Do rozpoczęcia Mistrzostw Świata FIFA 2026 pozostało nieco ponad miesiąc, a wokół cen biletów narasta kontrowersja, która przyciągnęła krytykę z nieoczekiwanego źródła: prezydenta Stanów Zjednoczonych. Donald Trump publicznie zakwestionował koszty uczestnictwa w meczach, oświadczając, że osobiście nie zapłaciłby wygórowanych cen narzuconych przez FIFA.
W wywiadzie dla The New York Post Trump został skonfrontowany z faktem, że kibice proszeni są o zapłacenie ponad tysiąca dolarów za obejrzenie reprezentacji Stanów Zjednoczonych mężczyzn (USMNT). Jego odpowiedź była bezpośrednia i wymowna. "Nie byłem tego świadomy" – powiedział Trump. "Chciałbym tam być, ale szczerze mówiąc, nie zapłaciłbym tyle." To stwierdzenie urzędującego prezydenta USA, którego kraj jest głównym gospodarzem turnieju, rzuca mocne światło na narastający problem.
Sedno problemu polega na tym, że mundial się nie wyprzedaje. W miarę zbliżania się meczu otwarcia sprzedaż biletów kuleje, a wielu obserwatorów bezpośrednio wiąże to z powszechnie postrzeganymi jako wygórowane cenami. FIFA pod przewodnictwem prezydenta Gianniego Infantino konsekwentnie broniła swojej struktury cenowej, argumentując, że koszty są uzasadnione w przypadku globalnego wydarzenia tej rangi. Ta obrona spotyka się jednak z rosnącym oporem ze strony kibiców, a teraz także polityków.
Krytyka Trumpa wykracza poza jego osobiste nawyki wydatkowe. Przedstawił on tę kwestię jako kwestię dostępności dla przeciętnego amerykańskiego kibica. "Jeśli ludzie z Queens i Brooklynu oraz wszyscy ci, którzy kochają Donalda Trumpa, nie mogą tam być, byłbym rozczarowany" – wyjaśnił. "Chciałbym, aby ludzie, którzy na mnie głosowali, również mogli tam być." Łączy to wysokie ceny biletów bezpośrednio z misją turnieju, jaką jest rozwój piłki nożnej w Stanach Zjednoczonych, sugerując, że wyobcowanie podstawowej bazy fanów może podważyć ten cel.
Sytuacja uwypukla fundamentalne napięcie w strategii handlowej FIFA dotyczącej Mistrzostw Świata 2026. Organ zarządzający dąży do maksymalizacji przychodów z pierwszego w historii turnieju z udziałem 48 drużyn, który odbędzie się w trzech krajach: Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku. Takie podejście ryzykuje jednak powstaniem rozdźwięku między wydarzeniem a społecznościami lokalnymi, które ma zaangażować. Gdy prezydent kraju gospodarza wyraża niechęć do zapłacenia żądanej ceny, wysyła to wyraźny sygnał co do postrzeganej wartości.
Stanowcza obrona cen przez Gianniego Infantino wydaje się teraz coraz bardziej odizolowana. Zaledwie dzień przed uwagami Trumpa Infantino ponownie skonfrontowano z tą kwestią, a jego reakcję opisano jako 'osobliwą'. Kontrast między oficjalnym stanowiskiem FIFA a rzeczywistością, z jaką borykają się potencjalni uczestnicy, staje się głównym wątkiem, przyćmiewającym przygotowania na boisku.
Konsekwencje dla atmosfery turnieju i jego dziedzictwa są znaczące. Mundial rozgrywany w półpustych stadionach byłby kiepską reklamą dla piłki nożnej na kluczowym rynku wzrostu. Mógłby również ustanowić problematyczny precedens dla przyszłych turniejów, stawiając krótkoterminowy zysk ponad długoterminowe zaangażowanie i dostępność kibiców. Krytyka ze strony tak prominentnej postaci jak Donald Trump podnosi tę kwestię z poziomu skargi kibiców do poważnego wyzwania PR-owego dla FIFA.
W miarę upływu czasu wszystkie oczy zwrócone są na kolejny ruch FIFA. Czy organizacja utrzyma swoje ceny, czy połączona presja pustych miejsc i krytyki prezydenckiej zmusi do ponownego rozważenia? Odpowiedź wpłynie nie tylko na turniej w 2026 roku, ale może również ukształtować model finansowy i kulturowy Mistrzostw Świata na lata.
Na podstawie doniesień Voetbal International.