Derby della Mole ożyły w 24. minucie, gdy Dusan Vlahović strzelił gola dając Juventusowi prowadzenie 1-0 nad lokalnym rywalem Torino, ale piłka nożna została przyćmiona przez brutalne sceny, które spowodowały godzinne opóźnienie i postawiły pilne pytania o bezpieczeństwo we włoskim futbolu. Mecz, kluczowy dla słabnących ambicji Juventusu w Lidze Mistrzów, rozpoczął się o 21:45 czasu lokalnego zamiast planowanej 20:45 po starciach między ultrasami, w wyniku których jeden z kibiców Bianconeri trafił do szpitala z urazem głowy.
Juventus przybył na Stadio Olimpico Grande Torino wiedząc, że tylko zwycięstwo utrzyma ich w walce o miejsce w czołowej czwórce Serie A, podczas gdy zarówno Como, jak i Roma zagrażają przeskoczeniem ich w tabeli. Trener Luciano Spalletti wezwał swoją drużynę do odpowiedniego występu. „Oczekuję reakcji godnej tego, czym był ten tydzień, godnej wagi tego meczu” – powiedział Spalletti. „To derby, które wymagają odpowiedzi w tak kluczowym spotkaniu.”
Jednak narracja przedmeczowa została szybko przejęta przez wydarzenia poza stadionem. Pojawiły się doniesienia, że 45-letni kibic Juventusu został uderzony szklaną butelką, a później pojemnikiem z gazem łzawiącym podczas starć dwóch grup ultras. Mężczyzna, początkowo leczony w szpitalu Mauriziano, a następnie przeniesiony do CTO na specjalistyczną opiekę, był opisywany jako będący w stanie stabilnym, ale bez zagrożenia życia. Ta wiadomość skłoniła kibiców Juventusu w sektorze gości do opuszczenia miejsc i zebrania się na zewnątrz, podczas gdy niektórzy błagali zawodników, aby nie wchodzili na boisko. Kapitan Manuel Locatelli wraz z kilkoma kolegami z drużyny poszedł na curvy porozmawiać z fanami, którzy skandowali „Odwołajcie mecz!” w napiętej atmosferze.
Alessandro Comolli, dyrektor zarządzający Juventusu, odniósł się do sytuacji w Sky Sport: „To nie jest konfrontacja między fanami a Locatellim. Problem polega na tym, że jeden z naszych kibiców jest w szpitalu i nie czuje się dobrze, a nasi fani są niezadowoleni. Mówią mu, żeby może nie grał. Czy mecz jest zagrożony? Nie, nie. Po meczu pójdę do szpitala, aby porozmawiać z fanem.” Pomimo zapewnień, Lega Serie A ostatecznie przełożyła rozpoczęcie na 21:45, a mecz rozpoczął się bez kibiców Juventusu, którzy całkowicie opuścili sektor gości.
Kiedy piłka nożna wreszcie wróciła, odbywało się to w atmosferze napięcia i z osłabionymi składami. Juventus musiał radzić sobie bez kontuzjowanego rozgrywającego Kenana Yildiza, podczas gdy obrońca Gleison Bremer odbywał zawieszenie. Spalletti ustawił zespół z Perinem w bramce; linią obrony: Kalulu, Gatti, Kelly i Cambiaso; Locatellim i Thuramem w środku pola; oraz atakiem: Conceição, McKennie, Boga za Vlahoviciem. Torino pod wodzą Roberto D’Aversy miało własne problemy kadrowe, ale wystawiło konkurencyjny skład z Zapatą i Simeone w ataku.
Pierwsze minuty były ostrożne, a Vlasic z Torino testował obronę Juventusu z dystansu, a goście grozili kontratakami. Następnie, w 24. minucie, Khephren Thuram przedarł się z środka pola, podał do Vlahovicia, który obrócił się i mocnym strzałem prawą nogą umieścił piłkę w siatce, wywołując odległy ryk z pustego sektora gości spoza stadionu. Było to kliniczne wykończenie, które dało Juventusowi cenne prowadzenie.
W miarę upływu pierwszej połowy zaczęły napływać inne wyniki, dodając warstw złożoności do układanki Ligi Mistrzów. Cagliari objęło szokujące prowadzenie w Mediolanie po golu Rodrigueza, co oznaczało, że Rossoneri wypadliby z pierwszej czwórki w obecnej sytuacji. Roma objęła prowadzenie nad Veroną po dobitce Malena po obronionym rzucie karnym, a Como podwoiło prowadzenie w Cremonese. Te wyniki oznaczały, że jeśli Juventus utrzyma prowadzenie, awansuje na miejsce premiowane awansem do Ligi Mistrzów kosztem Milanu, który przegrywał, ale sytuacja pozostawała płynna z 45 minutami do gry.
W przerwie Juventus prowadził 1-0, wiedząc, że praca jest wykonana tylko w połowie. Trzy punkty nie gwarantowałyby miejsca w czołowej czwórce – zależało to od wyników na innych boiskach – ale dałoby im szansę na walkę. Drużyna Spallettiego wykazała się odpornością w obliczu chaosu, ale druga połowa wystawi na próbę ich opanowanie i kondycję fizyczną po zakłóconej rozgrzewce i emocjonalnym zamieszaniu.
Torino z kolei miało niewiele do stracenia poza dumą. D’Aversa wypowiadał się z pasją przed meczem: „To nie jest mecz jak inne. Podkreślałem, że pokazaliśmy, że jesteśmy inni niż wcześniej – teraz jest więcej komplementów niż krytyki. Chcemy, aby fani byli z nas dumni; wszystko, co wydarzyło się przed tym wieczorem, może zostać wymazane.” Granata chcieli zepsuć przyjęcie i mieli momenty zagrożenia, ale organizacja obrony Juventusu pozostała solidna.
Głębokie blizny po tych derbach wykraczają jednak poza wynik. Decyzja o zaplanowaniu tak ryzykownego meczu wieczorem – pomimo wcześniejszych przypadków przemocy, które doprowadziły do rozpoczęcia meczów w ciągu dnia – ponownie znalazła się pod ostrzałem krytyki. Niewystarczająca ochrona wokół sektora gości, przyznana przez personel ochrony, sprawiła, że mecz wisiał na włosku. Możliwość zawieszenia lub przerwania była realna, a tylko pośpieszne negocjacje zapewniły, że mecz się odbył, choć w surrealistycznej atmosferze z jedną całkowicie cichą i pustą trybuną.
Gdy drużyny przygotowywały się do drugiej połowy, uwaga wróciła do piłki nożnej, ale wydarzenia wieczoru były wyraźnym przypomnieniem niestabilnych prądów we włoskiej kulturze ultras. Dla Juventusu bezpośrednia misja była jasna: zapewnić zwycięstwo, czekać na wyniki z Mediolanu i innych miejsc oraz mieć nadzieję, że ich sen o Lidze Mistrzów przetrwa noc, która przyniosła już zbyt wiele dramaturgii. Na podstawie doniesień Tuttosport.