzonym formacie Ligi Mistrzów.
Oviedo ze swojej strony może być dumne z opanowanego występu. Asturyjska drużyna, która spadła z najwyższej klasy rozgrywkowej Hiszpanii ponad dwie dekady temu, pokazała odporność, która stała się ich znakiem rozpoznawczym. Grali głęboko, zakłócili rytm Madrytu, a nawet od czasu do czasu podejmowali wyprawy do przodu, choć bez realnego zagrożenia. Ich występ podkreślił cienkie marginesy, które często oddzielają europejską elitę od drużyn z niższych lig — i był ostrzeżeniem dla zespołu Madrytu, który w nadchodzących tygodniach zmierzy się z o wiele bardziej bezwzględnymi wykańczaczami.
Zestawienie bohaterskich wyczynów Bellinghama i gniewu fanów tworzy paradoks w sercu współczesnego Realu Madryt. Klub nadal przyciąga talenty światowej klasy i zdobywa trofea, ale znacząca część kibiców czuje się wyobcowana. Klęska Super Ligi i późniejsze bitwy z UEFA sprawiły, że Pérez stał się postacią dzielącą, a wielu postrzega ostatnią kadencję prezesa jako zjazd w stronę bardziej korporacyjnej, mniej romantycznej przyszłości.
Pod rządami Péreza Madryt zdobył sześć tytułów Ligi Mistrzów i niezliczone trofea krajowe. Krytycy twierdzą jednak, że sukces ten odbył się kosztem duszy klubu. Bernabéu, niegdyś twierdza jedności, jest teraz miejscem, gdzie gwizdy na prezesa rywalizują z dopingiem dla drużyny — pęknięcie, które może się poszerzyć, jeśli wyniki się pogorszą. Bellingham, sprowadzony za ogromne pieniądze i obciążony legendarną koszulką z numerem 5, symbolizuje zarówno ambicję, jak i nadmiar, które definiują erę Péreza.
Gdy Madryt przygotowuje się do kluczowej kampanii, pytania postawione przez ten sparing wykraczają daleko poza formę meczową i poprawki taktyczne. Czy Ancelotti utrzyma szatnię odizolowaną od napięć w zarządzie? Czy kapitał polityczny Péreza wytrzyma kolejne lato niezadowolenia? I czy talenty takie jak Bellingham są w stanie dostarczyć na boisku wystarczająco magii, aby zagłuszyć protesty? Zwycięstwo nad Oviedo dało tylko częściową odpowiedź: moment indywidualnego błysku może uciszyć krytyków na jeden wieczór, ale podstawowe pęknięcia pozostają.
Na podstawie raportów z ESPN.