Xxgwise
PremiumZaloguj
Wiadomości

Jak Bernauer i Mendy podnieśli Saint-Étienne w nudnym

PucharNiceaSaint-ÉtienneParagwajLesothoPartizan BelgradVardar SkopjeKalju NommePartizaniAuxerreParyż FCAntwerpiaAnderlechtKanada

Defensywny duet Saint-Étienne, Bernauer i Mendy, błyszczał w nudnym remisie z Nice, podczas gdy osłabiony atak gości, bez Wahiego, nie zdołał strzelić gola.

W spotkaniu Ligue 1, które od pierwszego gwizdka ociekało ospałością, Saint-Étienne i Nice powlokły się do zapomnianego remisu, ale dla gospodarzy obrońcy Bernauer i Mendy wyłonili się jako latarnie oporu pośród ogólnej niemocy. Choć żadna ze stron nie była w stanie wypracować prawdziwego rytmu ani ciągłego zagrożenia, indywidualne występy nielicznych zapewniły ulotne przebłyski — a w niektórych przypadkach rażące powody do niepokoju.

Bernauer z Saint-Étienne, operujący na lewo od Le Cardinala w sercu domowej linii obrony, zaprezentował występ cichej autorytatywności. Uspokojony obecnością partnera, jego wyczucie pozycji było nienaganne, co pozwalało mu gasić niebezpieczeństwo, zanim mogło eskalować. Francuz był magnesem na luźne piłki we własnym polu karnym, odpierając wszystko, co stanęło na jego drodze, z wyjątkiem jednej nerwowej chwili, gdy Bah z Nice omal nie wykorzystał rzadkiego błędu w ocenie (30. minuta). Pod okiem klubowej ikony Oswaldo Piazzy na trybunach Bernauer nawet pogalopował do przodu z piłką przy nodze w drugiej połowie, kończąc strzałem zawijającym, który minął słupek. Był to pokaz łączący defensywną dyscyplinę z gotowością do łamania linii — cenny towar w drużynie często spychanej do obrony.

Na prawej flance senegalski boczny obrońca Mendy skierował swój surowy atletyzm w pracowitą zmianę. Czy to w pojedynku ze skrzydłowymi Nice, czy też wyrywając do przodu w celu wsparcia rzadkich ataków, konsekwentnie wygrywał fizyczne pojedynki i starał się wnieść pilność do gry Saint-Étienne. Jednak pomimo wszystkich starań, końcowe podania Mendy'ego nie miały precyzji. Szereg obiecujących rajdów kończyło się źle wyliczonymi podaniami lub dośrodkowaniami, które nie trafiały do kolegów z drużyny, pozostawiając domowych kibiców z pytaniem, co by było, gdyby jego podejmowanie decyzji dorównywało jego fizycznym darom. Mimo to, w niespójnym występie drużyny, jego chęć wzięcia na siebie ciężaru prowadzenia piłki wyróżniała się.

Dla gości jednostka ofensywna rodziła więcej pytań niż odpowiedzi. Młody napastnik, któremu powierzono prowadzenie linii ataku pod nieobecność kontuzjowanego Wahiego, sprawiał przygnębione wrażenie. Już borykając się z dolegliwościami mięśniowymi, które stępiły jego skuteczność w ostatnich tygodniach, napastnik rzadko zagrażał, przemieszczając się bardziej bocznie niż wykonując penetrujące biegi za linię obrony. Obsługa nie istniała, ale jego ruchy nie zaniepokoiły defensywy Saint-Étienne. Zdjęty tuż po godzinie gry za hiszpańskiego napastnika Kevina Carlosa, zmiana przyniosła znikomą poprawę, ponieważ zastępca również był pozbawiony znaczących podań i nie zdołał zagrozić bramkarzowi gospodarzy.

