Znane dźwięki „Allez les Verts!” rozbrzmiewają w Brasserie Geoffroy-Guichard, stanowiąc przejmującą ścieżkę dźwiękową do najnowszego rozdziału kampanii AS Saint-Étienne jak na rollercoasterze. Dzieląc zaledwie dwa mecze od powrotu do Ligue 1, ciężar historii i desperacka potrzeba odkupienia unoszą się w powietrzu równie gęsto jak przyśpiewki wyprzedanego Stade Geoffroy-Guichard. Zwięzła ocena Juliena Le Cardinala – „Au vu de la saison, on est à notre place” – oddaje nastrój drużyny, która roztrwoniła swoje ogromne zasoby w drugiej lidze, a mimo to wciąż trzyma się liny ratunkowej publicznego uwielbienia.
Stawka nie może być wyższa. Droga Saint-Étienne z powrotem do najwyższej klasy rozgrywkowej wiedzie przez dwumecz barażowy z OGC Nice, zespołem Ligue 1 walczącym o przetrwanie. Pierwszy mecz w Chaudron to kocioł nadziei, podsycany przez 38 000 biletów sprzedanych w mgnieniu oka i zakazem wstępu dla kibiców gości, który uwolnił dodatkowe 2000 miejsc dla miejscowych fanów. Zastrzyk finansowy – szacowany na ponad 500 000 euro – jest mile widzianym wsparciem, ale psychologiczna przewaga zapewniana przez tłum może okazać się bezcenna. Po sezonie słabszych występów, który pozostawił ich na ostatnim miejscu dającym awans, Zieloni polegają tylko na swoim potężnym 12. zawodniku, aby odwrócić losy.
Le Cardinal, zimowy nabytek, uosabia śródsezonową korektę kursu klubu. Środkowy obrońca, sprowadzony w celu uszczelnienia nieszczelnej defensywy, stał się nieoczekiwanym głosem szczerego realizmu. „Biorąc pod uwagę nasz sezon, jesteśmy tam, gdzie zasłużyliśmy” – przyznaje, co stanowi surowe przypomnienie, że kadra zbudowana z myślą o bezpośrednim awansie nie spełniła oczekiwań. Powrót lidera środka pola Florenta Tardieu daje przebłysk stalowej woli – jego doświadczenie kontrastuje z nieobecnością byłych ikon, takich jak Anthony Briançon i Thomas Monconduit, którzy prowadzili zeszłoroczną nieudaną barażową kampanię. Teraz obecność Tardieu w składzie może być stabilizującą ręką potrzebną do przeprowadzenia nerwowego pojedynku.
Dla kibiców takich jak David Sleight klub jest nicią przewijającą się przez dekady osobistej historii. Szkocki imigrant, który po raz pierwszy usłyszał „Allez les Verts!” jako dziecko podczas finału Pucharu Europy w 1976 roku, od tamtej pory co dwa lata odbywa pielgrzymki z Glasgow. „Kiedy po raz pierwszy przyjechałem na Geoffroy-Guichard” – mówi – „zrozumiałem, że Saint-Étienne pozostaje wyjątkowym klubem i mitem”. Jego wspomnienie remisu 0-0 z Niceą w 1990 roku – w połączeniu z późniejszym spotkaniem w pizzerii – mówi o minionej epoce intymności. Dziś ta mitologia poddawana jest próbie przez chłodną kalkulację tabeli ligowej, a sam Sleight jest „oszołomiony”, że zespół musi ponownie walczyć o przetrwanie po zeszłorocznym rozczarowaniu z Metz.
Cień tej porażki wisi ciężko. Wtedy Zieloni mieli prawdziwych liderów, na których mogli liczyć; teraz wspierają się na niematerialnej sile fanów, którzy po raz ósmy w tym sezonie wypełnili stadion. Philippe Montanier, trener, studzi euforię: „Będziemy musieli zagrać na naszym najlepszym poziomie”. Ostrzeżenie jest uzasadnione. Nice przyjeżdża z pierwszoligowym rodowodem i głodem utrzymania swojego statusu, co czyni zadanie Saint-Étienne trudnym. Ryk Chaudron może onieśmielać, ale nie strzela goli ani nie kieruje obroną. Zespół musi przełożyć emocje na wykonanie przez 180 minut.
Romantyzm zielonej koszulki Saint-Étienne niesie echa Glasgow z 1976 roku, kiedy klub stał na krawędzi europejskiej chwały. To dziedzictwo jest zarówno błogosławieństwem, jak i brzemieniem – ciągłym przypomnieniem o tym, czego region oczekuje. Jednak obecna rzeczywistość jest daleka od tych chwalebnych dni. Mając budżet przyćmiewający większość rywali z Ligue 2, słabsze wyniki były systemowe, pozostawiając klub zdanym na ścieżkę barażową, która wydaje się bardziej odroczeniem niż nagrodą. David Sleight, adoptowany syn zielonej połowy Glasgow i posiadacz karnetu Celticu, rozumie tę dwoistość. „Kiedy wspierasz Verts, zawsze jesteś optymistą” – mówi, a jego głos niesie nadzieję, która przeczy logice.
Gdy zawodnicy wybiegają na boisko przed pełnymi trybunami, arytmetyka dwóch meczów zadecyduje o ich losie. Powrót Tardieu, szczerość Le Cardinala i niezłomny głos trybun tworzą potężny koktajl. Jednak przeciwko rywalowi z najwyższej ligi same sentymenty nie wystarczą. Podopieczni Montaniera muszą znaleźć poziom występu, który umykał im przez większość kampanii. Dla kibiców marzenie o powrocie do Ligue 1 to coś więcej niż sportowa ambicja – to przywrócenie dumy, potwierdzenie mitu, który od dziesięcioleci przyciąga fanów takich jak Sleight zza granicy.
Nadchodzące dni pokażą, czy Zieloni potrafią zamienić hałas w punkty, a nostalgię w namacalną nagrodę. Pierwszy mecz ma nadać ton, a „Chaudron” po raz kolejny będzie największym atutem i najbardziej wymagającym sędzią klubu. Słowa Juliena Le Cardinala wiszą w powietrzu jako wyzwanie: są tam, gdzie zasłużyli, ale mając za sobą swoich kibiców, mają szansę napisać inne zakończenie. Na podstawie raportów z L'Equipe.