Sunderland zapewnił sobie sensacyjny powrót do europejskiej piłki nożnej, odnosząc w pełni zasłużone zwycięstwo nad Chelsea na Stadium of Light, co dało im siódme miejsce w Premier League i miejsce w przyszłorocznej Lidze Europy. Wynik ten nie tylko zwieńczył niezwykłą kampanię drużyny Régisa Le Brisa, ale także podkreślił jedną z najbardziej fascynujących historii finału Premier League. Niewielu mogło przewidzieć taki obrót spraw na początku sezonu, ale Black Cats ryczeli wbrew wszelkim przeciwnościom.
Zaledwie rok temu Sunderland świętował awans poprzez baraże Championship, a wielu ekspertów od razu typowało ich jako faworytów do natychmiastowego spadku. Kadrze brakowało doświadczenia w najwyższej klasie rozgrywkowej, a skok jakościowy wydawał się zbyt duży. Jednak Le Bris, zatrudniony latem, zaszczepił odporność i taktyczną mądrość, które przekształciły wiecznych underdogów w prawdziwych kandydatów do górnej połowy tabeli. Kończąc sezon nad uznanymi drużynami, przygotowują się teraz na wieczory Ligi Europy na Stadium of Light, perspektywa, która w sierpniu wydawała się czystą fantazją.
Sam mecz był emblematyczny dla całego sezonu Sunderlandu. Przeciwko Chelsea, która może pochwalić się mistrzami świata i ogromnymi zasobami, nie dali się zastraszyć. Był to, pod każdym względem, dzień, w którym starzy wyjadacze z Championship przyćmili klubowych mistrzów świata. Enzo Le Fée, kreatywne serce środka pola Le Brisa, dał popis mistrzostwa, który przyćmił występ Enzo Fernándeza z Chelsea, mistrza świata z Argentyną. Stadium of Light ryczało przy każdym odbiorze i podaniu, a gospodarze czuli, że tworzy się historia.
Taktycznie Sunderland zrealizował niemal bezbłędny plan gry. Skonsolidowani bez piłki, pressowali Chelsea, zmuszając do błędów, i przechodzili do ataku z szybkością i celowością. Zwycięski gol był produktem nieustannej wiary, którą Le Bris zaszczepił. Było to w pełni zasłużone zwycięstwo, które rozwiało gasnące europejskie ambicje Chelsea i wysłało ich drogo złożoną kadrę na wakacje z poważnymi pytaniami.
Dla Sunderlandu konsekwencje wykraczają poza dumę. Kwalifikacja do Ligi Europy przynosi lukratywny zastrzyk finansowy i szansę na przyciągnięcie lepszych zawodników. Stawia też wyzwanie: pogodzenie obowiązków krajowych z czwartkowymi podróżami po Europie wymaga głębszej kadry. Ale dla klubu o randze Sunderlandu, z dumną historią i kibicami spragnionymi takich wieczorów, to mile widziany dylemat. Ostatni raz Sunderland grał w europejskich rozgrywkach 20 lat temu, a to pokolenie ma teraz własne wspomnienia do stworzenia.
Tymczasem Chelsea będzie rozmyślać o kampanii, która mocno odbiegła od oczekiwań. Mimo triumfu w Klubowych Mistrzostwach Świata wcześniej w sezonie, ich forma ligowa była nieregularna, a ta porażka pozostawiła ich poza europejskimi miejscami. Kontrast między dynamiką Le Fée a niemrawym występem Fernándeza był bolesnym symbolem ich niedopracowania. To powrót do deski kreślarskiej dla klubu, który wydał dużo, ale brakowało mu spójności.
Oceny zawodników słusznie wskażą Le Fée, ale to było wspólne zwycięstwo. Linia obrony, dowodzona przez doświadczonych graczy, wytrzymała fale pressingu Chelsea, podczas gdy trio w środku pola dyktowało tempo. Podróż Sunderlandu od zwycięzców baraży Championship do europejskich awanturników jest dowodem mądrej rekrutacji i pracy trenerskiej Le Brisa. Jak głosił transparent kibica: "Kto się tego spodziewał?" — pytanie, które echo niosło się po stadionie długo po końcowym gwizdku.
Le Bris, typowo skromny, chwalił siłę mentalną swoich zawodników. "Wierzyliśmy, gdy nikt inny nie wierzył" — mógł powiedzieć, choć jego dokładne słowa zginęły w świętowaniu. Francuz zapisał się już w folklorze Wearside, a rozmowy o przedłużeniu kontraktu z pewnością nastąpią. Jego umiejętność połączenia grupy absolwentów niższych lig z mądrymi wzmocnieniami była niedocenionym osiągnięciem kampanii.
Patrząc w przyszłość, Sunderland musi przetrwać lato spekulacji. Kluczowi zawodnicy przyciągną zainteresowanie, ale urok europejskiego futbolu może przeważyć szalę. Stadium of Light, uciszone przez lata dryfu i rozczarowań, ponownie gościć będzie kontynentalnych gigantów. Dla kibiców, którzy doświadczyli kolejnych spadków i hańby League One, to więcej niż miejsce w tabeli — to odkupienie.
Finał Premier League dostarczył wielu wątków, ale chyba żaden nie był tak budujący jak wzrost Sunderlandu. Od faworytów do spadku do uczestników Ligi Europy — ich podróż oddaje nieprzewidywalne piękno futbolu. A podczas gdy Chelsea liże rany, Black Cats mogą cieszyć się triumfem, który będzie odbijał się echem na Wearside przez pokolenia.
Na podstawie raportu z The Guardian.