Zaskakujący wybór Nice na lewym skrzydle, portugalski atakujący, który nie rozpoczął meczu w Ligue 1 od początku stycznia, był hazardem, który spektakularnie się nie powiódł. Plan wniesienia świeżości i sprytu w ostatnią trzecią część boiska spalił na panewce, a skrzydłowy dotknął piłki zaledwie 23 razy, zanim został zmieniony w przerwie. Jego jedynym godnym uwagi wkładem był niecelny dośrodkowanie w 23. minucie, które podsumowało połowę, w której dryfował na obrzeżach, nie mogąc narzucić się fizycznie ani technicznie. Wprowadzenie Abdi'ego po przerwie przyniosło marginalną poprawę — kilka pilnych defensywnych odbiorów było sumą jego wieczoru — ale szkoda już się dokonała: Nice zmarnowało 45 minut z tępym narzędziem.

Dalej z tyłu, ghański pomocnik gości przeżył kolejkę górską. Na początku wyglądał na podatnego na błędy, prawie podarowując Saint-Étienne rzut karny po niezdarnym ataku na Gadegbeku w polu karnym (35. minuta). Widocznie wstrząśnięty, następnie poskarżył się, że został uderzony butem Stassina w twarz, co na chwilę ożywiło płaski stadion Geoffroy-Guichard. Jednak w miarę upływu meczu Ghanczyk się uspokoił, wykazując się lepszym przewidywaniem przy przechwytywaniu dośrodkowań i spokojem przy piłce. Jego druga połowa była ćwiczeniem w ograniczaniu strat, a nie twórczym impulsem, odzwierciedlając drużynę Nice, która wydawała się zadowolona z uniknięcia porażki niż z gonienia za zwycięstwem.

Własny gracz o finezji Saint-Étienne, gruziński skrzydłowy Davitashvili, rozpoczął zawody z reputacją dryblingu i szybkich nóg, ale nigdy nie wszedł na wyższy bieg. Jego pierwsze dotknięcia zdradzały brak pewności siebie i miał trudności z łączeniem gry z kolegami, poza jedną płynną kombinacją, która uwolniła Appiaha na prawej stronie, a jego późniejsze dośrodkowanie zostało łatwo złapane przez bramkarza Nice na minutę przed przerwą. Później w meczu sprytny obrót i strzał zawijający poszybował obok; to było najbliżej, jak był, aby wywrzeć swój autorytet. Kiedy Davitashvili jest stłumiony, cały ofensywny plan Saint-Étienne ma tendencję do załamywania się, a to był wieczór zbiorowej biedy ofensywnej.

Najbardziej kontrowersyjny moment meczu miał miejsce pod koniec pierwszej połowy, kiedy gracz Nice, który dryfował przez pierwszą część jak duch, przy rzucie rożnym wbił stopę wysoko w twarz Opponga z Saint-Étienne. Powtórki pokazały wyraźny kontakt, który sprawił, że obrońca Saint-Étienne potrzebował opieki medycznej, ale po konsultacji z VAR-em sędzia niewytłumaczalnie zrezygnował z podyktowania rzutu karnego. Decyzja spotkała się z niedowierzaniem domowych kibiców, ale podkreśliła także chaotyczny, przerywany charakter meczu rozpaczliwie pozbawionego jakości.

Z taktycznego punktu widzenia obaj menedżerowie wydawali się spętani strachem przed przegraną. Saint-Étienne, okopane w niskim bloku, chętnie pozwalało Nice na dominację w sterylnym posiadaniu piłki, licząc na Bernauera i Mendy'ego do sprzątania. Dla gości brak kluczowych graczy ofensywnych — przede wszystkim Wahiego, którego bezpośrednie biegi i wykończenie były bardzo potrzebne — sprawił, że ich skomplikowane wzory podań regularnie rozpadały się w ostatniej trzeciej części boiska. Wynik pozostawia obie strony z niepokojem: Saint-Étienne nadal balansuje na krawędzi strefy spadkowej pomimo ciężko wywalczonego punktu, podczas gdy słabnąca europejska szarża Nice wymaga szybkiego zastrzyku impetu.

Ostatecznie było to popołudnie, które zapamiętają tylko ci poszukujący lekarstwa na bezsenność. Bernauer i Mendy mogą udać się do szatni z podniesionymi głowami po występach, które rzuciły rzadkie promienie światła w mroku. Dla wszystkich innych zaangażowanych dominującym uczuciem była frustracja i żal — mecz, który jakoś dał mniej niż zero.

Na podstawie doniesień L'Equipe.