Starania Fulham o europejskie puchary w przyszłym sezonie praktycznie dobiegły końca w niedzielę, kiedy to zremisowali 1-1 z już zdegradowanym Wolverhampton Wanderers. Wynik ten sprawia, że zespół Marco Silvy traci trzy punkty do ósmego Brentford, mając tylko jeden mecz do rozegrania i znacznie gorszy bilans bramkowy, co czyni późny pościg matematycznie niemożliwym.
Sam mecz był historią dwóch rzutów karnych – Wolves wcześnie objęli prowadzenie po trafieniu Mateusa Mané, zanim Antonee Robinson w doliczonym czasie pierwszej połowy wykorzystał „jedenastkę”, zapewniając gościom punkt. Wyrównanie padło po długiej kontroli VAR, która potwierdziła, że Mané sfaulował Timothy'ego Castagne'a w polu karnym, pozwalając Robinsonowi spokojnie pokonać José Sá.
Mimo to po końcowym gwizdku uwaga pozostawała skupiona na Silvie, który nie chciał zdradzić swojej przyszłości w obliczu narastających spekulacji. Kontrakt 48-latka wygasa tego lata, a łączono go z wieloma klubami Premier League, a także z powrotem do Benfiki w rodzinnej Portugalii.
W rozmowie z dziennikarzami Silva był jak zwykle powściągliwy, podkreślając, że żadna decyzja nie została podjęta, a kluczowe rozmowy z władzami Fulham wciąż się odbędą. Zaznaczył, że to lato stanowi krytyczny moment dla trajektorii klubu, a jego własne plany zależą od ambicji wykazanych podczas tych rozmów.
Remis na Molineux pozostawia Fulham z myślą, co mogłoby być. Po spędzeniu większej części sezonu w walce o miejsce w Conference League lub Lidze Europy, późne potknięcie sprawiło, że zabrakło im sił. Z przyszłością Silvy nierozstrzygniętą i wieloma kluczowymi graczami wchodzącymi w ostatni rok kontraktów, drużyna z zachodniego Londynu stoi przed przełomowym okresem poza sezonem.
Dla Wolves nędzę degradacji spotęgowała niewielka, ale głośna grupa kibiców, którzy przywitali rundę honorową menedżera Roba Edwardsa gwizdami. Reakcja, choć nieprzyjemna, nie była specjalnie zaskakująca, biorąc pod uwagę katastrofalny sezon klubu, w którym od początku marca odnieśli tylko jedno zwycięstwo i ponosili powtarzające się porażki na wyjazdach.
Edwards, który przejął zespół w połowie sezonu, gdy klub był już w opłakanej sytuacji, przyznał, że rozumie frustrację i akceptuje gniew fanów. Podkreślił, że skład wymaga gruntownej przebudowy, a lato będzie poświęcone udowodnieniu kibicom, że klub jest w stanie podjąć walkę o awans za pierwszym podejściem.
Trener Wolves wskazał na serię słabych występów wyjazdowych jako przyczynę upadku, przyznając, że drużyna po prostu nie była wystarczająco dobra w skali całego sezonu. Mimo że w domu pojawiały się przebłyski poprawy, zbiorowa porażka w meczach wyjazdowych przypieczętowała ich los.
Gdy kurz opada, oba kluby skupiają się teraz na odbudowie. Fulham musi szybko rozwiązać sytuację trenerską, aby uniknąć lata niepewności, podczas gdy Wolves stają w obliczu trudnej rzeczywistości Championship i potrzeby kulturowego i taktycznego resetu pod wodzą Edwardsa.
Ostatni dzień sezonu da Fulham szansę na pożegnanie z dumą, ale dla Silvy i jego zawodników przeważającym uczuciem będzie poczucie straconej szansy. Dla Wolves to długa droga powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej, a reakcja na Molineux jest ponurym przypomnieniem skali zadania, które przed nimi stoi.
Na podstawie raportu z The Guardian.