W nocy, która zapisze się w annałach Crystal Palace Football Club, zespół z południowego Londynu osiągnął to, co kiedyś było odległym marzeniem. Pokonując ukraińskiego giganta Szachtar Donieck 2:1 na rozgrzanym do czerwoności Selhurst Park, Orły zapewniły sobie zwycięstwo w dwumeczu 5:2 i miejsce w swoim pierwszym finale europejskich pucharów. To monumentalne osiągnięcie stanowi punkt zwrotny dla klubu, który większość swojej współczesnej historii spędził na krajowych boiskach.
Dwumecz został praktycznie rozstrzygnięty w pierwszym meczu, przekonującym zwycięstwie 3:1 na neutralnym terenie w Krakowie. Ten wynik dał solidną przewagę, ale zadanie wciąż trzeba było dokończyć u siebie. Menedżer Oliver Glasner, który od czasu przybycia dokonał niezwykłej transformacji, dopilnował, aby jego zespół podszedł do drugiego meczu z profesjonalnym skupieniem, a nie samozadowoleniem. Występ był świadectwem nowo nabytej dojrzałości i dyscypliny taktycznej pod okiem Austriaka.
Sam mecz przebiegał według scenariusza kontrolowanego dramatu. Crystal Palace przełamał impas w połowie pierwszej połowy, gdy dośrodkowanie Daniela Nunooza zostało przypadkowo skierowane do własnej bramki przez Pedro Henrique z Szachtara. Samobój, będący efektem ciągłej presji, wprawił w ekstazę miejscowych kibiców i jeszcze bardziej umocnił dominującą pozycję Palace w dwumeczu. Był to łut szczęścia, ale taki, na który zapracowano nieustanną ofensywną intencją na skrzydłach.
Szachtar Donieck, klub z dumą europejskich tradycji, nie zamierzał się poddać. Udowodnił swoją jakość, zdobywając wspaniałe wyrównanie zaledwie dziewięć minut później. Składna akcja ofensywna zakończyła się znakomitym wykończeniem Eguinaldo, który potężnym strzałem trafił w górny róg. Przez krótką chwilę goście mieli odwagę marzyć o nieprawdopodobnym powrocie, co dodało nerwowej energii na Selhurst Park.
Wszelkie nadzieje gości zostały rozwiane na początku drugiej połowy przez znajomego bohatera. Ismaïla Sarr, który już trafił do siatki w pierwszym meczu, ponownie uderzył w 52. minucie. Jego gol, decydujący cios, skutecznie zakończył rywalizację i pozwolił kibicom Palace rozpocząć świętowanie. Senegalski skrzydłowy okazał się decydującą postacią w tej europejskiej kampanii, a jego szybkość i wykończenie były zbyt dużym wyzwaniem dla obron rywali.
Wieczór przyniósł również moment wzniosłej techniki od Jean-Philippe'a Matety, francuskiego napastnika, który stał się ulubieńcem fanów. Choć jego spektakularna przewrotka w 44. minucie trafiła w słupek, a nie w siatkę, był to przejaw odwagi i polotu, który charakteryzował pewność siebie i styl zespołu. Obecność i zagrożenie Matety były kluczowe dla ofensywnej tożsamości Palace w tym sezonie.
To zwycięstwo ma głębokie implikacje wykraczające poza sam klub. Zapewnia ono Anglii reprezentanta w finale każdej z trzech głównych europejskich rozgrywek klubowych UEFA w tym sezonie. Arsenal zagra w finale Ligi Mistrzów, Aston Villa w finale Ligi Europy, a Crystal Palace w finale trzeciej rangi rozgrywek. Ten bezprecedensowy komplet podkreśla finansową i konkurencyjną głębię angielskiego futbolu wśród jego europejskich uczestników.
Dla Crystal Palace podróż do Lipska 27 maja to terra incognita. Ich przeciwnik, Rayo Vallecano, zapewnił sobie miejsce po pokonaniu francuskiego Strasbourga 1:0 w dwumeczu. Finał będzie starciem dwóch klubów przeżywających własne historyczne europejskie przygody, co gwarantuje nowe nazwisko na pucharze. Dla menedżera Palace, Olivera Glasnera, to okazja do opuszczenia klubu w najwyższym możliwym tonie, po tym jak w zeszłym sezonie zdobył już Puchar Anglii.
Sceny po końcowym gwizdku były czystą euforią. Zawodnicy, sztab i kibice zjednoczyli się, oddając hołd przełomowemu osiągnięciu. Dla klubu, który często żył w cieniu swoich londyńskich rywali, ta europejska kampania zapewniła wspaniały nowy rozdział. Orły nie tylko awansowały do finału; ogłosiły swoją obecność na kontynentalnej scenie z autorytetem i stylem.
Na podstawie raportu z Foot - actualités, mercato, info & vidéo en continu.