Derby della Mole między Torino a Juventusem zostały zawieszone w dramatycznych okolicznościach w niedzielny wieczór po gwałtownych starciach między grupami ultra, w wyniku których 45-letni kibic Juventusu trafił do szpitala z urazem głowy. Incydent, do którego doszło zaledwie kilka godzin przed planowanym gwizdkiem o 20:45 na Stadio Olimpico Grande Torino, eskalował do tego stopnia, że mecz nie mógł bezpiecznie się rozpocząć, a fani grozili wtargnięciem na boisko, podczas gdy władze usiłowały utrzymać porządek. Zawieszenie pogrążyło ostatni dzień sezonu Serie A w chaosie, a nikłe nadzieje Juventusu na Ligę Mistrzów zawisły na włosku.
Dla Juventusu stawka nie mogła być wyższa. Przed ostatnią kolejką Bianconeri znajdowali się na szóstym miejscu, poza strefą kwalifikacyjną, i potrzebowali zwycięstwa nad miejskim rywalem oraz potknięć Milanu (u siebie z Cagliari) i Como (na wyjeździe z Cremonese), aby wślizgnąć się do czołowej czwórki. Niezakwalifikowanie się do Ligi Mistrzów po raz drugi z rzędu miałoby poważne konsekwencje: straty finansowe w dziesiątkach milionów, trudności z przyciągnięciem najlepszych talentów i rosnącą presję na trenera Luciano Spallettiego i kierownictwo klubu. Napięcie było wyczuwalne jeszcze zanim padł pierwszy cios.
Kłopoty zaczęły się po południu, gdy obie grupy ultra gromadziły się wokół stadionu. Naoczni świadkowie zgłaszali punkt zapalny, w którym wystrzelono granat z gazem łzawiącym. 45-letni kibic Juventusu, którego nazwisko nie zostało natychmiast ujawnione, doznał poważnego urazu głowy i został przewieziony do szpitala w stanie krytycznym, ale nie zagrażającym życiu. Najpierw był leczony w szpitalu Mauriziano, a następnie przeniesiony do centrum urazowego CTO. Gdy wieść dotarła do sektora gości, dziesiątki kibiców Juventusu opuściły swoje miejsca, gromadząc się w antistadio i żądając, aby klub i zawodnicy nie wyszli na boisko.
W miarę narastania napięcia ultra Juventusu wrócili na trybuny, ale ustawili się wzdłuż balustrady Curva Sud, śpiewając „Sospendete la partita” i ostrzegając, że wtargną na murawę, jeśli mecz się rozpocznie. Stewardzi i ochrona, już niedostateczni, nie mogli utworzyć odpowiedniego kordonu, a urzędnicy szybko zdali sobie sprawę, że ryzyko jest zbyt duże. Zawodnicy, którzy początkowo wyszli na rozgrzewkę, otrzymali polecenie powrotu do szatni. Sędzia, po konsultacji z policją i delegatami Lega Serie A, podjął decyzję o zawieszeniu meczu na czas nieokreślony.
W niezwykłej scenie kapitan Juventusu Manuel Locatelli wraz z kilkoma kolegami z drużyny podszedł do sekcji zajmowanej przez najzagorzalszych fanów klubu. W towarzystwie dyrektora sportowego Frédérica Comolliego zawodnicy prowadzili napięty dialog. Comolli później powiedział Sky Sport Italia: „To nie jest konfrontacja między fanami a Locattellim. Problem polega na tym, że jeden z naszych kibiców jest w szpitalu, czuje się bardzo źle, a nasi zwolennicy są niezadowoleni. Mówią mu, żeby nie grał meczu. Po meczu pójdę do szpitala porozmawiać z fanem”. Surowe emocje podkreśliły głęboką więź i, w tym przypadku, zbiorowy gniew, który zjednoczył curvę i drużynę.
Opóźnienie miało natychmiastowe konsekwencje dla reszty harmonogramu ostatniego dnia. Podczas gdy Torino-Juve pozostało zamrożone, inne mecze się rozpoczęły. Milan objął wczesne prowadzenie po golu Alexisa Saelemaersa z Cagliari, wynik, który w tamtym momencie umieścił Rossoneri w strefie Ligi Mistrzów. Wyrównanie Cagliari autorstwa Borellego później zmieniło układ, ale brak synchronizacji oznaczał, że ewentualne wznowienie derbów mogło być uzależnione od już znanych wyników, co rodziło poważne pytania o uczciwość rywalizacji.
Przedmeczowa atmosfera była już trudna dla Bianconeri. Bez zawieszonego kluczowego obrońcy Gleisona Bremera i kontuzjowanego Kenana Yildiza – który tuż przed meczem otrzymał trofeum Serie A Rising Star – Spalletti musiał improwizować. Ustawił 4-2-3-1 z Mattią Perinem w bramce, Kalulu i Kellym na obronie, pomocą Locatellego i Khéphrena Thurama oraz linią ataku z Conceição, McKenniem i Bogą wspierającymi Vlahovicia. Tymczasem Roberto D'Aversa z Torino postawił na 3-4-1-2 z Vlasiciem za Simeone i Zapatą. Spalletti mówił o potrzebie „występu godnego wagi derbów”, podczas gdy D'Aversa podkreślał przywrócenie dumy i nagrodzenie wypełnionego Olimpico. Nikt nie mógł przewidzieć, że noc przerodzi się w taki chaos.
Nie był to pierwszy raz, kiedy obawy bezpieczeństwa zakłóciły Derby della Mole. W ostatnich sezonach mecz był rutynowo przenoszony na godziny popołudniowe, aby ułatwić zabezpieczenie i zapobiec takim eskalacjom. Decyzja o zaplanowaniu go na 20:45 w ostatnim dniu spotkała się z krytyką jeszcze przed incydentami, a rozwijające się wydarzenia zdawały się potwierdzać te ostrzeżenia. Obserwatorzy zauważyli, że ochrona wokół sektora gości była „wyraźnie niewystarczająca”, a całkowite przełożenie meczu było bardzo realną możliwością.
Jakby wieczór nie był już wystarczająco gorzki dla obozu Juventusu, żeńska drużyna klubu wcześniej tego dnia przegrała finał Pucharu Włoch 1:0 z Romą. Pomimo kampanii, która przyniosła już trofea w Pucharze Kobiet i Superpucharze, zespół trenera Canziego uległ bramce Giugliano i nie zdołał wyrównać po świetnej obronie bramkarki Romy. Porażka dodała kolejną warstwę frustracji, odzwierciedlając klub, który zdawał się być prześladowany przez bliskie niepowodzenia na każdym kroku.
Głęboko w nocy, z pustymi trybunami Olimpico i obiema drużynami wciąż odizolowanymi w szatniach, los derbów wisiał na włosku. Trwały rozmowy między szefami bezpieczeństwa, przedstawicielami klubu i ligi. Dla Juventusu sen o Lidze Mistrzów szybko zamieniał się w koszmar – nie tylko z powodu wyników na innych boiskach, ale ponieważ ich własni kibice zajęli stanowisko, które przedkładało życie nad futbol. Podczas gdy Comolli obiecywał wizytę u rannego fana, a ultra śpiewali swoją odmowę pozwolenia na wznowienie sportu, jedno pytanie pozostało wyryte w zimnym turyńskim powietrzu: czy mecz, który nigdy nie został rozpoczęty, może kiedykolwiek zostać naprawdę rozegrany? Na podstawie doniesień Tuttosport.