Xxgwise
PremiumZaloguj
Wiadomości

Czerwone Róże gonią za 8. tytułem z rzędu przeciwko Francji

Premier LeagueAngliaPołudniowa AfrykaNowa ZelandiaMontpellierNorthamptonAustraliaArgentynaNewcastleLeicester

Angielskie Czerwone Róże, pozbawione 11 kluczowych zawodniczek, zmierzą się z Francją w Bordeaux, dążąc do ósmego z rzędu Wielkiego Szlema Sześciu Narodów

Gdy Women’s Six Nations zbliża się do kulminacji, wszystkie oczy zwrócone są na hitowy mecz o tytuł w Bordeaux, gdzie angielskie Czerwone Róże i Francja ścierają się z historią na szali. Obie drużyny wchodzą w ostatnią rundę niepokonane i wyrównane punktowo, ale tylko jedna może zdobyć mistrzostwo 2026 roku. Dla Anglii zwycięstwo oznaczałoby ósmy z rzędu tytuł i czwarty z rzędu Wielki Szlem – wyczyn tym bardziej niezwykły biorąc pod uwagę przeciwności, które pokonały.

Trener John Mitchell ma skład zdziesiątkowany przez kontuzje i nieobecności. Aż 11 kluczowych zawodniczek jest niedostępnych, w tym kapitan Zoe Stratford i wiązaczka Abbie Ward, podczas gdy ośmiu z 13 zawodniczek formacji ataku z ostatniego finału Pucharu Świata jest wykluczonych. Mimo to przetasowany skład Czerwonych Róż prawie nie stracił tempa, zdobywając średnio 60 punktów na mecz w drodze do czterech zwycięstw z bonusem. Głębia talentu została przetestowana i zaliczona celująco.

Na ich drodze stoi groźna francuska drużyna, która jest bezlitosna w obronie. Les Bleues straciły rekordowo niskie 49 punktów w czterech meczach – ledwie połowę z 76 Anglii – i przystępują do rywalizacji po bezlitosnym rozbiciu Szkocji 11 przyłożeniami. Tłum na Stade Chaban-Delmas, spodziewany jako rekordowy dla meczu kobiecej reprezentacji we Francji, stworzy atmosferę kotła w rugby-zakochanym Bordeaux.

Wspomnienia z zeszłorocznego finału na Twickenham są wciąż żywe. W jednym z największych meczów w historii Women’s Six Nations, Anglia ledwie pokonała Francję 43-42, po prawie roztrwonieniu prowadzenia 31-7. Przyłożenie Joanny Grisez w 79. minucie dało szansę na podwyższenie, które mogło dać zwycięstwo Les Bleues, ale zbicie przy wznowieniu przypieczętowało angielskie serca i wprowadziło domową publiczność w ekstazę. Różnica jednego punktu podkreśla, jak niewiele dzieli tych rywali.

Tym razem Anglia będzie musiała zrobić to na trudniejszej drodze – na francuskiej ziemi, z brakującymi kluczowymi liderkami. Jednak powrót do gry bocznych Sadii Kabeyi i Maddie Feaunati po kontuzjach wnosi bardzo potrzebne doświadczenie i siłę fizyczną do formacji ataku. Kabeya, mistrzyni świata, i Feaunati, destrukcyjna nosicielka piłki, mogą okazać się kluczowe w zakłócaniu rytmu Francji i zapewnianiu napędu dla gości.

Mitchell, świadomy wyzwania, przyznał, jak wielka to próba. „Francja to drużyna wysokiej jakości, a my mamy ogromny szacunek dla tego, co wnoszą i jak grają” – powiedział przed meczem. „Stanąć naprzeciw nim w Bordeaux – w sercu południowo-zachodniego regionu, tak pełnego pasji do rugby, z głośną publicznością gospodarzy – to dokładnie takie wyzwanie, które dziewczyny lubią, akceptują i na które idą”. Jego słowa odzwierciedlają zespół, który nie boi się okazji.

Kapitan Megan Jones, która przejęła obowiązki w nieobecności Stratford, ujawniła, że zespół trenował nawet z odtwarzanym hałasem tłumu, aby symulować wrogą atmosferę. „Myślę, że tłum w ten weekend będzie ogromny, zarówno dla Francji, jak i dla nas. Albo tworzą wrogie środowisko, albo są bardzo głośni, mnóstwo grających orkiestr. Właściwie trenowaliśmy z dźwiękami w tle, aby trochę się do tego przyzwyczaić” – powiedziała Sky Sports. Jej spokojne zachowanie, jak zapewniła, opiera się na zaufaniu: „Wierzymy w grę, którą gramy”.

W defensywie Anglia wykazała się jednak niespotykaną podatnością. 33 punkty stracone przeciwko Włochom w czwartej rundzie wzbudziły zdziwienie, a ze śmiertelnym atakiem Francji – kierowanym przez łączniczki Carlę Arbez i fizyczną formację ataku – zespół Mitchella musi się poprawić. Jones zauważyła, że powstrzymanie połączenia 9-10 Francji i spowolnienie ich piłki będzie kluczowe: „Jeśli uda nam się ograniczyć to połączenie… i spowolnić ich piłkę, to pomoże”.

Dla Les Bleues perspektywa zakończenia dominacji Anglii jest kusząca. Zwycięstwo dałoby nie tylko pierwszy tytuł od 2018 roku, ale także pomstę za Twickenham i zmianę układu sił w europejskim rugby kobiet. Pewność siebie gospodarzy jest na niebotycznym poziomie, wzmocniona solidnością defensywy i pojawieniem się nowych liderek w erze po Hermet.

Niezależnie od wyniku, niedzielny pojedynek umacnia Women’s Six Nations jako jedno z najbardziej porywających corocznych wydarzeń sportowych. Rywalizacja między tymi dwoma krajami wciąż podnosi standardy, a wypełnione stadiony i globalna publiczność rosną z roku na rok. Dla Anglii ósme z rzędu mistrzostwo byłoby dowodem niesamowitej głębi i odporności składu – prawdopodobnie najbardziej imponujące w ich erze.

Gdy drużyny przygotowują się do wejścia na boisko w Bordeaux, narracje są bogate, a stawka ogromna. Czy zmieniony skład Anglii ponownie pokona przeciwności, czy Francja wykorzysta swoją szansę? Jedno jest pewne: będzie to test umiejętności, nerwów i charakteru godny finału Wielkiego Szlema. Na podstawie doniesień Sky Sports.