Le Mans był o krok od świętowania awansu do Ligue 1 w sobotni wieczór, gdy ich radość przerodziła się we frustrację. Gol Milana Robina w doliczonym czasie gry (90+1 minuta) dał im prowadzenie 2-0 nad Bastią, co zdawało się przypieczętować ich powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej. Jednak gdy zawodnicy Le Mans zaczęli się cieszyć, na trybunach wybuchł chaos.
Kibice Bastii odpalili petardy i bomby dymne na boisko z przeciwległego końca Stade Armand-Cesari. Pociski spadały w pobliżu murawy, zmuszając do natychmiastowego przerwania meczu. To, co miało być momentem triumfu, szybko przerodziło się w niepewne zawieszenie.
Sędzia Rudy Buquet stanął przed trudną decyzją. Chociaż piłkarze Le Mans chcieli, aby mecz zakończył się natychmiast, Buquet odmówił przerwania spotkania na miejscu. Powołując się na obawy o bezpieczeństwo fizyczne wszystkich na boisku, nakazał obu drużynom udanie się do szatni. Stadion zaczął pustoszeć, gdy widzowie byli ewakuowani z obiektu.
Zawodnicy początkowo pozostawali na boisku, zanim ostatecznie zeszli do tunelu. Buquet sam udał się do biura delegata, gdzie przebywał przez dłuższy czas, nie komunikując swojej ostatecznej decyzji. Wynik meczu – czy wynik zostanie utrzymany, mecz zostanie powtórzony, czy zostanie zastosowana inna kara – pozostaje nierozstrzygnięty.
Incydent rzucił cień na osiągnięcie Le Mans. Chociaż matematycznie zapewnili sobie awans dzięki golowi, oficjalne potwierdzenie wisi teraz w powietrzu w oczekiwaniu na decyzję sędziego. Bastia, która również miała wiele do stracenia, teraz może stanąć w obliczu konsekwencji dyscyplinarnych za działania swoich kibiców.
Na razie świat piłkarski czeka na werdykt Buqueta, który zadecyduje, czy Le Mans będzie mogło formalnie świętować powrót do Ligue 1, czy też pojawią się dalsze komplikacje. Mecz, który zapowiadał się jako noc chwały, zakończył się niepewnością i rozczarowaniem.
Na podstawie raportów z Foot - actualités, mercato, info & vidéo en continu.