Kiedy Celtic i Dunfermline zmierzą się w finale Pucharu Szkocji na Hampden Park w sobotę, kontrast ambicji nie mógłby być większy. Celtic, świeżo upieczony mistrz Premiership pod wodzą tymczasowego menedżera Martina O'Neilla, ściga czternasty krajowy dublet. Dunfermline, drużyna Championship, czeka 58 lat na podniesienie trofeum i przybywa jako ostateczny underdog, po pokonaniu już trzech rywali z najwyższej klasy. Scena jest gotowa na klasyczne starcie Dawida z Goliatem, podkreślone wzruszającym spotkaniem dwóch menedżerskich gigantów.
Sezon Celticu był rollercoasterem. Po odejściu Brendana Rodgersa i Wilfrieda Nancy, O'Neill przejął obowiązki na dwa tymczasowe okresy, prowadząc klub do nieprawdopodobnego tytułu ligowego w zeszły weekend. Teraz jest o jedno zwycięstwo od zapisania się jeszcze głębiej w historii Parkhead. Triumf w Pucharze Szkocji zapewniłby nie tylko dublet, ale także odpowiednie zwieńczenie kampanii naznaczonej odpornością i późnym dramatem.
Dla Dunfermline podróż do Hampden była jak z bajki. Pod wodzą byłego zawodnika i menedżera Celticu, Neila Lennona, zespół z drugiej ligi systematycznie eliminował ciężkie wagony Premiership. Zwycięstwa nad Hibernian, Aberdeen i wygrana po rzutach karnych z Falkirk w półfinale przywołały wspomnienia roku 1968, kiedy Pars ostatnio zdobyli to trofeum. 58-letnia susza to niemałe brzemię, ale ludzie Lennona z radością przyjęli rolę underdoga.
Droga Celticu do finału nie była w żadnym razie prosta. Zaczęli od rutynowego zwycięstwa 2:0 nad Auchinleck Talbot z szóstej ligi, po golach Johnny'ego Kenny'ego i Sebastiana Tounektiego. Piąta runda przyniosła prawdziwy strach: przegrywając 0:1 z Dundee głęboko w doliczonym czasie gry, debiutant Junior Adamu wymusił dogrywkę wyrównaniem w 97. minucie, zanim Tounekti zdobył decydującego gola. Ćwierćfinał na Ibrox był napiętym pojedynkiem; Celtic oddał tylko jeden strzał w 120 minutach, ale wygrał 4:2 po rzutach karnych z Rangers. Potem przyszedł porywający półfinał ze St Mirren, gdzie remis 2:2 eksplodował w zwycięstwo 6:2 po dogrywce, a cztery gole w ciągu sześciu minut podkreśliły siłę ofensywną.
Ścieżka Dunfermline była równie dramatyczna, naznaczona organizacją i oportunizmem. W pierwszej rundzie pokonali Queen of the South 2:1 dzięki dubletowi Chrisa Kane'a. Potem nastąpiło wąskie zwycięstwo 1:0 nad Hibernian, decydujący był gol samobójczy. W piątej rundzie Kelty Hearts zostało wyeliminowane 2:0, co przygotowało grunt pod ćwierćfinałowe starcie z Aberdeen. Tam wczesny gol Matty'ego Todda i dublet Olly'ego Thomasa zapewniły zdumiewające zwycięstwo 3:0, które wstrząsnęło rozgrywkami. Półfinał z Falkirk był bezbramkowym remisem, ale Dunfermline zachowało nerwy i wygrało 4:2 w rzutach karnych, wywołując dzikie świętowanie.
Podwątek, który fascynuje szkocki futbol, to pojedynek trenerów. O'Neill i Lennon łączy więź wykuwana przez dziesięciolecia. O'Neill sprowadził Lennona do Leicester City, wygrywając z nim dwa Puchary Ligi, zanim sprowadził go do Celticu w grudniu 2000 roku. Jako zawodnik Lennon zdobył siedem głównych trofeów pod wodzą O'Neilla. Później naśladował swojego mentora, obejmując stery Celticu w 2010 roku i wygrywając dziesięć pucharów w dwóch kadencjach. W sobotę uczeń musi przechytrzyć mistrza, aby zapisać się w historii. O'Neill nie szczędził pochwał, uznając "niezwykły" menedżerski rekord Lennona i "świetną" drogę w pucharze, która obejmowała pokonanie trzech drużyn z najwyższej klasy.
