Paris Saint-Germain jest o jeden punkt od rekordowego 14. tytułu mistrza Ligue 1 po ciężko wywalczonym zwycięstwie 1-0 nad Brest na Parc des Princes. Choć tytuł nie został matematycznie przypieczętowany w niedzielny wieczór, wspaniały gol Désiré Doué w 83. minucie wprawił paryżan w radosne uniesienia, wiedząc, że koronacja jest już formalnością. Sceny po końcowym gwizdku – dyrektor techniczny Luis Campos i ławka rezerwowych ściskający się, jakby puchar był już zdobyty – mówiły o klubie u progu kolejnego krajowego triumfu.
Cztery dni po heroicznym zwycięstwie w półfinale Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium, które zapewniło im pierwszy od pięciu lat finał europejskich rozgrywek, zespół Luisa Enrique zakończył bezbłędny tydzień. Hiszpański trener nie ukrywał swoich priorytetów, dokonując dziewięciu zmian w porównaniu z wyjściowym składem z Bawarii. Tylko kapitan Marquinhos i pomocnik Fabian Ruiz zachowali miejsca, co było wyraźnym sygnałem, że głębia składu paryżan jest teraz atutem, a nie słabością. Jednak rotowana jedenastka początkowo nie miała płynności, która rozmontowała Bayern.
Brest, sam walczący o europejskie kwalifikacje, przyjechał z zdyscyplinowanym planem defensywnym i omal nie odniósł sukcesu. Grégoire Coudert obronił groźną woleja Lucasa Hernandeza na początku, podczas gdy goście stworzyli swoje okazje – Raphaël Le Guen i Eric Junior Dina Ebimbe przetestowali rezerwowego bramkarza Renato Marina, który czujnie zachował czyste konto. Gospodarze dominowali w posiadaniu piłki, ale mieli trudności ze stworzeniem klarownych szans, ponieważ obrona Piratów, często nieszczelna w ostatnich tygodniach (15 straconych goli w pięciu meczach), wytrzymała dobre ponad godzinę.
Wprowadzenie gwiazdorskiej jakości okazało się decydujące. Désiré Doué wszedł w 53. minucie, ale to pojawienie się Khvitchy Kvaratskhelii i Ousmane Dembélé w 60. minucie naprawdę zmieniło bieg wydarzeń. Współpraca tria, w połączeniu ze świeżymi nogami rezerwowych, w końcu zaczęła rozciągać zmęczoną defensywę Brest. Czas jednak uciekał. Następnie, siedem minut przed końcem regulaminowego czasu, Doué przejął piłkę na lewym skrzydle, przeciął do środka i oddał zakręcone uderzenie, które wylądowało poza zasięgiem desperackiego nurkowania Couderta – strzał prawdziwej inspiracji, który będzie powtarzany przez lata.
Moment magii Doué to jego najnowszy wkład w niezwykły debiutancki sezon w Paryżu. Były talent Rennes, pozyskany za znaczne środki ubiegłego lata, systematycznie zyskiwał na znaczeniu, a jego umiejętność decydowania w kluczowych momentach podkreśla przerażającą głębię, którą zbudował Luis Enrique. Był to również ostatni gol sezonu Ligue 1 na Parc des Princes, odpowiednia kropka nad i w krajowej kampanii naznaczonej eksplozywną ofensywną grą i żelaznym uściskiem na wyścigu o tytuł.
Trzy punkty zwiększyły przewagę PSG nad drugim Lens do sześciu punktów, ale różnica wydaje się nie do pokonania ze względu na 15-bramkową lepszą różnicę bramek. Matematycznie tytuł może zostać przypieczętowany już w środę, kiedy obie drużyny spotkają się w przełożonym meczu na Stade Bollaert-Delelis – mecz pierwotnie z 29. kolejki. Nawet remis zapewni PSG mistrzostwo, czyniąc pozostałe dwie kolejki całkowicie ceremonialnymi. Byłoby to piąte z rzędu mistrzostwo ligi, era krajowej dominacji bez precedensu w historii francuskiego futbolu.
Choć trofeum Ligue 1 stało się niemal rutyną, ten sezon ma głębsze znaczenie. Projekt Luisa Enrique przetrwał wczesne zawirowania, łącząc młode talenty jak Doué, Warren Zaïre-Emery i Bradley Barcola z zawodnikami światowej klasy, takimi jak Dembélé i Marquinhos. Finał Ligi Mistrzów i krajowa poczwórna korona wciąż w zasięgu (z finałem Coupe de France w perspektywie) sugerują, że ta iteracja PSG może być najbardziej kompletną od początku katarskiej rewolucji. Wierni fani Parc des Princes, którzy długo po końcowym gwizdku śpiewali swoim piłkarzom, czują, że buduje się coś wyjątkowego.
Dla Brest porażka była dotkliwa, ale bynajmniej nie hańbiąca. Ludzie Érica Roya wykonali swój plan powstrzymywania godnie podziwu i w innym wieczór mogliby wyrwać wynik. Ich uwaga skupia się teraz na zapewnieniu sobie miejsca w górnej połowie tabeli – niezwykłe osiągnięcie biorąc pod uwagę skromne zasoby klubu. Lens musi szybko otrząsnąć się z rozczarowania matematycznym detronizowaniem; środowe starcie z dominującym PSG, chętnym do świętowania na własnym podwórku, to zniechęcająca perspektywa.
Gdy paryżanie schodzili do tunelu, nie było podniesienia trofeum, konfetti ani oficjalnego szampana. Ale przesłanie było jasne: szampan jest schłodzony, a tylko wyjazd do Lens stoi między nimi a oficjalnym potwierdzeniem ich najnowszej krajowej koronacji. Wyścig o tytuł jest wprawdzie praktycznie zakończony, ale dla drużyny goniącej za nieśmiertelnością na kilku frontach, prawdziwa robota dopiero się zaczyna.
Na podstawie raportów L'Equipe.