Xxgwise
PremiumZaloguj
Wiadomości

Jak Farioli z Porto zatarł piętno 'przegranego', zdobywając

LeagueNottingham ForestPortugaliaFC PortoSassuoloStamfordChelseaSousaNiceaTottenham

Po załamaniu Ajaxu, Francesco Farioli poprowadził Porto do tytułu, tracąc tylko 18 goli. Jego taktyczny restart i sprowadzenie Victora Froholdta przywróciły

Obraz Francesco Farioliego oblanego szampanem przez swoich zawodników Porto po zdobyciu tytułu Primeira Liga opowiada historię odkupienia. Zaledwie 12 miesięcy wcześniej Włoch bezradnie patrzył, jak Ajax traci dziewięciopunktową przewagę w ostatnich pięciu meczach – załamanie, które sprawiło, że słowo „przegrany” zostało mu wypisane na czole. Kluby, które go obserwowały, wycofały się, a jego trenerski awans utknął w martwym punkcie. Przenieśmy się do tego sezonu – 37-latek dokonał jednego z najbardziej niezwykłych zwrotów w Europie, prowadząc Porto do dominującego mistrzostwa i odbudowując swoją reputację jako jednego z najbystrzejszych taktycznych umysłów na kontynencie.

Ścieżka Farioliego na szczyt była wszystko tylko nie konwencjonalna. Podczas gdy wielu elitarnych trenerów wspina się poprzez kariery piłkarskie lub systemy akademii, on studiował filozofię na Uniwersytecie Florenckim, zanim trafił do futbolu. Jego przełom nastąpił jako trener bramkarzy pod okiem Roberto De Zerbiego w Benevento i Sassuolo – rola, która ukształtowała jego analityczne podejście do gry. Stamtąd zdobywał stanowiska pierwszego trenera w Turcji w Fatih Karagumruk, następnie w Nicei w Ligue 1, zanim trafił do Ajaxu. W Amsterdamie zbudował solidną defensywnie drużynę, ale późnosezonowa kapituracja – utrata tytułu Eredivisie z pozycji lidera – pozostawiła głębokie blizny. Sam Farioli przyznał, że czuł, jakby miał wypisane na głowie „przegrany” – postrzeganie, które groziło zdefiniowaniem jego wczesnej kariery.

Oto André Villas-Boas, prezes Porto i człowiek, który wie co nieco o menedżerskich nominacjach wysokiego ryzyka. Były szef Chelsea i Tottenhamu zdobył tytuł ligowy z Porto w 2011 roku, zanim został odciągnięty na Stamford Bridge, a jego powrót do klubu jako dyrektora naznaczony był odważnymi decyzjami. Po tym, jak dwóch młodych trenerów – Vítor Bruno i Martín Anselmi – nie spełniło oczekiwań, Villas-Boas postawił na trzeciego – Farioliego. Był to ruch, który zaprzeczał konwencjonalnej logice, biorąc pod uwagę niedawny bagaż Włocha, ale Villas-Boas dostrzegł w nim pokrewnego ducha: kogoś zmotywowanego do odwrócenia porażki. Porto nie zdobyło tytułu od trzech sezonów, a kadra była w rozsypce po chaotycznej kampanii, w której zajęli trzecie miejsce i stracili wpływy z Ligi Mistrzów. Misją Farioliego było przywrócenie godności i tożsamości.

Transformacja opierała się na skałopodobnej obronie. Porto straciło tylko 18 goli w 34 meczach ligowych – najlepszy wynik defensywny w lidze i znak rozpoznawczy drużyn Farioliego – osiągnął tę samą statystykę w Nicei i Ajaxie. Nie było to parkowanie autobusu; opierało się na nieustannym pressingu, pojedynkach o wysokiej intensywności i zwartej jednostce, która nigdy się nie cofała. Wskaźniki fizyczne stały się powodem do dumy: Farioli zauważył, że jego zespół konsekwentnie przewyższał przeciwników w całkowitym dystansie, biegach z dużą prędkością i dystansie sprintów. Dane te potwierdzały skrupulatne zarządzanie obciążeniem i dawały zawodnikom namacalny dowód ich zaangażowania, podsycając więź z kibicami, którzy oklaskiwali wysiłek nawet w zaciętych meczach.

