San Siro mogło brakować dramaturgii związanej z rozstrzygnięciem Scudetto, ale Inter Mediolan zadbał o to, aby ich ostatni mecz Serie A w sezonie był czymś więcej niż formalnością. Już koronowani na mistrzów Włoch po raz 20., Nerazzurri udali się na Stadio Renato Dall'Ara, aby zmierzyć się z Bologną, która wygodnie plasowała się na ósmym miejscu. To, co nastąpiło, było sześciobramkowym thrillerem zakończonym 3:3, wynikiem, który podkreślił zarówno nieprzewidywalność futbolu, jak i głębię charakteru w składzie Simone Inzaghiego.
Wieczór rozpoczął się obiecująco dla gości, gdy Federico Di Marco, później uhonorowany jako Gracz Sezonu Serie A, popisał się indywidualną błyskotliwością. W 23. minucie Di Marco zakręcił wspaniały rzut wolny z 20 metrów w górny róg, nie dając szans bramkarzowi Bologni, Lukaszowi Skorupskiemu. Gol był idealnym uosobieniem znakomitej kampanii wahadłowego, łączącej technikę i precyzję, która uczyniła go jednym z najgroźniejszych zawodników w Europie w stałych fragmentach gry.
Jednak przewaga Interu wyparowała w ciągu dwóch minut. Odpowiedź Bologni nadeszła w szczęśliwy sposób, gdy dośrodkowanie w pole karne przypadkowo odbiło się od pięty wycofującego się obrońcy Interu. Piłka spadła łaskawie do Federico Bernardeschiego, który nie pomylił się z bliskiej odległości. Wyrównanie, choć szczęśliwe, rozpaliło miejscową publiczność i nadało ton meczowi, w którym szczęście zdawało się sprzyjać Rossoblù.
Drugi gol Bologni był równie naznaczony szczęściem. Gdy zbliżał się koniec pierwszej połowy, Tommaso Pobega oddał strzał wolejem, który wydawał się zmierzać obok, dopóki nie trafił w Lautaro Martineza i nie zmylił bramkarza Interu, Yanna Sommera. Odbicie skierowało piłkę do siatki, dając Bolonii prowadzenie 2:1 na przerwę. Chaos trwał nadal po wznowieniu, gdy niskie dośrodkowanie Juana Mirandy z lewej strony zostało przypadkowo skierowane do własnej bramki przez Piotra Zielińskiego. Polski pomocnik, próbując wybijać, mógł tylko patrzeć, jak piłka toczy się obok Sommera, powiększając przewagę gospodarzy do 3:1.
Stając w obliczu dwubramkowej straty, Inzaghi sięgnął po rezerwowych. Po odpoczynku Marcusa Thurama, światło reflektorów padło na młodszych zawodników, w tym Andy'ego Dioufa, byłego pomocnika Lens, i Pia Esposito. Ich wprowadzenie wniosło nową energię do ataku Interu, a powrót zaczął nabierać kształtu.
Lina ratunkowa nadeszła w 64. minucie. Diouf rozpoczął zdecydowany samotny rajd w pole karne Bologni, unikając starć, zanim oddał potężny strzał, który odbił się od poprzeczki. Esposito zareagował najszybciej, dobijając piłkę do bramki i zmniejszając dystans do 3:2. To był gol, który odzwierciedlił bojowego ducha Interu i stworzył napięty finisz.
Gdy zegar wskazywał zbliżający się koniec meczu, presja Interu narastała. Na cztery minuty przed końcem idealnie wyważone podanie rozcięło obronę Bologni, wypuszczając Dioufa za linię obrony. Francuz zachował zimną krew, wsuwając piłkę obok wybiegającego bramkarza, ustalając wynik na 3:3. Późny remis wywołał dziką radość wśród podróżujących kibiców Interu i dopełnił niezwykłego powrotu z dwubramkowej straty.
Dla Bologni mecz był świadectwem ich ofensywnej swobody. Mając zapewnione ósme miejsce, gracze Thiago Motty grali bez zahamowań, a choć ich gole w dużej mierze opierały się na rykoszetach i błędach, ich gotowość do ataku przyczyniła się do widowiska dwustronnego. Bernardeschi i Pobega wykorzystali chaos, ale ostatecznie Rossoblù nie zdołali powstrzymać nieustępliwego natarcia Interu.
Remis, choć bez znaczenia w kontekście wyścigu o tytuł, miał znaczenie dla Interu. Podkreślił siłę mentalną drużyny i głębię talentu dostępnego poza podstawowym składem. Umiejętność walki z wyniku 3:1 na wyjeździe, nawet w końcówce sezonu bez stawki, to cecha, która dobrze im posłuży w obronie korony i poważnym ataku na Ligę Mistrzów w przyszłym sezonie.
Mecz zaprzeczył także narracji, że Serie A stała się ligą o niskiej liczbie bramek i defensywną. Sześć goli, w tym trzy z nieoczekiwanych szczęśliwych momentów, zapewniło rozrywkę, która przecież wynikała z braku rywalizacji w tym meczu. Było to przypomnienie, że włoski futbol może dostarczyć emocjonujących spotkań, gdy drużyny zrzucają taktyczne okowy.
Chociaż po meczu nie wydano żadnych oficjalnych wypowiedzi, sceny na boisku mówiły same za siebie. Zawodnicy Interu, choć mistrzowie, odmówili zaakceptowania porażki; Bologna, nie mając nic do stracenia, wykorzystała swoje szanse. Był to, w każdym sensie, mecz, który uchwycił piękną nieprzewidywalność sportu.
Wynik pozostawia Inter z imponującą liczbą punktów i impetem przed przerwą międzysezonową. Dla Bologni oznacza to koniec przyzwoitej kampanii, kończącej się w górnej połowie tabeli. Oba kluby mogą spojrzeć wstecz na wieczór, podczas którego wynik był drugorzędny w stosunku do czystej rozrywki. Na podstawie raportów L'Equipe.