Slavia Praga w środę rozgromiła FK Jablonec 5:1, zdobywając dziewiąty tytuł mistrza czeskiej pierwszej ligi w pokazie klasy mistrzowskiej. Zwycięstwo na Fortuna Arena wywołało radość, gdy gospodarze matematycznie zapewnili sobie koronę na dwie kolejki przed końcem. To drugi z rzędu krajowy triumf dla klubu ze stolicy Czech, umacniający okres dominacji, który szybko przekształca lokalny krajobraz piłkarski.
Dzięki wygranej Slavia oddaliła się na siedem punktów od odwiecznego rywala Sparty Praga, która dzień wcześniej tylko bezbramkowo zremisowała z Viktorią Pilzno. Ten wynik zgasił wszelkie resztki nadziei na późną pogoń broniącego tytułu mistrza, który sam zdobył trofeum w sezonie 2023-24. Nie dościgniona przewaga Slavii oznacza, że puchar pozostanie w tych samych rękach, a narracja derbów Pragi przechyla się bardziej w stronę czerwono-białej części miasta.
Dziewiąty tytuł mistrza ligi w historii klubu zrównuje Slavię ze Spartą pod względem liczby tytułów zdobytych w erze czeskiej ligi (od 1993), choć oba ustępują starym czechosłowackim rekordom klubów takich jak Sparta i Dukla Praga. Jednak ta liczba podkreśla odrodzenie Slavii od połowy lat 2010., z sześcioma z tych dziewięciu koron w ciągu ostatnich ośmiu sezonów. To okres zdefiniowany przez stabilność finansową, mądre transfery i jasny plan taktyczny pod wodzą długoletniego głównego trenera Jindřicha Trpišovskiego.
Poza krajową chwałą tytuł niesie ze sobą ważną nagrodę w postaci bezpośredniego wejścia do fazy ligowej Ligi Mistrzów UEFA. Dla Slavii będzie to czwarty występ w samych rozgrywkach i drugi z rzędu po zeszłorocznej kampanii. Nowy format fazy ligowej, zastępujący tradycyjną fazę grupową, oferuje cztery mecze u siebie i cztery na wyjeździe z ośmioma różnymi przeciwnikami – strukturę, która może sprzyjać doświadczonej drużynie takiej jak Slavia, która w ostatnich latach regularnie kwalifikowała się do europejskich faz grupowych.
Ich ostatnia przygoda z Ligą Mistrzów była jednak trzeźwiącym doświadczeniem. Uczestnicząc w edycji 2024-25, Slavia zajęła niskie 34. miejsce na 36 drużyn w tabeli fazy ligowej. Zanotowali trzy remisy – w tym ekscytujący 2:2 z norweską drużyną Bodø/Glimt oraz bezbramkowe remisy z Atalantą i Athletic Club – oraz pięć porażek. Kampania ujawniła przepaść między czeskim mistrzem a europejską elitą, ale także podkreśliła waleczność, która utrzymywała ich w rywalizacji w kilku zaciętych spotkaniach.
Historycznie rzecz biorąc, relacje klubu z Ligą Mistrzów były przelotne i w dużej mierze bezowocne. Ich jedyne zwycięstwo w tych rozgrywkach pochodzi sprzed prawie dwóch dekad: 2:1 ze Steauą Bukareszt w fazie grupowej 2007-08. Ta słynna noc w Pradze pozostaje cennym wspomnieniem, ale oczekiwanie na drugie zwycięstwo ciągnie się od 19 lat. Z odnowioną ambicją i wzmocnioną kadrą przełamanie tej passy będzie głównym celem, gdy nowy europejski sezon rozpocznie się.
Menedżer Jindřich Trpišovský jest architektem tego stałego sukcesu. Od objęcia stanowiska w 2017 roku 48-latek przekształcił Slavię w bezwzględną maszynę do pressingu, łącząc dominację krajową z przyzwoitymi występami europejskimi. Jego umiejętność odbudowy składu po kluczowych odejściach – zwłaszcza sprzedaży najlepszych talentów do bogatszych lig – przy zachowaniu wyraźnej tożsamości, zapewniła mu podziw na całym kontynencie. Komentarze Trpišovskiego po meczu, choć wyważone, odzwierciedlały ciche zaufanie trenera, który obecnie zdobył dla klubu siedem głównych trofeów.
Obecna kadra, oparta na doświadczonych czeskich reprezentantach i sprytnych zagranicznych wzmocnieniach, pokazała swoją głębię w meczu z Jablonecem. Wynik 5:1 został zbudowany na zbiorowym ruchu i wykończeniu z zimną krwią, co jest znakiem rozpoznawczym podejścia Trpišovskiego. Z presją walki o tytuł zdjętą, dwa ostatnie mecze ligowe dają szansę na rotację składu i danie rezerwowym graczom cennych minut, przy jednoczesnym obserwowaniu planowania Ligi Mistrzów.
Dla czeskiej ekstraklasy hegemonia Slavii rodzi pytania o konkurencyjność. Tylko Sparta Praga stanowiła poważne wyzwanie w ostatnich latach, a nawet oni nie sprostali w bezpośrednich starciach. Przepaść finansowa między dwoma gigantami a resztą ligi wciąż się powiększa, co może prowadzić do dwukonnego wyścigu w dającej się przewidzieć przyszłości. Jednakże zastrzyk finansowy z Ligi Mistrzów dodatkowo wzmocni pozycję Slavii, potencjalnie czyniąc ją jeszcze trudniejszą do zdetronizowania.
Z niecierpliwością oczekuje się losowania fazy ligowej Ligi Mistrzów. Slavia będzie miała nadzieję uniknąć wyczerpującego harmonogramu, który w zeszłym sezonie pozostawił ich w pobliżu dna. Dzięki lepszym punktom współczynnika UEFA do ochrony, korzystniejszy zestaw przeciwników może pozwolić im celować w miejsce w czołowej 24, które zapewniłoby baraż o fazę pucharową. Kierownictwo klubu już zasygnalizowało zamiar mądrych inwestycji w letnim oknie transferowym, aby zmniejszyć lukę jakościową.
Świętowanie w Pradze było spontaniczne i radosne, ale narracja przenosi się teraz na to, co ta drużyna może osiągnąć na arenie kontynentalnej. Sukces krajowy stał się niemal rutynowy; europejska wiarygodność to kolejna granica. Kibice Slavii, którzy tydzień po tygodniu wypełniali Fortuna Arena, będą śmieć marzyć o nocach takich jak to zwycięstwo nad Steauą z 2007 roku, tylko tym razem będą oczekiwać czegoś więcej niż pojedynczy triumf.
Na podstawie doniesień L'Equipe.