Wolfsburg zapewnił sobie dramatyczne miejsce w barażach o utrzymanie w Bundeslidze dopiero po raz trzeci w swojej historii, pokonując St. Pauli 3:1 na wyjeździe w meczu zdominowanym przez mało prawdopodobne źródło bramek. Wszystkie trzy trafienia padły po stałych fragmentach gry – schematach, które sztab szkoleniowy dziwnie porzucił podczas treningów kilka tygodni wcześniej. Zwycięstwo utrzymało ich nikłe nadzieje na przetrwanie, a sposób, w jaki to osiągnęli, wprawił obserwatorów w zakłopotanie i rozbawienie.
Stawka na Millerntor była ogromna. Wolfsburg przystępował do meczu wiedząc, że tylko zwycięstwo pozwoli im dostać się do końcosezonowego barażu z trzecią drużyną drugiej ligi. Porażka lub nawet remis skazałby ich na bezpośrednią degradację, los, który prześladuje klub od ich dramatycznego upadku w ostatnich sezonach. Powietrze gęstniało od napięcia, gdy rozległ się pierwszy gwizdek, ale to goście przejęli inicjatywę.
Historia ciążyła na obu stronach. Wolfsburg dwukrotnie doświadczył baraży o utrzymanie, w 2017 i 2018 roku, i za każdym razem wychodził zwycięsko – najpierw pokonując Eintracht Brunszwik, a następnie Holstein Kiel. Te nerwowe dwumecze zbudowały w zespole odporność, która odżyła w najważniejszym momencie. Dla St. Pauli mecz był szansą na zaprezentowanie swoich umiejętności z najwyższej półki, ponieważ wcześniej w sezonie byli w grze o awans, ale ostatecznie zabrakło im skuteczności.
Od samego początku podejście Wolfsburga było bezpośrednie i fizyczne. Wysoki pressing wymusił serię rzutów rożnych i wolnych. Co zaskakujące, to właśnie stałe fragmenty gry odwróciły losy meczu. W połowie pierwszej połowy głęboki rzut rożny znalazł niepilnowanego zawodnika, który posłał główkę w dalszy róg przez gąszcz ciał. Bramka padła po podaniu, które według wtajemniczonych odtwarzało schemat, którego zespół nie ćwiczył od miesięcznej przerwy reprezentacyjnej.
Przewaga została podwojona przed przerwą. Kolejny stały fragment gry, tym razem zawijany rzut wolny z lewej strony, został rozegrany krótko, uśpiwszy czujność obrony St. Pauli. Dośrodkowanie zostało tylko wybite na skraj pola karnego, skąd strzał przez las nóg wpadł do siatki. Ponownie choreografia wyglądała na wyćwiczoną, ale sztab szkoleniowy rzekomo usunął treningi stałych fragmentów z planu, aby skupić się na grze z otwartej akcji. Ironia nie umknęła kibicom gości, którzy cieszyli się z nieoczekiwanej skuteczności.
Po przerwie St. Pauli ruszyło do odrabiania strat i zdobyło jedną bramkę, na krótko wywołując nerwy w obozie Wolfsburga. Goście jednak odzyskali kontrolę, strzelając trzecią bramkę – nieuchronnie po rzucie rożnym. Zgranie na dalszy słupek zostało przepchnięte przez linię bramkową wśród frenetycznego zamieszania w polu karnym. Sceny radości zdradzały ulgę; przetrwanie, w jakiejkolwiek formie, było teraz na wyciągnięcie ręki.
Refleksje pomeczowe zdominowała anomalia stałych fragmentów gry. Zapytany o poleganie na martwych piłkach, trener Wolfsburga wskazał zarówno na zakłopotanie, jak i dumę. Schematy, uśpione i prawie zapomniane na treningu, zostały wskrzeszone przez zawodników, którzy sięgnęli do pamięci mięśniowej z wcześniejszej części sezonu. Było to świadectwo zdolności adaptacyjnych drużyny i niezamierzony majstersztyk.
Analitycy wskazali na podstawowe liczby: wysoki procent bramek Wolfsburga w krytycznej fazie sezonu pochodził ze stałych fragmentów gry, pomimo rzekomego zaniedbania przez sztab szkoleniowy. Rodziło to pytania, czy przerwa w ustrukturyzowanych treningach uwolniła graczy do improwizacji, czy po prostu podkreśliła zbiorową determinację, by znaleźć dowolną drogę do bramki. Niezależnie od wyjaśnienia, efektem były trzy bezcenne punkty.
Szersze implikacje są ogromne. Awans do barażu oznacza, że Wolfsburg ma teraz dwumeczową szansę na zachowanie statusu w Bundeslidze. Zmierzą się z mocno zmotywowanym rywalem z drugiej ligi, świadomym, że przepaść finansowa Bundesligi często faworyzuje doświadczony klub – ale tylko jeśli uda im się powtórzyć determinację i umiejętność wykorzystania okazji, które pokazali w St. Pauli. Najpierw mecz wyjazdowy może dać im strategiczną przewagę, jeśli zagrają zdyscyplinowanie.
W całych północnych Niemczech wynik zostanie odnotowany ze szczególnym zainteresowaniem przez Hannover 96 i ich menedżera, byłego ikonę Wolfsburga, Dietera Heckinga. Hecking, który doprowadził Wilki do triumfu w DFB-Pokal i ćwierćfinału Ligi Mistrzów podczas swojej kadencji, teraz prowadzi Hannover, który jest głęboko zaangażowany w walkę o awans z 2. Bundesligi. Potencjalne barażowe spotkanie między jego przeszłością a teraźniejszością dodałoby bogatej warstwy narracji, a filozofia stałych fragmentów Heckinga – niegdyś fundament ofensywnej gry Wolfsburga – zdawała się odbijać echem w stałych fragmentach gry gości.
Na razie Wolfsburg może tylko cieszyć się ze zwycięstwa, które, logicznie rzecz biorąc, nie powinno było nadejść drogą, która je przyniosła. Niewytrenowane stałe fragmenty gry stały się nieprawdopodobną bronią, powrotem do prostszych wartości piłkarskich. Trzecia barażowa przygoda klubu będzie wymagać jeszcze więcej determinacji, ale na jedną noc na Millerntor gwiazdy zbiegły się w najbardziej nieoczekiwany sposób.
Na podstawie raportów z Kicker.