Xxgwise
PremiumZaloguj
Wiadomości

Pochettino: USA nie ma graczy z pierwszej setki – dlaczego?

Główna Liga Piłki NożnejPhiladelphia Union vs New York Red BullsPortugaliaPhiladelphia UnionNew York Red BullsBelgiaSan Jose Trzęsienia ZiemiBorussia DortmundManchester CityReal Salt LakeArgentynaLiverpoolBarcelona

Trener reprezentacji USA Pochettino przyznaje, że po porażce z Portugalią Stanom Zjednoczonym brakuje zawodnika z czołowej setki; eksperci obwiniają powolny

Po trzeźwiącej porażce 2:0 w meczu towarzyskim z Portugalią w marcu, selekcjoner reprezentacji USA Mauricio Pochettino wydał szczerą ocenę, która dotknęła sedna luki talentów w amerykańskiej piłce nożnej. „Jesteśmy USA” – powiedział – „i rywalizujemy z Belgią, Portugalią. Myślę, że Belgia i Portugalia na pewno mają w pierwszej setce graczy kilku lub kilku zawodników grających w tej setce. Myślę, że my tego nie mamy”. Wypowiedź ta wznowiła odwieczną debatę: dlaczego, mimo dziesięcioleci wzrostu, Stany Zjednoczone nie wyprodukowały prawdziwie elitarnego globalnego piłkarza – takiego, który z łatwością plasuje się w światowej czołówce 20 czy nawet 50?

Obecny symbol narodu, Christian Pulisic, powszechnie uważany jest za najlepszy amerykański talent, ale jego pozycja wśród światowej elity pozostaje kwestią sporną. To, czy mieści się w pierwszej setce, jest dyskusyjne, a panuje zgoda, że żaden amerykański gracz nie zbliża się do najwyższej półki. The Guardian skonsultował się z szeregiem trenerów, dyrektorów akademii i menedżerów, aby przeanalizować przyczyny.

Optymizm złagodzony realizmem wyłania się z wnętrza systemu. Pablo Mastroeni, menedżer Realu Salt Lake i były reprezentant USA, wierzy, że kraj zbliża się do wyprodukowania gracza z pierwszej pięćdziesiątki. Tab Ramos, weteran mistrzostw świata, który później pełnił funkcję dyrektora technicznego młodzieży, dostrzega rosnącą falę dobrych graczy, ale zastanawia się, gdzie są wyjątkowi. „Myślę, że nie ma wątpliwości, że z roku na rok jest coraz więcej dobrych graczy. Czy jest więcej wyjątkowych graczy? Tego wszyscy szukają” – powiedział.

Luchi Gonzalez, dyrektor akademii San Jose Earthquakes, ujmuje tę podróż w ostrych historycznych kategoriach. Ukochana drużyna mistrzostw świata z 1994 roku, jak zauważa, miała graczy, którzy byli daleko od najlepszych na świecie; teraz USA może poszczycić się osobnikami w okolicach 200. czy 300. miejsca. „Więc zrobiliśmy postęp, ale to powolny postęp” – przyznaje Gonzalez. Były prezes U.S. Soccer Sunil Gulati podkreśla, że to nie jest próba czasowa, ale wyścig, w którym amerykańscy mężczyźni muszą przyspieszyć szybciej niż globalni rywale, którzy sami szybko się rozwijają.

Bob Bradley, pierwszy Amerykanin trenujący w Premier League, argumentuje, że USA stale nadgania, ponieważ kultury piłkarskie za granicą zaszczepiają elitarny nawyk od najmłodszych lat. Krajowa liga zawodowa, MLS, osiągnęła stabilizację dopiero w ciągu ostatnich trzech dekad i początkowo brakowało jej infrastruktury dla solidnego rozwoju graczy. Ten krajobraz już się zmienił. MLS rozrosła się z 10 do 30 klubów, z których każdy finansuje własną akademię. Program MLS Next, uruchomiony w 2020 roku, zastępując Development Academy U.S. Soccer, obejmuje obecnie ponad 260 klubów, podczas gdy MLS Next Pro, liga rezerw zainaugurowana w 2022 roku, stanowi dedykowany profesjonalny stopień.

Jednak Ramos, który wyemigrował z Urugwaju – kraju liczącego zaledwie 3,4 miliona mieszkańców, który dwukrotnie zdobył Puchar Świata i wydał legendy takie jak Luis Suárez – wskazuje na trwały deficyt kulturowy. W amerykańskich miasteczkach football szkolny często skupia na sobie wspólnotowe światła i zasoby, nawet gdy drużyny mają trudności, podczas gdy udane programy piłkarskie pozostają na marginesie. „Po prostu nie mamy kultury piłkarskiej w tym kraju” – stwierdza. „A w ciągu ostatnich 30 lat nie poprawiło się to znacząco”.

Zatłoczony amerykański krajobraz sportowy odwraca uwagę najlepszych sportowców od piłki nożnej w krytycznych oknach rozwojowych. Mastroeni zachwycał się atletyzmem francuskich mistrzów świata, z których wielu, jak sądzi, mogłoby osiągnąć sukces w amerykańskim futbolu. Gonzalez spekuluje, że gdyby wszyscy młodzi męscy sportowcy byli kierowani na piłkę nożną, USA miałoby już 10 graczy w światowej czołówce 50. Ale surowe dane dotyczące uczestnictwa – które już są zdrowe – mają mniejsze znaczenie niż wszechobecna, żywa kultura piłkarska, w której dzieci marzą o Lidze Mistrzów, a nie o Super Bowl.

Mimo tych przeszkód, fala optymizmu otacza pokolenie urodzone około 2008 i 2009 roku. Sean McCafferty, dyrektor akademii New York Red Bulls, wyraża „brak wątpliwości”, że Amerykanin wkrótce znajdzie się w pierwszej pięćdziesiątce, wskazując na rodzime talenty, takie jak Adri Mehmeti i Julian Hall, Cavan Sullivan z Philadelphia Union – który podobno zmierza do Manchesteru City – oraz Mathis Albert z Borussii Dortmund. Sullivan w szczególności uosabia nowoczesny amerykański talent: technicznie wyrafinowany i wcześnie wystawiony na elitarne europejskie ścieżki.

Ramos wierzy, że gracz z pierwszej dwudziestki „może pojawić się w każdej chwili”, nie dzięki jakiejś zakrojonej na szeroką skalę nowej inicjatywie, ale organicznie, tak jak argentyńskie dzieci rozwijają swoją pasję poprzez ciągłą, nieustrukturyzowaną grę. Bradley podkreśla, że najważniejszy etap rozwoju ma miejsce, zanim dziecko kiedykolwiek dołączy do formalnego zespołu, podczas swobodnej gry i piłki ulicznej, które w USA pozostają rzadkością.

Trajektoria jest niewątpliwie rosnąca, ale USA wciąż goni ruchomy cel wyznaczony przez kraje z głębszymi korzeniami i silniejszymi ligami krajowymi. Podczas gdy obecna drużyna Pochettino może nie mieć talizmanicznego gracza z pierwszej dwudziestki, poszerzająca się baza talentów i przyspieszona produkcja akademii sugerują, że przełomowa gwiazda to kwestia nie tego, czy, ale kiedy. Na podstawie raportu The Guardian.