Melbourne City zapisało się jeszcze głębiej w historii A-League Women, zdobywając rekordowe piąte mistrzostwo dzięki przekonującemu zwycięstwu 3-1 nad Wellington Phoenix w finale wielkiego finału w sobotę na AAMI Park. Triumf ten nie tylko zapewnia dublet – po trzecim z rzędu premiership – ale także umacnia ich status jako nowoczesnej dynastii ligi, dorównując liczbie tytułów wszech czasów Sydney FC.
Scena była gotowa na klasyczne starcie: City, maszyna sezonu zasadniczego, która wyprzedzała Phoenix o sześć punktów, goniła za pierwszym tytułem od 2020 roku. Wellington, prowadzone przez Trenera Sezonu Bev Priestman, przybyło jako statystycznie najlepsza defensywna i ofensywna drużyna ligi, napędzane historią underdoga przypominającą niespodziewany triumf Central Coast Mariners sezon wcześniej. Głośna grupa podróżujących kibiców miała nadzieję popchnąć nowozelandzki zespół do pierwszego mistrzostwa, a przez pierwsze kilka minut wydawało się to możliwe.
Wellington zaczęło dobrze, wygrywając drugie piłki i przeprowadzając podania przez pomoc City. Jednak impet gwałtownie zmienił się w czwartej minucie, gdy skrzydłowa City Bryleeh Henry przedarła się przez linię obrony Phoenix. Goniąc przeszywające podanie Aideen Keane, Henry upadła w polu karnym pod presją Victorii Esson. Sędzia Isabella Mossin odrzuciła prośby o rzut karny, a decyzja została utrzymana przez VAR w historycznym pierwszym zastosowaniu w finale A-League Women. Okazało się to ostrzeżeniem, którego goście nie mogli posłuchać.
City przejęło kontrolę, a szybkość Henry i Keane na skrzydłach rozciągała obronę Wellington. Karly Roestbakken posłała niskie dośrodkowanie, które Holly McNamara ledwo minęła, a Leticia McKenna trafiła w poprzeczkę z rzadko przyznawanego rzutu wolnego. McNamara umieściła piłkę w siatce w 35. minucie, ale została odgwizdana spalony, a Keane została powstrzymana przez wyciągniętą stopę Esson. Atmosfera nieuchronności wisiała nad meczem i zmaterializowała się spektakularnie.
W 41. minucie McNamara stworzyła moment indywidualnej błyskotliwości. Otrzymując piłkę poza polem karnym, napastniczka Matildas odwróciła się od swojego obrońcy i oddała jadowity strzał w daleki róg. Dwie minuty później przedarła się przez środek obrony Phoenix, posyłając precyzyjne niskie uderzenie obok Esson, podwajając prowadzenie. Zdobywczyni Złotego Buta swoim szybkim dubletem złamała opór Wellington i wprawiła fanów City w euforię.
Wszelkie nadzieje na odrodzenie w drugiej połowie zostały zgaszone w ciągu kilku chwil po wznowieniu. McKenna, niedawno powołana do reprezentacji Matildas, otrzymała ogromną przestrzeń w pobliżu linii pola karnego. Przyjęła zaproszenie zakręconym, nie do powstrzymania strzałem, który musnął wewnętrzną stronę dalszego słupka. Gol był stosowną nagrodą dla zawodniczki, która rozkwitła w systemie City i podkreślił różnicę klas tego dnia.
Wellington nie zamierzało się jednak poddać. Rezerwowa Makala Woods – sprytny transfer zastępczy po kontuzji – wpakowała piłkę do siatki po zamieszaniu w 52. minucie, rozniecając iskierkę nadziei. Przez kolejne 20 minut Phoenix dominowało w posiadaniu piłki i stworzyło wyraźniejsze okazje. Woods zmusiła Malenę Mieres do interwencji po główce w dół, a bramkarka musiała interweniować ponownie, gdy City broniło się głęboko.
City zarządzało końcówką z doświadczonym spokojem, wprowadzając zmiany, aby przerwać tempo. Występ McNamary jako zawodniczki meczu zakończył się powolnym, celowym zejściem z boiska w doliczonym czasie gry, za co otrzymała pchnięcie od obrończyni Marisy Van Der Meer, ale także uwielbienie tłumu, który był świadkiem historii. Kiedy zabrzmiał końcowy gwizdek, kapitan Rebekah Stott uniosła wysoko puchar, symbol klubu, który boleśnie odbudowywał się po swojej drużynie z 2020 roku pełnej gwiazd.
Tytuł zbliża City do Sydney FC z pięcioma mistrzostwami, ale ich pięć premiershipów daje im niezrównaną łączną liczbę. W erze, w której liga się pogłębiła – pojawiło się wielu pretendentów – zdolność City do wielokrotnego docierania i wygrywania finałów mówi o odpornej kulturze. Ten triumf, osiągnięty trzy lata po ostatnim finale, wzmacnia narrację dynastii, która teraz rozciąga się na dziesięć lat.
Nie ma czasu na świętowanie. W niedzielę rano zespół poleci do Korei Południowej na środowy półfinał AFC Women's Champions League przeciwko japońskiej potędze Tokyo Verdy Beleza. Zwycięstwo tam podtrzymałoby perspektywę bezprecedensowego tripletu, wyczynu, który wyniósłby tę grupę ponad jakąkolwiek poprzednią australijską drużynę klubową kobiet. Szybka zmiana czasu, ma nadzieję trener Dario Vidosic, tylko wyostrzy ich przewagę.
Wielki finał był także kamieniem milowym dla samej ligi, z debiutem VAR sygnalizującym nowy poziom profesjonalizmu. Osobiste odkupienie Priestman, odbudowującej swoją reputację po aferze 'dronegate' w Kanadzie, dodało warstwę ludzkiej intrygi. Jednak dzień należał do City, zespołu, który ewoluował z dużego wydawcy w trwałą siłę, odkrywając perełki takie jak McNamara i McKenna, zachowując jednocześnie zwycięskie DNA.
W sezonie, który rozpoczął się od przewidywań otwartej walki o tytuł, Melbourne City skończyło dokładnie tam, gdzie zamierzało: na szczycie. Dynastia nie tylko żyje; ona przyspiesza. Na podstawie raportu The Guardian.