Wyścig o tytuł Scottish Premiership zawęził się do jednych, wypełnionych napięciem 90 minut na Celtic Park, gdzie Heart of Midlothian potrzebuje tylko remisu, by zakończyć 64-letnie oczekiwanie na mistrzostwo. Ale to, co wydawało się prostą drogą, zostało dramatycznie utrudnione przez kontrowersyjny późny rzut karny w środku tygodnia, a teraz drużyna Dereka McInnesa musi radzić sobie bez dwóch kluczowych filarów.
W środowy wieczór Hearts łatwo pokonało Falkirk 3-0 na Tynecastle, przygotowując scenę, ale 40 mil dalej na Fir Park Celtic otrzymał rzut karny w dziewiątej minucie doliczonego czasu gry przeciwko Motherwell. Skuteczne wykorzystanie zmniejszyło przewagę Hearts do jednego punktu, co oznacza, że każda porażka we wschodniej części Glasgow oddałaby trofeum broniącym tytułu.
To moment o ogromnym znaczeniu dla szkockiej piłki nożnej. Od 1960 roku Hearts nie wygrało najwyższej ligi, a żaden klub spoza Old Firm nie podniósł trofeum od czasu Aberdeen w 1985 roku. Szansa na przełamanie tego duopolu, przed wrogim tłumem 60 000 osób, niesie zarówno ogromną presję, jak i obietnicę nieśmiertelności.
Hearts może czerpać siłę z niepokonanego bilansu przeciwko Celticowi w tym sezonie. W październiku rozbili Hoops 3-1 u siebie pod wodzą Brendana Rodgersa, a następnie zepsuli pierwszy mecz Wilfrieda Nancy'ego w roli trenera, wygrywając 2-1 na Celtic Park w grudniu. Ostatnio późne wyrównanie Claudio Bragi dało remis 1-1, co sprawia, że drużyna z Edynburga jest przekonana, że ma przewagę nad rywalem.
Jednak informacje o kontuzjach w środku tygodnia zadały brutalny cios. Obrońca Craig Halkett i pomocnik Marc Leonard przeszli operację z powodu urazów Achillesa, wykluczając ich z decydującego meczu. Ich brak pozbawia Hearts solidności defensywnej i kontroli w środku pola, zmuszając McInnesa do sięgnięcia po Harry'ego Milne'a i Cammy'ego Devlina, którzy rozpoczęli przeciwko Falkirk. Fizyczne obciążenie grą po raz kolejny zaledwie trzy dni później jest znaczącym zmartwieniem.
Celtic Park to nieprzebłagane miejsce. Ludzie Martina O'Neilla odnieśli sześć kolejnych zwycięstw ligowych, by ożywić swój sezon, a perspektywa zdobycia 14. tytułu w 15 latach na własnym stadionie zmotywowała fanów, którzy stworzą ogłuszającą atmosferę. Wyjazdowa forma Hearts w tym sezonie — pięć porażek i cztery remisy w 18 meczach — daje powód do ostrożności.
Kapitan Lawrence Shankland pozostaje optymistą, twierdząc, że gdyby na początku sezonu zaproponowano drużynie 90-minutowy finał pucharu o tytuł, to by go przyjęli. Były pomocnik Tynecastle Michael Stewart podzielił tę opinię, podkreślając, że nie ma powodu, dla którego nie mogliby osiągnąć wyniku, wskazując na pozytywy, a nie na kontrowersje z minionego tygodnia.
Jednak głosy z obozu Celticu malują inny obraz. Były kapitan Scott Brown podkreślił wpływ 60 000 ryczących kibiców, sugerując, że zmienia to wyzwanie w porównaniu do scenariusza, w którym Celtic potrzebowałby wielobramkowego zwycięstwa. Darren O'Dea zgodził się, przewidując, że Celtic ostatecznie zwycięży nie przez pogrom, ale dzięki czystej energii wydarzenia.
Sam McInnes, choć wściekły z powodu decyzji o rzucie karnym na Fir Park, przekuł swój gniew w żelazną determinację. Opisał ostatnią rozgrywkę jako spektakl najwyższej rangi i nalegał, by jego zawodnicy wykorzystali szansę na zapisanie się w historii.
Niezależnie od wyniku, kulminacja zapowiada się jako jedna z najbardziej dramatycznych w historii Premiership. Dla Hearts to szansa na przepisanie ksiąg rekordów i zakończenie dekad bliskich niepowodzeń; dla Celticu chodzi o potwierdzenie krajowej dominacji. Gdy naród patrzy, 90 minut zdecyduje, czy rozwinie się bajka, czy znajomy scenariusz. Na podstawie relacji BBC Sport.