Lewis Koumas głową zdobył dramatycznego gola w doliczonym czasie gry, ratując remis 1:1 dla Walii w meczu towarzyskim, który był ostatnią publiczną próbą Ghany przed Mistrzostwami Świata. Gol, gdy niepostrzeżenie pojawił się przy dalszym słupku, by przyjąć wijące się dośrodkowanie Neco Williamsa, uciszył rozentuzjazmowaną ghańską publiczność, która zamieniła Cardiff City Stadium w przedturniejową imprezę. Dla Carlosa Queiroza, który po raz pierwszy prowadził Czarną Gwiazdę, było to znajome puste uczucie – pięć kolejnych porażek w meczach towarzyskich poprzedzało to spotkanie, a teraz późne załamanie oznaczało, że wylecą do Waszyngtonu bez upragnionego zwycięstwa. Wynik ujawnił utrzymującą się kruchość defensywy i sprawił, że pożegnanie Ghany wypadło płasko, pozostawiając więcej pytań niż odpowiedzi przed ich otwarciem z Panamą.
Tymczasem Walia grała o dumę i uzdrowienie. Ból porażki w barażu z Bośnią w marcu, która pozbawiła ich miejsca na Mundialu, wciąż był odczuwalny. Menadżer Craig Bellamy podkreślał, że to nie jest wakacje po sezonie, ale przez długie okresy jego zespół wykazywał brak pilności, graniczący z obojętnością. Daniel James dwukrotnie trafił w słupek w pierwszej połowie, ale gospodarze stworzyli niewiele więcej godnego uwagi, dopóki Koumas nie interweniował. Występ podkreślił potrzebę regeneracji, ale późny gol wyrównujący przynajmniej dał namiastkę pocieszenia i pozwolił domowym fanom opuścić stadion z bladym uśmiechem.
Narracja przed meczem koncentrowała się na planach Queiroza i kontrowersyjnym powołaniu Thomasa Parteya. Były pomocnik Arsenalu, obecnie w Villarreal, stanie w przyszłym roku przed sądem pod zarzutem poważnego napaści seksualnej – nie przyznał się do winy. Queiroz umieścił go w swojej 26-osobowej kadrze na Mundial i dał mu miejsce w podstawowym składzie na pozycji defensywnego pomocnika. Wieczór Parteya był mikrokosmosem jego ostatnich turbulencji: niezgrabna żółta kartka za faul na Jamesie została poprzedzona lekkomyślnym wślizgiem na Davidzie Brooksie na skraju pola karnego, który mógł łatwo przynieść drugą żółtą, a nawet czerwoną kartkę. Szedł po linie i został zmieniony w przerwie, unikając dalszego ryzyka. Incydent rozpalił na nowo debatę na temat jego powołania i tego, czy piłka nożna naprawdę zmierzyła się z takimi problemami pozaboiskowymi.
Pierwsza połowa Ghany była niespójna, czego można było oczekiwać od kadry, która zbierała się stopniowo. Antoine Semenyo i Iñaki Williams, kluczowe talenty ofensywne, zaczęli na ławce po późnych przyjazdach. Jordan Ayew zmarnował najlepszą okazję, nie wykorzystując złego podania bramkarza Walii Karla Darlowa. Gra budująca Czarnych Gwiazd była mozolna, tylko z przelotnymi iskrami od Kamaldeena Sulemany i Abdula Fatawu. Queiroz mógł być zaniepokojony brakiem spójności, nawet po zmianach w drugiej połowie, które wprowadziły czterech zmienników, w tym bramkarza Benjamina Asare.
Ta zmiana w drugiej połowie początkowo przyniosła efekty. Caleb Yirenkyi, 20-latek z Nordsjælland, wniósł pilność. Po błędzie Dylana Lawlora, który oddał piłkę w połowie Walii, goście zaatakowali groźnie. Prowadzący rajd i strzał Ernesta Nuamaha zmusił Darlowa do obrony, a choć Yirenkyi trafił w słupek swoją pierwszą próbą, najszybciej zareagował, wbijając dobitkę. Trybuna gości eksplodowała; Ghana była o krok od morale-boostingowego zwycięstwa. Przez kilka minut plan Queiroza wydawał się usprawiedliwiony.
Jednak Walia nie chciała się ugiąć. Bellamy wpuścił debiutanta Camerona Congreve'a i tempo się zmieniło. Dośrodkowanie Williamsa z prawej strony było wspaniałe, a Koumas, sam późny zmiennik, idealnie wyczuł moment skoku. Gol ujawnił podatność Ghany na stałe fragmenty gry – odwieczny problem, który powiększy się przeciwko przeciwnikom turniejowym. Późne załamanie przypominało towarzyską porażkę 2:1 z Katarem w marcu, kiedy gol w 90. minucie również zniweczył obiecującą pracę. Queiroz będzie wiedział, że takie braki koncentracji mogą być w czerwcu fatalne.
Dla Ghany remis pogłębia niepokojący trend. Od czasu zakwalifikowania się do Mundialu w październiku ubiegłego roku, nie wygrali żadnego z sześciu meczów towarzyskich, tracąc gole w końcówkach w trzech z nich. Obrona, bez wycofanego Daniela Amarteya, wyglądała niepewnie pod presją. Queiroz może wykorzystać nadchodzące dni w Waszyngtonie, by zorganizować kolejny mecz sparingowy, choć jego opcje są ograniczone przez kalendarz. Większym obrazem pozostaje otwarcie grupy L z Panamą, a następnie starcie z Anglią. Thomas Tuchel, obserwując zza Atlantyku, z pewnością zauważył słabości defensywne i wieczne zagrożenie ze strony Semenyo, który tutaj prawie nie zagrał.
Walia może wyciągnąć skromne pozytywy. Gol Koumasa był rzadkim jasnym punktem w roku naznaczonym rozczarowaniem. 21-letni wychowanek akademii Liverpoolu, na wypożyczeniu w Norwich, wykazał się opanowaniem ponad swój wiek. Bellamy skupi się teraz na Lidze Narodów, gdzie musi wyłonić się nowe pokolenie. Mecz towarzyski mógł nie mieć znaczenia rywalizacyjnego, ale dla drużyny w okresie przejściowym takie momenty mogą być małymi katalizatorami.
Gdy ghańscy fani wychodzili, ich śpiewy zastąpione pełnym żalu gwarem, poczucie antyklimaksu było wyczuwalne. Remis w sparingu rzadko bywa katastrofą, ale sposób, w jaki osiągnięto wynik – kolejna późna strata gola, kolejna stracona szansa – wydaje się symboliczny. Queiroz obiecał strukturę i dyscyplinę; otrzymał przypomnienie, jak daleko ten zespół ma jeszcze do przebycia. Lot do Waszyngtonu w środę zabierze kadrę z talentem, ale na razie bez rozpaczliwie poszukiwanego rozpędu. Na podstawie raportów z The Guardian.