Paris Saint-Germain w sobotni wieczór w Budapeszcie zapisał się w historii francuskiego futbolu, pokonując Arsenal w nerwowej serii rzutów karnych i zdobywając drugie z rzędu trofeum Ligi Mistrzów UEFA. Remis 1:1 po dogrywce – rozstrzygnięty 4:3 z jedenastu metrów – uczynił PSG pierwszym francuskim klubem, który sięgnął po najważniejsze europejskie trofeum klubowe w dwóch kolejnych sezonach, co umacnia ich pozycję jako kontynentalnej potęgi.
Triumf nie był łatwy. Arsenal, który po raz pierwszy od 2006 roku dotarł do finału, okazał się zaciętym przeciwnikiem w napiętym spotkaniu na Puskás Aréna. PSG musiało sięgnąć głęboko, polegając na charakterze równie mocno jak na jakości, aby pokonać drużynę Kanonierów, która nie chciała ustąpić. Jérôme Alonso, były bramkarz PSG, a obecnie ekspert, doskonale uchwycił nastrój. W programie L’Équipe du soir Alonso opisał zwycięstwo jako „une victoire dans la souffrance” – zwycięstwo wykute w cierpieniu. Jego słowa trafiły do fanów, którzy przywykli do późnych dramatów i ciężko wywalczonych europejskich nocy.
Sam mecz był taktyczną partią szachów. PSG miało przewagę w posiadaniu piłki, ale napotkało trudności z rozbiciem defensywnego szyku Arsenalu. Wynik został otwarty w połowie drugiej połowy po błysku indywidualnej klasy, ale Arsenal odpowiedział niemal natychmiastowo ładnym wyrównaniem. W pozostałym czasie regulaminowym i dogrywce obie drużyny stwarzały sobie półokazje, a zmęczenie było widoczne – nikt nie chciał ryzykować fatalnego błędu.
W miarę zbliżania się serii rzutów karnych nasilała się walka psychologiczna. Ostatnie osiągnięcia PSG w kluczowych momentach dawały im nieznaczną przewagę, ale opanowanie Arsenalu z jedenastu metrów było nienaganne podczas całej drogi do finału. Ostatecznie decydowały detale: znakomita obrona bramkarza PSG, słupek trafiony przez strzelca Arsenalu i lodowata skuteczność piątego egzekutora z Paryża, która wywołała dziką radość wśród przyjezdnych fanów.
Alonso, który spędził osiem sezonów na Parc des Princes, podkreślił znaczenie tego dubletu. „Zrobić to raz – to historyczne, zrobić to dwa razy z rzędu – to legendarne” – zauważył, porównując osiągnięcie do wielkich drużyn Realu Madryt i Barcelony, które dominowały w tych rozgrywkach w nowoczesnej erze. Sukces ten plasuje PSG w wąskim gronie klubów – w tym AC Milan, Liverpool i Ajax – które obroniły Puchar Europy od czasu zmiany nazwy na Ligę Mistrzów w 1992 roku.
Dla Ligue 1 konsekwencje są głębokie. Krytycy od dawna lekceważyli francuską ekstraklasę jako ligę jednego klubu pozbawioną głębi konkurencyjnej, ale trwały sukces PSG w Europie kwestionuje tę narrację. Dwa tytuły z rzędu podnoszą współczynnik ligi i mogą przyciągnąć większe inwestycje oraz talenty, potencjalnie zapoczątkowując pozytywną spiralę, która przyniesie korzyści wszystkim francuskim klubom. Co więcej, osiągnięcie to ma miejsce w czasie, gdy francuski futbol cieszy się niespotykaną pulą światowej klasy zawodników, z których wielu będzie reprezentować Les Bleus na nadchodzących mistrzostwach świata.
Arsenal z kolei będzie żałować straconych okazji, ale może być dumny ze swojej drogi. Projekt Mikela Artety stale się rozwija, a finał Ligi Mistrzów – pierwszy od dwóch dekad – podkreśla postęp na Emirates. Klub z północnego Londynu zmusił PSG do wysiłku i udowodnił, że należy do europejskiej elity. Ich czas może jeszcze nadejść.
Bohaterstwo w Budapeszcie odzwierciedla również ewolucję PSG – od klubu, który niegdyś załamywał się pod presją, do odpornej, zahartowanej w bojach drużyny. Pod wodzą swojego menedżera paryżanie przekształcili się w zespół zdolny do wygrywania nawet wtedy, gdy nie grają jak z nut. Ta siła mentalna, jak podkreślił Alonso, jest cechą prawdziwych mistrzów.
Patrząc w przyszłość, pytanie brzmi, czy PSG utrzyma tę dynastię. Rdzeń składu pozostaje nienaruszony, a siła finansowa klubu pozwala na wzmocnienia w razie potrzeby. Trzeci finał z rzędu – i być może trzecie z rzędu trofeum – postawiłoby ich w gronie najwspanialszych drużyn klubowych w historii. Na razie jednak miasto świateł delektuje się blaskiem złotej ery.
Gdy Alonso zastanawiał się nad podróżą klubu od wiecznych rozczarowań do dwukrotnych królów Europy, jego szacunek dla zbiorowego wysiłku był widoczny. „Ta grupa napisała najpiękniejszą kartę w historii klubu” – powiedział. „I wierzę, że jeszcze nie skończyli”.
Na podstawie doniesień L'Equipe.