Lewis Hamilton zdecydowanie zdementował spekulacje o wczesnym odejściu z Formuły 1, potwierdzając, że jego kontrakt z Ferrari obowiązuje co najmniej do sezonu 2027. Wypowiadając się przed Grand Prix Kanady, 41-letni Brytyjczyk stanowczo odniósł się do uporczywych plotek o emeryturze, podkreślając, że jego motywacja pozostaje niezachwiana pomimo trudnego przejścia do Scuderii.
Przejście Hamiltona z Mercedesa do Ferrari na początku 2025 roku było jednym z najbardziej wstrząsających ruchów w najnowszej historii F1. Po rekordowym, 12-letnim pobycie w Srebrnych Strzałach, który przyniósł mu sześć z siedmiu tytułów mistrza świata, oczekiwania były ogromne. Jednak jego pierwszy sezon w czerwieni okazał się nieoczekiwanie trudny: po raz pierwszy w 19-letniej karierze Hamilton nie stanął ani razu na podium. Krytycy zaczęli kwestionować, czy najbardziej utytułowany kierowca sportu stracił swój pazur, i czy Ferrari może szukać młodszego talentu poza początkową umową Hamiltona.
W tym sezonie pojawiły się przebłyski odrodzenia. Hamilton zdobył swoje pierwsze podium w Ferrari podczas Grand Prix Chin, drugiej rundy sezonu 2026, co sugeruje, że partnerstwo może jeszcze przynieść sukcesy. Jednak ostatnie dwie rundy w Japonii i Miami pokazały, że został pokonany przez kolegę z zespołu Charlesa Leclerca, co ponownie rozpaliło szepty, że jego czas na szczycie dobiega końca. Na tym tle Hamilton pojawił się w Montrealu, by wyjaśnić sprawę.
„Wiele osób próbuje mnie wysłać na emeryturę” – oświadczył Hamilton, odpierając narrację z charakterystyczną przekorą. Następnie ujawnił pilnie strzeżony szczegół: „Nadal mam kontrakt, więc wszystko jest dla mnie w 100% jasne. Będę tu jeszcze przez jakiś czas, więc przyzwyczajcie się”. Ujawnienie, że jego umowa obowiązuje co najmniej do końca 2027 roku, oznacza trzyletnie zobowiązanie ze strony Ferrari, co rozwiewa wszelkie sugestie o tymczasowym rozwiązaniu.
Konsekwencje dla Ferrari są znaczące. Publiczne potwierdzenie harmonogramu daje zespołowi długoterminową strategiczną pewność. Pozwala na stabilny duet kierowców u boku Leclerca, który sam ma kontrakt do 2028 roku, i sygnalizuje rywalom, że projekt Scuderii opiera się na czymś więcej niż tylko nostalgii. Dla Hamiltona wydłużony horyzont osłabia również pogląd, że zwalnia; zamiast tego mówił o planowaniu na najbliższe pięć lat, sugerując rolę po zakończeniu kariery kierowcy w sporcie lub zespole.
Hamilton zaprezentował również rzadki filozoficzny wgląd w to, jak obecnie mierzy sukces. Odrzucając tradycyjne kryterium zwycięstw w wyścigach i pole position, skupił się na wewnętrznym rozwoju: „Z zewnątrz wyniki są tym, co ludzie nazywają sukcesem, ale wewnętrznie, dla mnie, to po prostu postęp. Jeśli robisz postępy, to osiągasz sukces”. Ten sposób myślenia – programowanie siebie, by patrzeć w przód, nigdy wstecz – pomaga mu wyciszyć zewnętrzny hałas i utrzymać motywację przez trudne weekendy.
W szczerym wyznaniu Hamilton opisał zmianę w swoim podejściu do przygotowań do wyścigów. Siedmiokrotny mistrz od dawna intensywnie korzystał z symulatorów zespołu, ale w Montrealu postanowił z nich zrezygnować. „Zdecydowałem, że tym razem odpuszczę i skupię się bardziej na danych” – wyjaśnił. Zauważył, że intensywna praca na symulatorze często prowadziła do ustawień, które dobrze działały wirtualnie, ale na torze okazywały się mylące, zmuszając go do oduczania się nawyków. Koncentrując się na równowadze w zakrętach, optymalizacji hamowania i danych mechanicznych z inżynierami, ma nadzieję uniknąć ostatnich pułapek – szczególnie w hamowaniu, obszarze, który określił jako problematyczny.
Rekord Hamiltona – 105 zwycięstw w wyścigach i 104 pole position – pozostaje w Ferrari jak dotąd niezagrożony. Jednak podkreśla, że te liczby nie zaprzątają mu głowy: „Zawsze mówiłem, że jestem wdzięczny za rekordy… ale nigdy o nich nie myślę”. To oderwanie od statystyk może być kluczowe, gdy dostosowuje się do bolidu, który jak dotąd nie pozwolił mu regularnie walczyć o zwycięstwa. Skupienie się na stopniowych zyskach, a nie krótkoterminowych wynikach, odzwierciedla dojrzałe podejście, które może przynieść korzyści w dłuższej perspektywie.
Weekend Grand Prix Kanady, z formatem sprintu, będzie pierwszym testem zmienionej metodologii Hamiltona. Tor Circuit Gilles Villeneuve w Montrealu historycznie sprzyjał jego agresywnemu stylowi – wygrał tam siedem razy – ale pakiet Ferrari na 2026 rok pozostaje niewiadomą. Sukces w ten weekend nie tylko potwierdziłby jego nowe przygotowania, ale także uciszyłby wątpiących, którzy uważają jego podium w Chinach za jednorazowy wybryk.
Z szerszej perspektywy F1, potwierdzenie kontraktu Hamiltona do 2027 roku umacnia komercyjną atrakcyjność stawki. Jako globalna ikona sportu, jego obecność gwarantuje zwiększone zainteresowanie mediów i zaangażowanie fanów, szczególnie na rynkach takich jak Stany Zjednoczone. Partnerstwo Leclerc–Hamilton, które kiedyś obawiano się, że będzie niestabilne, zamiast tego kształtuje się jako wieloletnie dążenie do przywrócenia Ferrari do walki o tytuł – narracja, która zachwyci publiczność.
Przekora Hamiltona jest charakterystyczna dla mistrza, który wielokrotnie pokonywał przeciwności. Choć wyniki jeszcze nie spełniły oczekiwań, jego publiczna jasność co do przyszłości usuwa rozproszenie i pozwala mu skupić się na tym, co robi najlepiej: ściganiu się. Jak tajemniczo zauważył: „Co będzie dalej” już zaprząta jego myśli, ale na razie stawka powinna przygotować się na co najmniej dwa kolejne sezony Hamiltona w szkarłacie.
Na podstawie doniesień Sky Sports.