Emocjonalnie sezon nabrał głębszego znaczenia po nagłej śmierci Jorge Costy, dyrektora sportowego klubu, na boisku treningowym w pierwszych dniach. Tragedia mogła wykoleić kruchą drużynę, ale Farioli zamienił ją w siłę jednoczącą. Flaga, którą przykryto trumnę Costy, została zawieszona wewnątrz Estádio do Dragão – stałe przypomnienie o tym, o co walczyli. Ostatnie słowa Costy – „Znów mamy zespół” – stały się mantrą. Farioli zabierał też nowych zawodników do muzeum klubu, zanurzając ich w bogatej historii Porto, aby przywrócić mistykę, która zanikła w ostatnich latach. „Niezbędne było zmienienie emocjonalnej atmosfery wokół zespołu: przywrócenie entuzjazmu do pracy, spokoju wewnątrz środowiska i chęci bycia prawdziwą drużyną” – wyjaśnił.

Taktycznie Farioli zbudował swój system wokół bramkarza Diogo Costy, którego uważa za zwornik budowania akcji od tyłu. Reprezentant Portugalii potrafi podawać ze spokojem pomocnika, co pozwalało Porto tworzyć przewagi liczebne w pierwszej fazie, wabić przeciwników do przodu i otwierać centralne przestrzenie. Za nim potężny duet polskich środkowych obrońców – Jan Bednarek i Jakub Kiwior – tworzył imponującą barierę, często jako jedyni gracze za linią środkową, gdy Porto ustawiało linię obrony wyjątkowo wysoko. Krytycy ostrzegali, że taka ryzykowna struktura może być wykorzystana – i tak się stało: pamiętny samobój Martinima Fernandesa przeciwko Nottingham Forest, ciężkie podanie do tyłu, które zaskoczyło Costę, kosztowało Porto mecz w Europie. Jednak Farioli przypisuje ich przetrwanie „adaptacyjnej mentalności” – zawodnicy rotują i dostosowują się, nie porzucając podstawowych zasad.

Silnikiem pomocy był rozgrywający się Victor Froholdt. Sprowadzony z Kopenhagi za 20 milionów euro, 20-letni Duńczyk początkowo był postrzegany jako przepłacony hazard. Pod koniec sezonu wyglądał na okazję. Froholdt zdobył osiem goli i sześć asyst, łącząc nieustanną pracę defensywną z precyzyjną grą ofensywną. Jego pojawienie się uosabia zdolność Farioliego do rozwijania młodych talentów i integrowania ich w wymagającym systemie. Wraz ze skrzydłowymi rozciągającymi przeciwnika, Porto często dominowało w posiadaniu piłki – czasem przekraczając 70% – ale nauczyli się radzić, gdy przeciwnicy studiowali ich schematy i próbowali zdusić ich inicjatywę. Rozwiązaniem Farioliego była ciągła ewolucja: modyfikowanie dynamiki przy zachowaniu tożsamości zespołu.

Z tytułem zapewnionym i zbliżającą się Ligą Mistrzów, Farioli już planuje następną fazę. W ruchu podkreślającym jego podejście oparte na współpracy rozdał zawodnikom anonimowe ankiety, zapraszając ich do krytykowania sztabu szkoleniowego „z bazooką”. Ta pętla informacji zwrotnej ma na celu udoskonalenie projektu i utrzymanie wysokich standardów, które teraz są oczekiwane. Pomimo plotek łączących go z Chelsea, zanim zatrudnili Xabiego Alonso, Farioli podkreśla, że jest oddany Porto. „Czuję potrzebę, by znów iść i znów naciskać – teraz oczekiwania są jeszcze wyższe” – powiedział. „Trzy tygodnie temu z zewnątrz miałem na głowie wielkie znaki zapytania. Teraz jest wykrzyknik, który trzeba potwierdzić i udowodnić.”

Podobieństwa do własnej ścieżki Villasa-Boasa są trudne do zignorowania. Piętnaście lat temu Villas-Boas wygrał ligę z Porto i został szybko zatrudniony przez Chelsea. Kibice obawiają się, że historia może powtórzyć się z Fariolim, ale słowa Włocha uspokajają. Jego uwaga jest wyraźnie skupiona na budowaniu na tym sukcesie, a nie na wykorzystywaniu go jako odskoczni. Ta mentalność odzwierciedla trenera, który dojrzał przez przeciwności, który rozumie, że jeden tytuł nie wymazuje przeszłości, ale może przekształcić narrację. Odrodzenie Porto pod wodzą Farioliego jest dowodem siły wspólnej wizji prezesa i trenera, gotowości ignorowania opinii publicznej i kadry, która uwierzyła we wspólną misję.

Gdy celebracje ucichną, a kadra rozejdzie się na lato, notowania Farioliego są wyższe niż kiedykolwiek. Kluby w całej Europie będą monitorować jego postępy, ale na razie Porto czerpie korzyści z trenera, który zamienił „przegranego” w katalizator triumfu. Smoki odzyskały swój pazur, a ich młody włoski maestro sprawił, że słowo wypisane na jego głowie to już nie „przegrany”, ale „mistrz”. Na podstawie raportu The Guardian.