Florentino Pérez we wtorek wkroczył w światło reflektorów podczas rzadkiej i zdumiewającej konferencji prasowej, wykorzystując to miejsce do ogłoszenia swojej kandydatury w wyborach, jednocześnie atakując media, sędziów i to, co określił jako „zorganizowaną kampanię” mającą na celu jego odsunięcie. 79-letni prezydent zbagatelizował potyczkę na treningu między Federico Valverde a Aurélienem Tchouamenim – która zakończyła się hospitalizacją Valverde – jako „burzę w szklance wody”, twierdząc, że takie incydenty są powszechne podczas jego 26-letniej kadencji w klubie. Jednak pod butną retoryką kryła się głębsza narracja: prawdopodobny powrót José Mourinho na stanowisko głównego trenera, ruch, który już spotkał się z publiczną naganą ze strony klubowej legendy Ikera Casillasa.
Występ Péreza był mistrzowską lekcją komunikacji kryzysowej prosto z autorytarnego podręcznika. Obrażał dziennikarzy jako „brzydkich”, ogłosił, że rezygnuje z prenumeraty gazety ABC ze względu na ich „agendę” przeciwko niemu, i przedstawił siebie jako jedynego strażnika interesów Realu Madryt. „Niektórzy dziennikarze i ludzie chcą zniszczyć Real Madryt” – grzmiał. „Zawsze będę bronił interesów madridzystów”. Podobieństwa do retoryki „fałszywych wiadomości” Donalda Trumpa były niezaprzeczalne, a Pérez zdawał się czerpać przyjemność z konfrontacyjnej atmosfery, ani razu nie przepraszając ani nie idąc na kompromis.
Natychmiastowym tłem był słaby sezon, w którym klub nie spełnił własnych wygórowanych standardów. Pérez przyznał, że wyniki „nie były najlepsze”, ale winą obarczył czynniki zewnętrzne – decyzje sędziów i wrogie media. Starcie Valverde z Tchouamenim, w którym obaj zawodnicy wdali się w bójkę podczas dwóch kolejnych treningów, zostało przedstawione jako drobny incydent, który stał się godny uwagi tylko dlatego, że wyciekł. Pérez obiecał osobiście znaleźć źródło wycieku, złowieszczo oświadczając: „Zostawcie to mnie. Ja się tym zajmę”.
Jednak prawdziwą bombą konferencji było pośrednie potwierdzenie, że nominacja Mourinho jest nieuchronna. Zapytany o portugalskiego menedżera, Pérez był enigmatyczny: „Nie jesteśmy jeszcze na tym etapie procesu”. Jednak wiele źródeł sugeruje, że umowa jest praktycznie sfinalizowana, a Mourinho ma powrócić 13 lat po swojej burzliwej pierwszej kadencji na Bernabéu. Poprzednia kadencja przyniosła trofea – wygranie La Liga i Pucharu Króla – ale także gorzkie podziały, zwłaszcza z Casillasem, którego Mourinho kontrowersyjnie odsunął od pierwszego składu.
Casillas nie zwlekał z zabraniem głosu. W oświadczeniu, które wstrząsnęło kibicami, były kapitan Hiszpanii wyraźnie wezwał klub do niezatrudniania Mourinho, argumentując, że inni trenerzy byliby lepiej przygotowani do prowadzenia drużyny. To żądanie podkreśla nierozwiązane napięcia sprzed dekady i rodzi pytania o to, jak powrót Mourinho zostałby przyjęty w szatni i wśród weteranów klubu. Pérez wydaje się jednak niezrażony, najprawdopodobniej postrzegając wojowniczą mentalność Mourinho jako idealne antidotum na to, co uważa za wrogie środowisko.
Aby zrozumieć działania Péreza, należy wziąć pod uwagę jego niepodważalną pozycję w klubie. Sprawował on władzę w Realu Madryt przez łącznie 21 lat w dwóch kadencjach, zdobywając siedem Pucharów Europy i siedem tytułów mistrza Hiszpanii. W ostatnich czterech wyborach prezydenckich startował bez przeciwników, dzięki surowym zasadom kwalifikacyjnym: kandydaci muszą być członkami od co najmniej 20 lat i zapewnić gwarancję bankową równą 15 procentom budżetu klubu. Wobec braku konkurenta, wtorkowa konferencja prasowa była mniej kampanią, a bardziej ponownym przejęciem kontroli nad narracją.
Potencjalne mianowanie Mourinho oznaczałoby powrót do oblężonej mentalności, strategii, która historycznie przynosiła sukcesy krajowe i europejskie, ale także siała niezgodę. Jego pierwsza kadencja pozostawiła podzieloną kadrę i napięte stosunki z hiszpańską prasą – dynamika, która może powrócić. Dla Péreza rachunek jest jednak jasny: w sezonie, w którym wyniki zawiodły, silny, obeznany z mediami menedżer, który czerpie korzyści z konfliktów, pasuje do jego własnego podejścia polegającego na nieustępliwości.
Incydent na treningu, choć zbagatelizowany, nie może być całkowicie odrzucony. Wskazuje na ukryte napięcia w kadrze, którymi nowy trener będzie musiał się zająć. Wyniki Mourinho w zarządzaniu silnymi osobowościami są mieszane; jego sukces może zależeć od tego, czy zdoła zdobyć szacunek bez ponownego rozniecania wojny domowej, która charakteryzowała jego poprzednie odejście. Interwencja Casillasa sugeruje, że rany przeszłości są wciąż świeże, co czyni powrót Mourinho ryzykownym zakładem.
Pérez, spoglądając w przyszłość na swoją następną konferencję prasową – powszechnie oczekiwaną, aby przedstawić Mourinho – przygotował grunt pod nowy rozdział zdefiniowany przez wyzwanie i ambicję. Czy to podejście ustabilizuje klub, czy pogłębi jego podziały, pozostaje do zobaczenia. Pewne jest, że siedemdziesięciokilkuletni prezydent, mistrz długiej gry, nie ma zamiaru oddać władzy po cichu. Jego kandydatura w wyborach, nawet bez konkurencji, jest deklaracją, że będzie kształtował przyszłość Realu Madryt na własnych warunkach. Na podstawie doniesień Sky Sports.