Tottenham Hotspur wchodzi w ostatni dzień sezonu Premier League, patrząc na scenariusz, który wydawał się nie do pomyślenia zaledwie 12 miesięcy temu: spadek do Championship. Po podniesieniu trofeum Ligi Europy przed 220 000 fanów w zeszłym maju, Spurs podejmują Everton, potrzebując zwycięstwa i wygranej West Ham z Leeds, aby zapewnić sobie utrzymanie. Upadek z europejskiej chwały na skraj drugiej ligi to przestroga przed błędami na każdym szczeblu klubu.
Liczby malują ponury obraz. Rok po zakończeniu 17-letniej suszy trofeów pod wodzą Ange Postecoglou, Spurs zajęli 17. miejsce – najniższą lokatę w najwyższej klasie rozgrywkowej we współczesnej historii klubu. Postecoglou został zwolniony pomimo sukcesu w Lidze Europy, a zarząd oświadczył, że rywalizacja na wielu frontach jest najważniejsza. Zamiast tego kampania 2025-26 przerodziła się w pojedynczą, desperacką walkę o pozostanie w Premier League.
Zatrudnienie Thomasa Franka jako następcy Postecoglou miało przynieść stabilność, ale kadencja Duńczyka szybko się zepsuła. Źródła podają, że niektórzy gracze kupili jego metody, inni nigdy nie przekonali się do jego podejścia. Porażka z West Ham w styczniu była momentem, w którym wielu uważało, że Frank powinien zostać zwolniony, ale pozostał u steru długo po tym, jak jego obecność przestała być mile widziana, tworząc toksyczną atmosferę. Tymczasem sytuacja kontuzjowa, już tragiczna w zeszłym sezonie, osiągnęła katastrofalny poziom. Kluczowi kreatorzy Dejan Kulusevski, James Maddison i Mohammed Kudus spędzili długie okresy na stole zabiegowym, pozostawiając skład mocno uszczuplony.
Poza boiskiem decyzje okazały się równie szkodliwe. Letnie odejście klubowej legendy i kapitana Heung-Min Sona pozostawiło pustkę przywódczą, podczas gdy Brennan Johnson został sprzedany do Crystal Palace za 35 milionów funtów. Jedynym znaczącym wzmocnieniem w środku sezonu był Conor Gallagher, solidny nabytek, ale daleki od transformacyjnej postaci, której Spurs desperacko potrzebowali. Brak ruchów w oknie transferowym w styczniu, gdy drużyna była uwikłana w walkę o utrzymanie, graniczył z zaniedbaniem.
Na boisku przegrywanie stało się nawykiem. W zeszłym roku Spurs stali się pierwszą drużyną w historii najwyższej ligi, która przegrała 22 mecze w 38-meczowym sezonie i przetrwała, ale triumf w Lidze Europy zapewnił psychologiczną siatkę bezpieczeństwa. W tym sezonie miejsce w czołowej czwórce w fazie Ligi Mistrzów pod wodzą Franka stworzyło fałszywą pewność siebie, ponieważ zwycięstwa przychodziły przeciwko gorszym przeciwnikom. Na arenie krajowej drużyna się rozpadła, nie będąc w stanie odtworzyć żadnej z odporności, która charakteryzowała ich europejską kampanię.
Ludzkich kosztów potencjalnego spadku nie można przecenić. Tottenham jest dziewiątym najbogatszym klubem na świecie, firmą zatrudniającą setki pracowników, których miejsca pracy są teraz zagrożone. Skutki ekonomiczne odbiłyby się echem w lokalnej społeczności, a umowy sponsorskie, przychody z meczów i globalna pozycja są zagrożone. Dla klubu, który zaledwie kilka lat temu otworzył nowoczesny stadion, Championship byłoby bezprecedensową katastrofą.
Pośród zamieszania gracze z trudem ukrywali swoje emocje. Po niedawnej porażce z Chelsea pomocnik James Maddison mówił szczerze, przyznając, że czuł 'zażenowanie' sytuacją drużyny. Takie surowe wyznania podkreślają psychiczne żniwo, jakie zebrał ten sezon. Ostatni dzień daje szansę na odkupienie, ale tylko jeśli wyniki ułożą się idealnie. Porażka z Evertonem w połączeniu ze zwycięstwem West Ham nad Leeds spowoduje spadek Spurs. Każdy inny wynik utrzyma ich w lidze, choć świętowanie będzie stonowane – ulga, a nie radość.
Everton podróżuje do północnego Londynu z własnym planem, zapewniwszy sobie bezpieczeństwo tygodnie temu. The Toffees mają niewiele do grania, ale duma i perspektywa dobicia przeciwnika mogą uczynić ich groźnymi rywalami. Dla Spurs Roberto De Zerbi zadanie jest proste: wygrać i kontrolują swój los. Jednak ta drużyna rzadko robiła coś prostego w tym sezonie, a napięcie na Tottenham Hotspur Stadium będzie wyczuwalne.
Patrząc poza niedzielę, klub desperacko potrzebuje resetu. Przetrwanie spadku byłoby pierwszym krokiem, ale musi nastąpić po nim gruntowna przebudowa. Letnie okno transferowe będzie kluczowe, ale Spurs mogą przyciągnąć najlepszych graczy tylko wtedy, gdy pozostaną w najwyższej lidze. Ironia jest bolesna: klub rangi Tottenhamu modli się teraz o korzystną kombinację wyników, aby tylko pozostać w lidze, którą pomogli ukształtować.
Końcowy gwizdek wywoła albo exodus talentów, albo szansę na odbudowę. Tak czy inaczej, blizny tego sezonu pozostaną. Kibice, którzy przetrwali kampanię pełną zawiedzionych nadziei, będą domagać się rozliczenia. Od zarządu po ławkę trenerską, pytania muszą zostać zadane. Piękna gra potrafi być okrutna, ale sytuacja Tottenhamu jest w dużej mierze samospowodowana – ostrzeżenie dla elitarnych klubów, że złe zarządzanie może szybko zniweczyć nawet najwspanialsze niedawne sukcesy.
Na podstawie doniesień Sky Sports.