Oli McBurnie zapisał się w historii Hull City dramatycznym zwycięskim golem w 95. minucie, który zapewnił zwycięstwo 1-0 nad Middlesbrough w finale play-offów Sky Bet Championship na Wembley. Napastnik skorzystał z błędu bramkarza Sola Brynna, by z bliska posłać piłkę do siatki, wprawiając w euforię podróżujących kibiców i przywracając Tygrysy do Premier League po raz pierwszy od dziewięciu lat.
Przygotowania do finału były dalekie od konwencjonalnych, zdominowane przez niezwykłą sagę 'Spygate'. Middlesbrough zostało potwierdzone jako rywal Hull zaledwie 72 godziny przed rozpoczęciem meczu, po tym jak Southampton zostało wykluczone z rozgrywek, a odrzucone odwołanie późnym wieczorem w środę ostatecznie utorowało drogę Boro. Pomimo chaotycznej przedmowy, zespół Michaela Carricka przybył na Wembley w bojowym nastroju, ale to Hull świętowało pod łukiem.
Pierwsza połowa była napiętym, taktycznym starciem typowym dla meczu o awans. Żadna z drużyn nie stworzyła wyraźnej okazji aż do przerwy, kiedy Ryan Giles dośrodkował kuszącą piłkę, którą McBurnie odpowiedział mocnym strzałem głową, ale piłka odbiła się od poprzeczki. To bliskie niebezpieczeństwo było ostrzeżeniem dla Middlesbrough, ale wynik pozostał bez zmian.
Druga połowa przebiegała według podobnego schematu, obie drużyny były ostrożne i mecz zdawał się zmierzać w stronę dogrywki. Hull jednak znalazło iskrę w końcówce. W piątej minucie doliczonego czasu gry rezerwowy Yu Hirakowa wrzucił niebezpieczną piłkę w pole karne. Brynn zdołał tylko wybić piłkę wprost na czatującego McBurniego, który zachował zimną krew i umieścił ją w siatce, wywołując szalone świętowanie przed kibicami Boro.
McBurnie, który dołączył do Hull z Las Palmas na początku sezonu, miał trudności z wyrażeniem emocji po końcowym gwizdku. „Brak mi słów” – powiedział drżącym z emocji głosem. „To był taki długi, ciężki sezon, a mecz zdawał się oddawać wszystko o nas. Wiedzieliśmy, że nie zdominujemy posiadania piłki – szczerze, nie pamiętam meczu w tym roku, w którym wygralibyśmy przy większym posiadaniu. Gorąco było wyczerpujące, ale zawsze wierzyliśmy, że uda nam się to ukraść.”
Triumf ten oznacza niezwykłą odmianę losu Hull City, które w poprzednim sezonie uniknęło spadku tylko dzięki lepszemu bilansowi bramek. Pod wodzą menedżera Rubéna Sellésa pokonali zakaz transferowy i w ostatnim dniu sezonu zasadniczego znajdowali się poza strefą play-offów, a jednak zdobyli szóste miejsce, a następnie przedarli się przez półfinały. Pokonując Middlesbrough, stali się pierwszą drużyną od czasu Blackpool w 2010 roku, która zajęła szóste miejsce i wygrała play-offy.
Dla Middlesbrough porażka jest gorzką pigułką do przełknięcia po emocjonalnym rollercoasterze 'Spygate'. Teessiders przegrali na boisku w półfinale z Southampton, ale zostali przywróceni, gdy Święci zostali ukarani. Nie zdołali jednak wykorzystać swojej szansy i teraz czeka ich kolejny sezon w drugiej lidze, z bolesnym wspomnieniem rozczarowania na Wembley jako paliwem do przyszłych wysiłków.
Awans Hull ma znaczenie zarówno finansowe, jak i sportowe. Tygrysy skorzystają teraz z lukratywnych praw transmisyjnych Premier League i płatności parasolowych, które mogą zmienić trajektorię klubu. Na boisku będą dążyć do uniknięcia natychmiastowego spadku, który dotknął wielu zwycięzców play-offów, i zadomowienia się w najwyższej lidze.
Narracja dnia na zawsze będzie należeć do McBurniego. Opuściwszy Gran Canarię, by wrócić do angielskiej piłki, od pierwszego dnia mówił, że jego transfer nie może być częścią „przeciętnego projektu”. Ambicja ta została potwierdzona w najbardziej dramatyczny sposób, a jego interwencja w doliczonym czasie gry będzie powtarzana przez lata.
Choć może nie dorównywała spektakularnym strzałom z dystansu, które przypieczętowały poprzednie triumfy Hull w finałach play-offów – Deana Windassa w 2008 i Mo Diame w 2016 – wykończenie z bliska McBurniego było równie doniosłe. Przywróciło Tygrysy do ziemi obiecanej i wpisało jego nazwisko obok tych wemblejskich bohaterów.
Na podstawie raportów Sky Sports.