Ostatni dzień sezonu Premier League na Turf Moor przyniósł starcie dwóch drużyn, które już pogodziły się ze swoim losem. Burnley i Wolves, skazane na Championship na długo przed gwizdkiem, zremisowały 1:1, co pozostawiło gospodarzy na 19. miejscu, a gości na samym dole tabeli. Dla tymczasowego menedżera Clarets, Mike’a Jacksona, punkt i nieznacznie wyższa pozycja nie miały żadnego znaczenia, gdy pełny ciężar katastrofalnej kampanii wisiał w powietrzu Lancashire.
Obie drużyny doświadczyły kampanii naznaczonych systemową porażką. Wolves przyjechały z jednym zwycięstwem w ostatnich 37 ligowych meczach, mając zaledwie dwa punkty z pierwszych 11 spotkań, zanim Rob Edwards podjął się niewdzięcznej roli gaszenia pożarów. Burnley również przechodziło z kryzysu w kryzys, rozstając się z Scottem Parkerem i powierzając Jacksonowi ostatnie cztery mecze w sezonie, który przyniósł tylko dwa punkty podczas jego tymczasowych rządów. Mecz stał się więc walką o uniknięcie upokorzenia 20. miejsca.
Wolves zaczęły z rzadką determinacją i zdobyły wczesną przewagę. W piątej minucie główka Ladislava Krejciego trafiła w wyciągniętą rękę w polu karnym, a Adam Armstrong spokojnie wykorzystał rzut karny, pokonując Maxa Weissa. Był to drugi ligowy gol napastnika od czasu jego lutowego transferu z Southampton, dając przebłysk skuteczności, której Wolves tak rozpaczliwie brakowało przez cały sezon. Goście mogli powiększyć prowadzenie, gdy Mateus Mane trafił w słupek, a Weiss popisał się świetną obroną przed Davidem Møllerem Wolfem.
Burnley jednak wyszło na drugą połowę z odnowionym zapałem. Trzy minuty po wznowieniu Zian Flemming wymienił szybkie „jeden-dwa” z Lesleyem Ugochukwu, a następnie z 18 metrów posłał czysty strzał w prawy słupek José Sá. Gol dodał wiary gospodarzom, ale zwycięski traf nie padł. Obie drużyny wymieniały się półszansami w stonowanym finale, a końcowy gwizdek nie przyniósł ani radości, ani katharsis, jedynie surową rzeczywistość czekającej ich odbudowy.
Ocena Jacksona po meczu była szczera. Uniknięcie ostatniego miejsca i dodatkowych 2,7 miliona funtów nagrody nie przyniosło ulgi. „To naprawdę nie ma znaczenia, że nie skończyliśmy na dnie” – powiedział, a jego ton odzwierciedlał sezon frustracji. Podkreślił, że rozczarowanie będzie trwać, ale wezwał swoich zawodników, aby nie dali się zdefiniować przez tę porażkę, zauważając, że klub podnosił się już z podobnych głębin. W obliczu zbliżających się odejść zawodników Jackson podkreślił potrzebę szybkiej, ale przemyślanej przebudowy kadry, ostrzegając, że pochopne decyzje mogą zaszkodzić postępom.
Co do własnej przyszłości, tymczasowy menedżer był stoicki. Ponieważ stałe stanowisko menedżerskie pozostawało wolne, spodziewał się rozmów w nadchodzących dniach, ale przyznał, że jego natychmiastowym planem jest „wyjść do ogrodu i odpocząć”. Jego dwa punkty z czterech meczów ani nie zapewniły mu roli, ani go nie wykluczyły, pozostawiając władze Clarets z krytyczną decyzją podczas planowania powrotu do drugiej ligi.
Rob Edwards, który prowadził Wolves w ostatnich 27 ligowych meczach, podsumował kampanię, która od początku wystawiła na próbę jego odporność. Chwaląc występ w pierwszej połowie, ubolewał nad brakiem wykorzystania „naprawdę groźnych” momentów ataku. „Pozwolenie Burnley na powrót do gry, w taki sposób, w jaki to zrobiliśmy, było naprawdę rozczarowujące” – przyznał. Edwards, który przegrał pierwsze siedem meczów po objęciu drużyny z dwoma punktami, określił tę pracę jako „duże, duże wyzwanie”, które podjął „z otwartymi oczami”.
Mimo ponurego wyniku Edwards mówił z wyraźnym przywiązaniem do klubu. „To klub bliski memu sercu” – powiedział, obiecując zbudować drużynę, z której kibice będą dumni. Podkreślił potrzebę ciężkiej pracy, aby nawiązać więź z fanami, dodając, że obrót sytuacji może sprawić, że Wolves znów będą „niesamowite”. Jego słowa podkreślały osobiste zaangażowanie, które zostanie wystawione na próbę w bezwzględnym środowisku Championship.
Konsekwencje dla obu klubów sięgają daleko poza to zapomniane popołudnie. Burnley musi zatrudnić nowego menedżera zdolnego do natychmiastowej promocji, jednocześnie nadzorując przebudowę kadry. Wolves stoją przed równie trudnym zadaniem: demontażem drużyny, która ustanowiła niechciane rekordy bezużyteczności, i zbudowaniem konkurencyjnej jednostki z resztek. Różnica w nagrodzie pieniężnej w wysokości 2,7 miliona funtów może dać Burnley niewielką przewagę finansową, ale bezwzględne wymagania Championship nie pozostawiają miejsca na błędy.
Historia daje pewną pociechę. Obie drużyny przeżyły już spadek i wróciły silniejsze. Jednak współczesna druga liga jest bardziej konkurencyjna niż kiedykolwiek, a płatności spadochronowe zmniejszają dystans między zdegradowanymi drużynami a uznanymi zespołami Championship. Dla Jacksona przesłanie do drużyny o odporności musi teraz zostać zastosowane na poziomie instytucjonalnym. Dla Edwardsa emocjonalna więź z Wolves zostanie wystawiona na próbę przez surową rzeczywistość redukcji rozdętej i słabo grającej kadry.
Gdy karawana Premier League jedzie dalej, Burnley i Wolves pozostają, aby przeszukiwać wraki sezonów, które poszły strasznie źle. Remis 1:1 na Turf Moor oddał ich wspólne położenie: okazjonalne przebłyski jakości pośród chronicznego braku konsekwencji i wiary. Droga powrotna będzie długa, a pierwsze kroki – nominacje menedżerskie, restrukturyzacja składu, mentalny reset – zadecydują, czy ten dołek stanie się odskocznią, czy trwałą blizną.
Na podstawie raportów z The Guardian.