Arsenal zdobył tytuł Premier League bez kopnięcia piłki, ponieważ remis Manchesteru City 1-1 z Bournemouth zapewnił Kanonierom nie do zdobycia prowadzenie na szczycie tabeli. Wynik na Vitality Stadium wywołał fale radości w północnym Londynie, kończąc przedłużające się oczekiwanie na krajową chwałę.
City udało się na południowe wybrzeże, wiedząc, że tylko zwycięstwo utrzyma ich gasnące nadzieje na tytuł, ale drużyna Pepa Guardioli miała trudności z niezwykle zdeterminowanym Bournemouth. Mimo przewagi w posiadaniu piłki, gościom brakowało zwykłej ostrości i mogli mówić o szczęściu, że zdobyli punkt.
Bournemouth, już cieszące się z historycznej kampanii, zaprezentowało występ charakteryzujący się taktyczną dyscypliną i werwą w kontratakach. Gospodarze ruszyli na City w pierwszej połowie, wielokrotnie eksponując luki w wysokiej linii obrony mistrzów. Ich gol, będący efektem dobrze rozegranej akcji i wykończony klinicznie, wprawił Vitality Stadium w ekstazę i podkreślił niezwykły postęp Wiśni.
Zawodnicy Andoni Iraoli mają teraz 17 meczów Premier League bez porażki – to oszałamiające osiągnięcie dla klubu ich wielkości. Ta passa bez porażki wyniosła ich do walki o europejskie puchary, a remis potwierdził pierwszą w historii kwalifikację do rozgrywek kontynentalnych. Pozostaje zobaczyć, czy zagrają w Lidze Europy czy Lidze Mistrzów, ale każda z tych kompetencji stanowi ogromny krok naprzód.
Wyróżniającymi się zawodnikami Bournemouth byli obrońca Adrien Truffert, którego rajdy i solidność w defensywie stłumiły prawą flankę City, skrzydłowy Marcus Tavernier, którego pracowitość i dośrodkowania stwarzały ciągłe problemy, oraz młody napastnik Eli Junior Kroupi, który prowadził linię ataku z dojrzałością nieadekwatną do swojego wieku. Razem uosabiali drużynę grającą bez strachu i z wiarą.
City natomiast było cieniem machiny, która dominowała w angielskim futbolu. Atak szwankował, pomoc nie miała zwykłej kontroli, a ludzie Guardioli zdołali wyrównać, ale rzadko zagrażali zwycięstwem. Biorąc pod uwagę przebieg gry, remis był dla nich łaskawy. To był wieczór, gdy nieustająca machina w końcu stanęła w miejscu.
Dla Arsenalu tytuł stanowi triumfalne potwierdzenie projektu Mikela Artety. Po tym, jak w poprzednich sezonach ledwo ominęli cel, Kanonierzy połączyli odporność defensywną z atakującym polotem, a ich konsekwencja w trakcie kampanii okazała się decydująca. Wynik potknięcia City oznacza, że mogą świętować tytuł z meczami do rozegrania.
Europejska kwalifikacja Bournemouth jest równie niezwykła. Klub, który jeszcze niedawno grał w niższych ligach, pod wodzą Iraoli przekształcił się w jedną z najtrudniejszych do pokonania drużyn w Anglii. Passa bez porażki, w połączeniu z biletem do futbolu kontynentalnego, znacząco podniesie ich profil i finanse. Możliwości wieczorów w Lidze Europy czy nawet Ligi Mistrzów na południowym wybrzeżu są oszałamiające.
Patrząc w przyszłość, oba kluby czekają kluczowe lata. Arsenal będzie starał się wzmocnić i obronić tytuł, podczas gdy Bournemouth musi sprostać wymaganiom europejskiego futbolu, zachowując status w Premier League. City natomiast pozostaje, aby zastanowić się nad rzadkim sezonem bez trofeów i być może potrzebą odświeżenia.
Noc należała jednak do Arsenalu i Bournemouth z bardzo różnych powodów. Jeden klub zakosztował zbiorowej chwały; drugi napisał nowy rozdział w swojej historii. Ich ścieżki skrzyżowały się podczas dramatycznego wieczoru, który będzie pamiętany przez wiele lat.
Na podstawie raportów z The Guardian.