Podróż Martina O'Neilla w Celticu w tym sezonie była wręcz filmowa. Wyciągnięty z emerytury w wieku 73 lat, Irlandczyk Północny odpowiedział na wezwanie SOS w październiku, na krótko odszedł, a następnie wrócił, by poprowadzić klub przez burzliwą kampanię w Premiership. W sobotę zdobył czwarty tytuł ligowy jako menedżer, dwie dekady po swoim trzecim, umacniając swoją legendę we wschodniej części Glasgow.
Historia zaczęła się od buntu fanów. Odejście Brendana Rodgersa i porażka w Lidze Mistrzów z Kairat Ałmaty pozostawiły kibiców wściekłych na bezczynność zarządu. Główny akcjonariusz Dermot Desmond zwrócił się do jedynej postaci, o której wiedział, że wytrzyma presję: Martina O'Neilla. Mając tylko 10 minut na decyzję, O'Neill przyjął wyzwanie, zakładając kultowy dres z trzema paskami i rozpalając ogień, który drzemał od czasów jego Nottingham Forest, które zakończyły się w 2019 roku.
Jego pierwsza tymczasowa kadencja była mistrzowską lekcją zarządzania nastrojami przez pięć tygodni. Pięć kolejnych zwycięstw ligowych zniwelowało ośmiopunktową stratę do Hearts, a następnie przyszło półfinałowe zwycięstwo w Pucharze Ligi nad Rangers. Zanim przekazał stery Wilfriedowi Nancy, szatnia była zgodna, a walka o tytuł żywa. Ale 33-dniowa katastrofa Nancy – sześć porażek w ośmiu meczach – groziła zniweczeniem wszystkiego, i O'Neill szybko został przywrócony.
Tam, gdzie inni mogliby upaść, O'Neill postawił na prostotę. Wraz z trenerami Shaunem Maloneym i Markiem Fotheringhamem zredukował taktykę do podstaw: solidność defensywna, skuteczność w stałych fragmentach gry i nieugięta wola zwycięstwa. To nie było szampańskie futbol w stylu Ange Postecoglou czy gra w posiadanie piłki Brendana Rodgersa, ale było brutalnie skuteczne. Jego średnia 2,57 punktu na mecz to najlepszy wynik wśród menedżerów Scottish Premiership w tym sezonie, dowód jego zdolności do wykrzesania wyników nawet przy niedoskonałych występach.
Liczby tylko sugerują transformację. Późne bohaterstwo Celticu stało się znakiem rozpoznawczym. Od kontrowersyjnego zwycięskiego gola w doliczonym czasie gry w Motherwell – po którym O'Neill w dresie pobiegł do sektora gości, by poderwać kibiców – po decydujące zwycięstwo nad Hearts na Parkhead, jego drużyna znajdowała dramatyzm, gdy było to najważniejsze. Te momenty wejdą do klubowej folkloru, odzwierciedlając późne gole, które zdefiniowały jego pierwszą kadencję dwie dekady temu.
Piłkarze otwarcie doceniają aurę menedżera. Kapitan Callum McGregor zauważył, jak O'Neill "połączył klub, gdy był rozdarty", podczas gdy obrońca Alistair Johnston poszedł dalej, wzywając do postawienia mu pomnika. "On jest zwycięzcą" – powiedział Johnston. "On po prostu znajduje sposób, by wygrywać." Taki szacunek jest rzadki we współczesnym futbolu, ale O'Neill go zdobywa, ponieważ jego osiągnięcia – w tym czwarty tytuł – umieszczają go w panteonie, gdzie tylko Jock Stein jest ponad nim.
Jednak wśród całej euforii pozostaje pytanie: czy zostanie? O'Neill, obecnie 74 lata, był niezdecydowany po meczu z Hearts. "Naprawdę nie wiem. Czy ktoś ze mną rozmawiał? Nie, ale się tego nie spodziewałem. Będzie czas na rozmowy po finale pucharu. Jestem dość stary, więc to mnie wykańcza." Szczerość odzwierciedla człowieka doskonale świadomego kosztów. Były bramkarz Celticu Pat Bonner uważa, że zadanie jest wykonane: "Myślę, że zrobił, co mógł. Klub musi pójść w innym kierunku. W wieku 74 lat Martin O'Neill osiągnął szczyt."
Finał Pucharu Szkocji przeciwko Dunfermline Athletic w następną sobotę daje szansę na dublet, odpowiednie potencjalne pożegnanie, jeśli O'Neill zdecyduje się odejść. Nawet jeśli odejdzie, jego dziedzictwo jest bezpieczne – jednocząca siła we fractured kampanii, strażnik zwycięskiej tradycji klubu. Jego następca odziedziczy drużynę ponownie połączoną z własną tożsamością, ale świadomą, że sama kompetencja może nie wystarczyć; następny menedżer musi odzyskać styl, który kiedyś definiował Celtic, nawet jeśli pragmatyczny triumf O'Neilla przypomina wszystkim, że wygrywanie jest najważniejsze.
Na podstawie relacji BBC Sport.