Finał Ligi Mistrzów UEFA 2026 pomiędzy Paris Saint-Germain a Arsenalem przeszedł do dogrywki po emocjonującym remisie 1-1 na Puskás Aréna w Budapeszcie. Kai Havertz dał Kanonierom wczesne prowadzenie, ale rzut karny Ousmane'a Dembélé w drugiej połowie przywrócił równowagę, przygotowując grunt pod dramatyczne rozstrzygnięcie, które zdecyduje o królu Europy.
Ten mecz był zderzeniem kontrastujących narracji. PSG przystąpiło jako obrońca tytułu, po tym jak w zeszłorocznym finale rozgromiło Inter Mediolan 5-0, zdobywając swoje pierwsze europejskie trofeum. Arsenal z kolei przybył napędzany pierwszym tytułem Premier League od 22 lat pod wodzą Mikela Artety, polując na historyczny dublet. Wzajemny podziw między Artetą a szefem PSG, Luisem Enrique, dodał warstwę szacunku, a obaj chwalili swoje umiejętności taktyczne przed starciem.
Arsenal nie tracił czasu na zaznaczenie swojej obecności. Już po sześciu minutach przypadkowy rykoszet wypuścił Havertza lewą stroną. Niemiecki napastnik wbiegł w pole karne i oddał nie do obrony strzał lewą nogą obok Matveya Safonova przy bliższym słupku, wywołując dzikie świętowanie wśród podróżujących kibiców. Była to deklaracja intencji ze strony drużyny, która zadziwiła Premier League swoją nieustępliwą intensywnością przez cały sezon.
Zaskoczeni wczesnym ciosem, PSG przejęło kontrolę nad posiadaniem piłki, ale natknęło się na nieugiętą strukturę defensywną Arsenalu. William Saliba i Gabriel Magalhães tworzyli imponującą centralną barierę, podczas gdy boczni obrońcy Mosquera i Hincapię ściśle pilnowali swoich zadań. Paryżanie szukali okazji przez Dembélé i Khvicha Kvaratskhelię, ale klarowne szanse pozostawały nieuchwytne, gdy drużyna Artety pokazała dyscyplinę defensywną, która leżała u podstaw ich krajowego sukcesu.
Po przerwie ludzie Luisa Enrique zwiększyli presję. Ich upór opłacił się w 62. minucie, gdy Kvaratskhelia wbiegł w pole karne i został sfaulowany przez Mosquerę. Sędzia Daniel Siebert wskazał na wapno, decyzja potwierdzona przez VAR. Dembélé pewnie podszedł i posłał Davida Rayę w przeciwnym kierunku, chłodno zdobywając bramkę na 1-1 i przesuwając impet wyraźnie na stronę Paryżan.
Wyrównanie otworzyło grę, a obie drużyny w regulaminowym czasie szukały zwycięskiego trafienia. Vitinha potrząsnął poprzeczką potężnym strzałem, podczas gdy Dembélé i Barcola testowali Rayę z dystansu. Arsenal odpowiedział przez Martinellego i rezerwowego Gyökeresa, ale Safonov był na wysokości zadania. Głęboko w doliczonym czasie żadna ze stron nie znalazła decydującego ciosu i po raz 18. w historii Ligi Mistrzów finał przeszedł do dogrywki.
Dogrywka przyniosła świeże nogi i odnowione napięcie. Arteta wpuścił Eberechi Eze i Martína Zubimendiego, podczas gdy Luis Enrique wprowadził Warrena Zaïre-Emery'ego i Gonçalo Ramosa. Zmęczenie wyczerpującym sezonem było widoczne, ale nagroda – miejsce wśród nieśmiertelnych europejskiej piłki – napędzała obie drużyny. Błędy mogły okazać się fatalne, a każdy wślizg niósł olbrzymi ciężar.
Przed rozpoczęciem meczu legendarny trener Fabio Capello podkreślił jakość defensywną obu stron, zaznaczając, że jest ciekaw, czy Arsenal będzie w stanie powtórzyć swoją wczesnosezonową formę po zdobyciu tytułu. Arteta wezwał swoich zawodników do napisania nowego rozdziału w historii klubu, podczas gdy Luis Enrique podkreślił konieczność gry na maksymalnym poziomie w pięknym otoczeniu. Słowa obu menedżerów okazały się prorocze, gdy mecz balansował na ostrzu noża.
Finał zerwał również z tradycją, rozpoczynając się o 18:00 czasu lokalnego zamiast zwyczajowych 21:00. UEFA określiła ten ruch jako „konkretne ulepszenie", mające na celu poprawę wrażeń kibiców i globalnego zasięgu transmisji. Czy ta zmiana stanie się stała, pozostawało do zobaczenia, ale z pewnością dodała inny rytm wieczornemu dramatowi.
Dla PSG zwycięstwo umocniłoby dynastię i potwierdziłoby ich katarski projekt dwoma kolejnymi tytułami europejskimi. Dla Arsenalu triumf zwieńczyłby bajkowy sezon i oznaczałby ich powrót na szczyt sportu po dwóch dekadach bliskich niepowodzeń. Gdy rozpoczęła się pierwsza część dogrywki, jedno było pewne: tylko jeden klub opuści Budapeszt z pucharem, a drugi pozostanie, by rozmyślać o tym, co mogło być.
Na podstawie doniesień Tuttosport.