Historia zdecydowanie faworyzuje Celtic. Klub z Glasgow podnosił Puchar Szkocji rekordowe 42 razy, ostatnio w 2024 roku, kiedy późny gol Adama Idaha pokonał Rangers. Wystąpili w czterech z ostatnich pięciu finałów. Z kolei ostatni finał Dunfermline to przegrana 0:1 z Celtikiem w 2007 roku, a ich jedyne zwycięstwa pucharowe miały miejsce w 1961 i 1968. Kluby spotkały się w finale czterokrotnie wcześniej – wszystkie wygrał Celtic, w tym trzy w tym stuleciu. Ostatnie zwycięstwo Dunfermline nad Celtikiem w tych rozgrywkach pochodzi z tamtego triumfu w 1968 roku, szoku w pierwszej rundzie. Od tego czasu Celtic dominuje w bezpośrednich pojedynkach; Pars wygrali tylko cztery z ostatnich 61 spotkań, wszystkie na Celtic Park.
Stawka wykracza poza srebrne puchary. Dla Celticu zwycięstwo potwierdziłoby tymczasową kadencję O'Neilla jako jednoznaczny sukces i zapewniłoby przyjemne zakończenie burzliwego sezonu. Byłby to także czternasty dublet klubu, podkreślający ich krajową dominację. Zwycięstwo Dunfermline byłoby jednak jedną z największych sensacji w historii szkockiej piłki nożnej. Nie tylko zakończyłoby 58-letnie oczekiwanie, ale także uczyniłoby ich dopiero czwartą drużyną z niższej ligi, która wygrała Puchar, dołączając do Hibernian (2016), East Fife (1938) i Queen's Park (1893). Impuls ekonomiczny i morale mogą popchnąć klub w stronę powrotu do Premiership.
Lennon, który nigdy nie stroni od wyzwań, obruszył się na narrację, że to tylko koronacja Celticu. "To nie jest dla nas wycieczka" – zapewnił. "Widziałem wiele komentarzy w tym tygodniu o Martinie podnoszącym puchar z Callumem McGregorem i że gdyby był tu wcześniej w sezonie, wygrałby potrójną koronę. Nie lekceważyłbym nas. Jesteśmy underdogami, ale underdogi gryzą. Przyjedziemy z wewnętrznym przekonaniem, że możemy tu coś osiągnąć. Nie mamy złudzeń, jak trudne to będzie." Jego słowa ociekają wyzywaniem, to hasło mobilizujące dla drużyny gotowej sprawić niespodziankę.
O'Neill, zawsze pragmatyk, nie lekceważy swojego byłego protegowanego. "Neil nie tylko wspaniale grał, ale także fantastycznie radził sobie jako menedżer, jego rekord jest niezwykły" – powiedział O'Neill. "Jego tegoroczna droga w pucharze była świetna, pokonał po drodze trzy drużyny z najwyższej klasy. Wiem, że wspominał, iż mecz z Falkirk w półfinale był nieco wyczerpujący, ale znaleźli sposób, by wygrać, wytrwali, aż doszło do rzutów karnych." Szacunek jest wzajemny, ale na murawie Hampden sentymenty zostaną odłożone na bok.
Taktycznie głębia ofensywna Celticu może okazać się decydująca, zwłaszcza po wyczynach w dogrywkach. Tounekti i Adamu stali się kluczowymi postaciami, podczas gdy doświadczenie takich graczy jak Callum McGregor kotwiczy drużynę. Dunfermline natomiast polegało na solidności obrony i golach Kane'a oraz Thomasa. Ich umiejętność frustrowania i kontratakowania była znakiem rozpoznawczym. Półfinał dał plan: absorbować presję, przeciągnąć mecz w głąb i postawić na rzuty karne. Czy będą w stanie powtórzyć to przeciwko jakości Celticu, pozostaje kluczowym pytaniem.
Gdy Hampden przygotowuje się na przyjęcie wyprzedanej publiczności, w powietrzu wisi napięcie. Dla Celticu to szansa na dopełnienie historii odkupienia; dla Dunfermline okazja do stworzenia dziedzictwa. 58-letnie oczekiwanie ciąży, ale w sezonie menedżerskich powrotów i późnych zwrotów akcji mało kto odważyłby się przewidzieć ostatni rozdział. Jedno jest pewne: kiedy O'Neill i Lennon wyprowadzą swoje drużyny, finał Pucharu Szkocji będzie oznaczał o wiele więcej niż 90 minut piłki nożnej. Na podstawie raportów BBC Sport.