Trener Lecce Eusebio Di Francesco postawił poprzeczkę niezwykle wysoko przed nadchodzącym meczem Serie A z Juventusem, podkreślając, że tylko występ najwyższej klasy wystarczy, aby zdobyć punkty z ligową elitą. Mówiąc przed meczem, Di Francesco podkreślił monumentalne wyzwanie, jakie stanowi drużyna Massimiliano Allegriego, ujawniając jednocześnie ciekawy wątek poboczny dotyczący kibiców jego byłego klubu, Romy.
Giallorossi przystępują do meczu z falą pewności siebie po kluczowym zwycięstwie nad Pisą w poprzedniej rundzie. To zwycięstwo, które padło po golach z gry, wlało nową wiarę w zespół walczący o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Di Francesco szybko jednak studził oczekiwania, podkreślając, że wcześniejsze wyniki niewiele znaczą w starciu z drużyną takiego kalibru jak Juventus.
"Nasz tydzień był pozytywny, jak zawsze po zwycięstwie," wyjaśnił Di Francesco. "Fakt, że strzeliliśmy bramki z gry, może dać nam coś ekstra. Ale Juventus jest niezwykle silny. Zremisowali z Veroną, bo nie ma łatwych meczów, ale mają ważne liczby, zwłaszcza od przyjścia Spallettiego. Wiedzą, jak się poruszać, dywersyfikują. Musimy poświęcić im dużą uwagę i będziemy musieli zrobić znacznie więcej niż w poprzednich meczach."
Odniesienie trenera do Spallettiego jest godne uwagi, ponieważ podkreśla taktyczną ewolucję Juventusu. Di Francesco, który uważnie śledził karierę Spallettiego, przyznał, że ich podejście jest wyrafinowane. "Juventus buduje od tyłu, próbuje konstruować grę. Znam Spallettiego bardzo dobrze, śledziłem go dużo i wiem, czego chce i co robi. Będą próbowali kontrolować grę, ale my musimy być dobrzy w odbieraniu im tej kontroli," dodał.
Być może najciekawszym odkryciem z konferencji prasowej Di Francesco było przyznanie, że otrzymał już wiadomości od kibiców Romy. Trener, który poprowadził Giallorossich do półfinału Ligi Mistrzów, został zapytany, czy fani jego byłego klubu skontaktowali się z nim, aby nakłonić Lecce do zatrzymania Juventusu w walce o tytuł. Jego odpowiedź była zarówno humorystyczna, jak i pragmatyczna. "Czy otrzymałem już wiadomości od kibiców Romy, aby zatrzymać Juventus? Jak zwykle, ale oni najpierw muszą pomyśleć o sobie (śmiech). Nie muszą mnie nawet pytać. Dla nas podstawą jest zdobycie punktów."
Ten komentarz podkreśla podwójną motywację Lecce. Podczas gdy walczą o własne utrzymanie, zdają sobie również sprawę z szerszych implikacji, jakie ich wynik może mieć dla wyścigu o Scudetto. Pozytywny wynik z Juventusem nie tylko wzmocni ich własne szanse na utrzymanie, ale także znacząco pomoże rywalom Juventusu w walce o tytuł, w tym ukochanej Romie Di Francesco.
Di Francesco jasno jednak stwierdził, że jego zespół koncentruje się wyłącznie na sobie. Odmawia angażowania się w skomplikowane wyliczenia dotyczące spadku, woląc traktować każdy mecz jako odrębne wydarzenie. "To moja stała myśl: najważniejszy mecz to ten jutrzejszy. Potem ocenimy pozostałe. To jest krok do zrobienia, może dać nam zielone światło, aby zdobyć więcej niż chcemy. Ale będzie wymagać wielkiego występu, w przeciwnym razie trudno będzie odebrać punkty."
Trener podał także aktualne informacje o kondycji swojej kadry, potwierdzając, że większość zawodników wróciła do zdrowia po drobnych urazach. Zasugerował możliwe zmiany taktyczne w stosunku do składu, który pokonał Pisę, ale podkreślił, że będą one dostosowane specjalnie do atutów Juventusu. "Mógłbym coś zmienić w porównaniu z meczem z Pisą, ale zawsze w odniesieniu do drużyny, z którą gramy," powiedział.
Indywidualna forma zawodników również była tematem dyskusji. Di Francesco pochwalił skrzydłowego Bandę, który odzyskał pewność siebie po zdobyciu czterech bramek w tym sezonie. "Na pewno odzyskał pewność siebie dzięki golom. Nigdy wcześniej nie strzelił czterech, a teraz jest bardziej decydujący. Jest naszym najlepszym strzelcem. Jest wiele rzeczy, które może poprawić, ale jest dojrzałym zawodnikiem. Jeśli chce podnieść swój poziom, musi kontynuować w ten sposób."
Stan emocjonalny napastnika Cheddiry, który wzruszył się do łez po strzeleniu gola w meczu z Lecce, również został poruszony. "Mam nadzieję, że znowu zapłacze," powiedział Di Francesco z uśmiechem. "Poza żartem, to zawodnik, który daje duszę na boisku. Musiał odzyskać formę, ponieważ nie grał dużo w Sassuolo. Coraz bardziej się integrował. Jeśli chodzi o jego wykorzystanie jutro, jak zawsze mam wątpliwości."
Ostatecznie przesłanie Di Francesco było pełne zdeterminowanego realizmu. Przyznał ogromną różnicę jakości między obiema drużynami, ale wierzy, że przy bezbłędnej realizacji taktycznej i maksymalnej intensywności Lecce może osiągnąć coś niezwykłego. Mecz to coś więcej niż tylko trzy punkty; to test charakteru i szansa, aby udowodnić, że nawet słabsze drużyny mogą rzucić wyzwanie gigantom, gdy stawka jest najwyższa.
Na podstawie raportów z Tuttosport.com - Calcio.