Walka Tottenhamu Hotspur o utrzymanie w Premier League przyjęła w poniedziałkowy wieczór kolejny zwrot, gdy u siebie zremisowali 1-1 z już bezpiecznym Leeds United. Mathys Tel był protagonistą zarówno w chwili geniuszu, jak i kosztownym błędzie, co obrazuje nieregularny sezon drużyny. Mimo dominacji w posiadaniu piłki i stwarzanych okazji, Spurs nie zdołali odnieść zwycięstwa, które złagodziłoby ich obawy przed spadkiem. Nadal są na 17. miejscu, dwa punkty nad strefą spadkową, z dwoma meczami do końca.
Tel otworzył wynik w 50. minucie oszałamiającym uderzeniem spoza pola karnego. Francuski napastnik, wypożyczony z Bayernu Monachium, posłał prawą nogą piłkę w górny róg, nie dając szans bramkarzowi Leeds, Karlowi Darlowowi. Był to gol godny wygrania każdego meczu i zdawał się kierować Tottenham na drogę do kluczowego zwycięstwa. Jednak zaledwie 24 minuty później wieczór Tela się zmienił. Wysokie uniesienie nogi we własnym polu karnym uderzyło przeciwnika w głowę, a sędzia Jarred Gillett wskazał na wapno. Dominic Calvert-Lewin podszedł i chłodno wykorzystał rzut karny w 74. minucie, wyrównując wynik.
Dwustronny występ Tela odzwierciedla kampanię Tottenhamu: błyski jakości podkopane przez błędy defensywne i złe decyzje. Menedżer Roberto De Zerbi, który przejął drużynę w środku sezonu, ma trudności z wprowadzeniem konsekwencji. Zespół nie wygrał u siebie w lidze w 2026 roku, co jest fatalnym rekordem pogłębiającym ich niepokój. Z West Hamem na zagrożeniem zaledwie dwa punkty z tyłu, każdy stracony punkt wydaje się katastrofalny.
Mecz oznaczał również powrót Jamesa Maddisona po ponad roku przerwy z powodu kontuzji. Pomocnik, wprowadzony jako rezerwowy, myślał, że wywalczył rzut karny w 11. minucie doliczonego czasu gry, gdy upadł w polu karnym. Jednak kontrola VAR potwierdziła decyzję sędziego na boisku, oddalając apelacje. Powrót Maddisona dawał nadzieję, ale brak decydującego momentu pozostawił Spurs sfrustrowanych. Leeds, już bezpieczne, grało bez presji i trafiło nawet w słupek w kontrataku w przedłużonym doliczonym czasie.
Dla Tottenhamu równanie jest proste: muszą wygrać dwa ostatnie mecze z już zdegradowanymi rywalami, aby mieć jakąkolwiek szansę na utrzymanie. Pierwszy jest na wyjeździe z drużyną ze środka tabeli, a następny u siebie z innym walczącym zespołem. Jednak biorąc pod uwagę ich formę u siebie, nic nie jest gwarantowane. Dwupunktowa przewaga nad West Hamem wydaje się krucha, zwłaszcza że ich rywale mają zaległy mecz w przyszłym tygodniu.
Leeds może tymczasem cieszyć się resztą sezonu, przygotowując się do końca w środku tabeli. Ich menedżer, Jesse Marsch, będzie zadowolony z odporności swojego zespołu, który odrobił straty, mając niewiele do grania. Punkt niewiele zmienia w ich pozycji, ale dodaje cierpienia Tottenhamowi.
Szersza walka o utrzymanie teraz się zaostrza. West Ham w następnej kolejce zmierzy się z trudnym testem przeciwko drużynie z czołowej szóstki, ale jeśli wygra, przeskoczy Tottenham różnicą bramek. Presja na De Zerbi i jego zawodników jest ogromna. Każda pozostała chwila będzie analizowana, zwłaszcza po kolejnej domowej porażce.
Mathys Tel prawdopodobnie znajdzie się w centrum uwagi w nadchodzących dniach. Jego gol był momentem czystej klasy, ale lekkomyślność drogo kosztowała jego drużynę. W świecie walki o utrzymanie w Premier League takie błędy mogą zdefiniować sezon. Tottenham musi szybko się uczyć albo zmierzyć się ze spadkiem.
Na podstawie raportu z L'Equipe.