Odrodzenie Aston Villi pod wodzą Unaia Emery'ego osiągnęło nowe wyżyny, gdy rozgromili Liverpool 4:2 na Villa Park, zapewniając sobie powrót do Ligi Mistrzów. Ollie Watkins strzelił dwa gole, Morgan Rogers pięknym strzałem otworzył wynik, a John McGinn dołożył czwartą bramkę w końcówce, co uwypukliło defensywne słabości Liverpoolu i skazało drużynę Arne Slota na rozczarowujący sezon.
Mając przed sobą finał Ligi Europy, Emery wystawił najmocniejszy możliwy skład, sygnalizując wagę przeskoczenia Liverpoolu w walce o miejsce w czołowej czwórce. Goście natomiast byli osłabieni kontuzjami. Alexander Isak pojawił się tylko na kilka minut po tym, jak uznano go za zdolnego do gry tylko na „kilka minut”, a Jeremie Frimpong dołączył do długiej listy nieobecnych. Mohamed Salah i Florian Wirtz wrócili do składu, ale byli daleko od pełnej dyspozycji, pozostawiając Slota z improwizowanym zestawieniem, w którym znalazł się nastolatek Rio Ngumoha i przetasowany atak.
Pierwsza połowa upłynęła pod znakiem płaskiej gry, żadna ze stron nie stworzyła sobie wyraźnych szans. Watkins zmusił Giorgiego Mamardashvilego do ostrej interwencji, a Cody Gakpo strzelił gola, ale został on anulowany z powodu wyraźnego spalonego, jednak prawdziwej jakości brakowało. Liverpool wyglądał na rozbity, cień płynnej jednostki, która w zeszłym sezonie zdobyła tytuł, podczas gdy Villa atakowała bez pośpiechu.
Następnie, trzy minuty przed przerwą, pomysłowość Villa przy stałych fragmentach gry przełamała impas. Austin MacPhee, specjalistyczny trener Villi, najwyraźniej opracował schemat rzutu rożnego, w którym McGinn i Lucas Digne wymienili podania, zanim podali do Rogersa na skraju pola karnego. Rogers precyzyjnym strzałem posłał piłkę w daleki róg, pozostawiając Mamardashvilego bez ruchu. Gol był bolesnym przypomnieniem pięty achillesowej Liverpoolu w tym sezonie: stracili już 20 goli po stałych fragmentach gry, co jest najwyższym wynikiem w lidze.
Pogadanka Slota w przerwie musiała być ostra, ponieważ Liverpool po przerwie wyszedł z większą intensywnością. Ngumoha minął Matty'ego Casha i dośrodkował, co doprowadziło do zamieszania pod bramką, a Villa energicznie protestowała, że piłka wyszła poza boisko. Chwilę później Virgil van Dijk strzelił głową po rzucie wolnym Dominika Szoboszlai po lekkim popchnięciu Casha, a po sprawdzeniu VAR-u gol został uznany. Liverpool wyrównał, a wiara wzrosła.
Jednak remis utrzymał się tylko siedem minut. Szoboszlai, najlepszy zawodnik Liverpoolu w trudnym sezonie, stracił równowagę, przyjmując wrzut z autu od Milosa Kerkeza. Rogers przejął luźną piłkę i podał do Watkinsa, który sprytnie wykończył obok Mamardashvilego. Watkins poklepał herb Villi, świętując przed trybuną Holte End, wiedząc, że jego drużyna zbliża się do elitarnej europejskiej rywalizacji.
Watkins był nienasycony. Wymusił ostrą interwencję Mamardashvilego po podaniu Emiliano Buendíi, a następnie sam Buendía trafił w poprzeczkę technicznym strzałem z dystansu. Trzeci gol Villi przyszedł z kolejnego koszmaru Liverpoolu przy stałych fragmentach gry. Gdy Mamardashvili odbił strzał Youriego Tielemansa z dystansu, Watkins był czujny i z bliska wepchnął piłkę do siatki, a gol był efektem chaosu wywołanego przez rzut rożny Villi.
McGinn przypieczętował pamiętny wieczór, precyzyjnie uderzając zza pola karnego po nieudanym wybiciu obrońców Liverpoolu. Van Dijk zdobył drugą bramkę głową w doliczonym czasie gry, ale to była tylko nikła pociecha. Wynik 4:2 łechtał ambicję Liverpoolu, który przez długie fragmenty był ogrywany i wyglądał alarmująco krucho z tyłu.
Dla Villi to zwycięstwo ma ogromne znaczenie. Po chwiejnej grze w lidze od początku roku, teraz z jednym meczem do końca znajdują się w strefie Ligi Mistrzów, odzyskując pewność siebie przed pierwszym finałem europejskim od ponad czterdziestu lat. Projekt Emery'ego nabiera tempa, a perspektywa usłyszenia hymnu Ligi Mistrzów na Villa Park w przyszłym sezonie jest świadectwem transformacji klubu.
Liverpool musi natomiast zmierzyć się z niewygodnymi prawdami. Zespół Slota miał trudności z odtworzeniem spójności z poprzedniego sezonu, a słabość przy stałych fragmentach gry kosztowała ich wiele punktów. Głód, który popychał ich do tytułu, wydaje się przygaszony, a brak kluczowych zawodników tylko częściowo tłumaczy występ, w którym byli odsłonięci na wszystkich etapach. Ponieważ gra w Lidze Mistrzów zależy teraz od wyników innych meczów, analiza będzie bolesna.
Na podstawie relacji z The Guardian.