Martin O'Neill zapisał kolejny niezwykły rozdział w bogatej historii Celticu w sobotę, prowadząc klub do zapierającego dech w piersiach triumfu w Scottish Premiership w ostatnim dniu sezonu. Jednak zanim euforia świętowania w Parkhead opadła, 74-letni tymczasowy menedżer rzucił cień wątpliwości na swoją przyszłość, przyznając, że "naprawdę nie wie", czy pozostanie na ławce po nadchodzącym finale Pucharu Szkocji.
Zwycięstwo tytułowe Celticu zostało zapewnione w najbardziej dramatyczny możliwy sposób. Potrzebując zwycięstwa u siebie z Hearts, aby przeskoczyć rywali i zdobyć koronę, drużyna O'Neilla wcześnie straciła bramkę, zanim w drugiej połowie zdołała odrobić straty. Późne gole Daizena Maedy i Calluma Osmanda zamieniły napięty remis 1:1 na zwycięstwo 3:1 przed oszalałym tłumem domowym, kończąc niesamowity ośmiomiesięczny pościg, w którym Celtic wyprzedził Hearts na finiszu.
Triumf niósł głębokie osobiste znaczenie dla O'Neilla, który zdobył swój czwarty tytuł ligowy z klubem 21 lat po trzecim. Jego emocje były surowe, gdy mówił o podróży od emerytowanego obserwatora do menedżera zdobywającego tytuł. "Czuję się odmłodzony" - powiedział. "Zawodnicy i sztab dali mi powód do życia. To nie znaczy, że moja rodzina nie dała... Byłem w tym samym miejscu w zeszłym sezonie, rozmawiając z Brendana o zdobyciu tytułu i naprawdę byłem zazdrosny. Ani przez chwilę nie myślałem, że wrócę tutaj".
W październiku O'Neill cieszył się emeryturą przy kawie na King's Road w Londynie, z dala od intensywności zarządzania. Jego powrót nastąpił w trakcie burzliwego sezonu dla Celticu, który dwukrotnie zwrócił się do Irlandczyka z Północy na zasadzie tymczasowej. Najpierw ustabilizował sytuację po zwolnieniu Wilfrieda Nancy, którego krótka i nieszczęsna kadencja pozostawiła ambicje tytułowe drużyny na włosku. Gdy stały zastępca zawiódł, O'Neill został wezwany ponownie, i tym razem przyniósł ostateczną nagrodę.
Więź O'Neilla z kibicami Celticu zawsze była głęboka, wykuta podczas jego błyskotliwej pierwszej kadencji na przełomie wieków. Teraz, w wieku, w którym większość menedżerów już dawno odłożyła dresy, odnowił to przywiązanie. "To najwspanialsze miejsce na ziemi" - zauważył. "Kiedy na tym stadionie panuje absolutna jedność, jest to widok godny podziwu. Oczywiście zawodnicy byli wspaniali, czego przykładem jest kapitan, ale nie moglibyśmy wygrać bez kibiców. Cieszę się razem z nimi".
Zwycięstwo tytułowe otwiera drogę do dubletu, ponieważ Celtic zmierzy się z drugoligowym Dunfermline Athletic w finale Pucharu Szkocji w przyszły weekend. Zwycięstwo ukoronowałoby niezwykłą kampanię powrotową i potencjalnie zapewniłoby bajkowe zakończenie - lub kuszący wstęp do dłuższego pobytu. Jednak O'Neill był jak zawsze tajemniczy co do swoich zamiarów. "Naprawdę nie wiem" - przyznał, gdy zapytano go o przyszłość. "Czy ktoś ze mną rozmawiał? Nie, ale się tego nie spodziewałem. Będzie czas na rozmowy po finale pucharu".
Jego niechęć do zobowiązań jest zrozumiała. W wieku 74 lat wymagania związane z zarządzaniem są ogromne, a O'Neill przyznał, że to odbija się na nim. "Jestem dość stary, więc to mnie wyczerpuje" - powiedział z nutą autoironii. "Jestem tylko dodatkiem do całego przedsięwzięcia. Widzą mnie codziennie, zawodnicy, tego starego człowieka, i myślą 'co on tu robi?'" Jednak jego wpływ był wszystkim, tylko nie marginalny; przekształcił drużynę, która wyglądała na zagubioną pod wodzą Nancy, w zespół, który perfekcyjnie wyczuł moment, gdy było to najważniejsze.
Władze Celticu stoją teraz przed delikatną decyzją. Tymczasowy sukces O'Neilla uczynił go ulubieńcem tłumów i logicznym kandydatem do kontynuacji, ale klub może mieć plany długoterminowe. Jeśli odejdzie po finale pucharu, zrobi to, przywróciwszy dumę i trofea; jeśli zostanie, wyzwaniem będzie budowanie na tym momencie. "Zobaczymy, co przyniesie następny tydzień" - to było jego ostatnie słowo w tej sprawie, pozostawiając fanów i komentatorów w spekulacjach.
Pomijając implikacje taktyczne i strategiczne, historia O'Neilla rezonuje, ponieważ przeciwstawia się współczesnej obsesji piłki nożnej na punkcie młodości i nieustannych zmian. Siedemdziesięciolatek wyciągnięty z emerytury nie tylko dał radę, ale i rozkwitł, odnawiając więź, która wydawała się skazana na zapomnienie. Jego wyznanie, że klub dał mu 'powody do życia', podkreśla głębokie osobiste odkupienie - człowieka, który na nowo odnajduje cel dzięki miłości do klubu i jego kibiców.
Dla Celticu tytuł jest dowodem odporności i trwałej siły doświadczonego przywództwa. Późny dublet, który zadziwił Hearts, będzie powtarzany przez dekady, a pełne łez objęcie O'Neilla ze sztabem stanie się ikonicznym obrazem tego sezonu. Czy okaże się to jego pożegnaniem, czy nowym początkiem, pozostaje do zobaczenia, ale jedno jest pewne: Martin O'Neill dał już Celticowi sezon wszech czasów.
Na podstawie raportów BBC Sport.