Como w niedzielę zapisało się w piłkarskiej historii, zapewniając sobie pierwszy w historii awans do Ligi Mistrzów dzięki przekonującemu zwycięstwu 4-1 nad dziesięcioosobowym Cremonese w ostatniej kolejce Serie A. Triumf, w połączeniu z niespodziewaną porażką AC Milanu z Cagliari, wyniósł drużynę Cesca Fabregasa do czołowej czwórki, wieńcząc niezwykły wzrost klubu, który jeszcze w 2019 roku grał w trzeciej lidze.
Przed decydującą rundą Como wiedziało, że ich los nie jest w pełni w ich rękach. Potrzebowali wygranej ze zdegradowanym już Cremonese oraz tego, by AC Milan lub Roma stracili punkty. Gospodarze dostarczyli przekonująco, wykorzystując przewagę liczebną już na początku, gdy Cremonese zostało zredukowane do dziesięciu graczy. Pomimo jednostronnego wyniku napięcie utrzymywało się, dopóki nie nadeszły wiadomości z innych meczów.
AC Milan, siedmiokrotny mistrz Europy, wydawał się mieć najłatwiejsze zadanie na papierze, ale przegrał 2-1 z walczącym o utrzymanie Cagliari. Ta wpadka pozwoliła Como przeskoczyć Rossoneri, podczas gdy Roma zapewniła sobie trzecie miejsce dzięki zwycięstwu nad dziesięcioosobowym Hellasem Verona. Zwroty akcji podkreśliły nieprzewidywalność sezonu, w którym tradycyjne potęgi zachwiały się, a nowicjusze wznieśli się.
Podróż Como to bajka nowoczesnego futbolu. Zdegradowany do Serie C w 2016 roku klub przeżył finansowe turbulencje, zanim indonezyjska grupa Djarum przejęła go w 2019 roku. Mądre inwestycje, jasna filozofia i zatrudnienie Cesca Fabregasa – najpierw jako zawodnika, potem głównego trenera – przekształciły Lariani. Zeszłoroczny awans do Serie A był już triumfem, ale miejsce w czołowej czwórce przerosło wszelkie oczekiwania.
Konsekwencje dla uznanych elit są oszałamiające. Potknięcie AC Milanu oznacza, że w przyszłym sezonie zagrają w Lidze Europy, co jest gorzką pigułką dla drużyny, która w 2023 roku dotarła do półfinału Ligi Mistrzów. Ich porażka zwieńczyła niespójną kampanię naznaczoną zmianami na stanowisku trenera i niespójnością, rodząc pytania o kierunek klubu pod obecnym zarządem.
Jeszcze bardziej dramatyczna była sytuacja Juventusu. Bianconeri rozpoczęli dzień na szóstym miejscu, potrzebując wygranej w Derby della Mole z Torino oraz porażki dwóch z trzech znajdujących się nad nimi drużyn. Ich mecz został jednak opóźniony o godzinę ze względu na "bezpieczeństwo publiczne" po tym, jak kibic Juventusu trafił do szpitala po gwałtownych starciach z fanami Torino. Zanim mecz się rozpoczął, wyniki z innych boisk już uczyniły go bez znaczenia dla ich aspiracji w Lidze Mistrzów.
Obrazy chaosu w Turynie rzuciły cień na piłkarski dzień. Kibice Juventusu starli się z fanami miejskiego rywala na kilka godzin przed rozpoczęciem meczu, co skłoniło władze do opóźnienia spotkania, które ostatecznie rozegrano w stonowanej atmosferze. Incydent jest najnowszym z serii zamieszek związanych z kibicami, które nękały włoski futbol w tym sezonie, wywierając presję na władze ligi, aby zaostrzyły protokoły bezpieczeństwa.
Zwycięstwo Como 4-1 zostało zbudowane na zdyscyplinowanej grze, która pokazała cechy szkolenia Fabregasa: budowanie akcji oparte na posiadaniu piłki, wysoki pressing i wykończenie. Zawodnicy hucznie świętowali końcowy gwizdek, świadomi sejsmicznej zmiany, jakiej dokonali. Dla klubu, którego stadion, Stadio Giuseppe Sinigaglia, mieści nieco ponad 13 000 widzów, perspektywa goszczenia europejskiej elity jest zarówno marzeniem, jak i trudnym wyzwaniem logistycznym.
Finansowy zastrzyk z awansu do Ligi Mistrzów jest transformacyjny. W połączeniu z ubiegłotygodniową sprzedażą obiecujących młodych talentów, zapewnia zasoby do umocnienia pozycji w Serie A i potencjalnego stania się stałym pretendentem. Zwycięstwo umacnia również reputację Fabregasa jako jednego z najzdolniejszych trenerskich talentów, którego taktyczna przenikliwość przeczy jego względnemu brakowi doświadczenia.
Juventus natomiast czeka lato refleksji. Brak awansu do Ligi Mistrzów po raz drugi w ciągu trzech lat to poważny cios finansowy, ograniczający zdolność do przyciągania najlepszych graczy. Opóźnione derby zakończyły się pustym zwycięstwem 1-0 Bianconerich, ale świętowanie było stonowane. Klub musi teraz zmierzyć się z głęboko zakorzenionymi problemami, od harmonii w drużynie po toczące się batalie prawne poza boiskiem.
Gdy końcowy gwizdek rozległ się we Włoszech, tabela Serie A przedstawiała przekształcony krajobraz. Triumf Como służy jako inspiracja dla małych klubów wszędzie, podczas gdy stara gwardia musi dostosować się do nowej rzeczywistości. Liga Mistrzów powita nowe oblicze, a Serie A będzie zmuszona zmierzyć się ze zmianą tradycyjnego układu sił.
Na podstawie doniesień BBC Sport.