Angielskie Czerwone Róże przetrwały gwałtowny francuski sztorm, aby zdobyć bezprecedensowy ósmy z rzędu tytuł w Kobiecym Pucharze Sześciu Narodów, a skrzydłowa Jess Breach zdobyła kluczowe przyłożenie, które powstrzymało odrodzenie Les Bleues w drugiej połowie i przypieczętowało ciężko wywalczone zwycięstwo w Bordeaux. Przed porywającym tłumem na Stade Chaban-Delmas, Wielki Szlem wisiał na włosku, dopóki moment błyskotliwości Breach nie przechylił szali decydująco.
Broniące tytułu przybyły do Francji wiedząc, że zwycięstwo nie tylko da im mistrzostwo, ale także kompletny czysty turniej. Dla Francji, szukającej pierwszej korony Pucharu Sześciu Narodów od 2018 roku, motywacja była równie silna: pokonać siłę dominującą w sporcie i odzyskać europejską supremację na własnym terenie.
Od pierwszych wymian mecz spełnił swoją reputację walki tytanów. Francja, wspierana przez głośną publiczność domową, zaczęła z zamiarem, dziurawiąc słynną angielską obronę i zadając pytania o dyscyplinę Czerwonych Róż. Wczesna presja przyniosła gospodarzom prowadzenie dzięki świetnie wykonanemu przyłożeniu, wywołując wstrząsy w angielskim obozie.
Anglia jednak zbudowała swoją dynastię na odporności. Czerwone Róże odpowiedziały z charakterystycznym opanowaniem, kontrolując terytorium dzięki swemu potężnemu młóinowi i wykorzystując miażdżące noszenie swoich młynarzy do odzyskania rozpędu. Do przerwy wyszły na prowadzenie, niewielka przewaga odzwierciedlała zacięty, fizyczny charakter meczu.
Druga połowa wybuchła z nową francuską furią. Wyczuwając historyczną niespodziankę, Les Bleues przeprowadziły falę za falą ataków, przybijając Anglię głęboko na własnej połowie. Powrót nabrał tempa, gdy Francja ponownie przekroczyła linię, zmniejszając stratę do jednego przyłożenia i doprowadzając tłum w Bordeaux do szału. Rozpęd się zmienił.
W tym krytycznym momencie wkroczyła Breach. Zbierając idealnie wyważone podanie na lewym skrzydle, skrzydłowa Harlequins użyła swojej elektrycznej prędkości, aby przedrzeć się obok dwóch obrońców i przyłożyć piłkę w rogu. To przyłożenie, bezlitosny kontratak wbrew przebiegowi gry, uciszyło domowych kibiców i przywróciło Anglii kontrolę nad tablicą wyników.
Interwencja Breach rozwiała nadzieje Francji i przywróciła wiarę Czerwonych Róż. Od tego momentu angielski organiz obrony, dowodzony przez kapitan Marlie Packer, pozostał niezłomny. Goście umiejętnie zarządzali resztą gry, odmawiając Francji dalszych okazji do zdobycia punktów i wyczerpując czas inteligentnym kopaniem i utrzymywaniem piłki.
Zwycięstwo przedłużyło niezwykłą serię Anglii bez porażki w Kobiecym Pucharze Sześciu Narodów, serię, która zmieciła wszystko przed sobą sezon po sezonie. Zdobycie ósmego z rzędu tytułu przewyższa ich własny rekord i pozostawia dziedzictwo, które będzie niezwykle trudne do dorównania dla każdej przyszłej drużyny. Z Wielkim Szlemem również w kieszeni, ich panowanie nad mistrzostwem jest absolutne.
Dla Francji porażka była gorzką pigułką, ale bynajmniej nie hańbą. Les Bleues docisnęły najlepszą drużynę świata do granic możliwości, prezentując styl ofensywnego rugby, który sugeruje, że zamykają lukę. Z młodym, utalentowanym zespołem, ten występ może okazać się kluczowym doświadczeniem przed kolejnym cyklem Pucharu Świata.
Gdy zabrzmiał końcowy gwizdek, a Czerwone Róże świętowały przed swoimi podróżującymi kibicami, skala ich osiągnięcia była jasna. Pod wodzą głównego trenera Johna Mitchella Anglia przekształciła się nie tylko w maszynę do wygrywania, ale w drużynę zdolną do wywoływania decydujących momentów pod największą presją. Przyłożenie Breach zostanie zapamiętane jako obraz definiujący kampanię mistrzowską, która podkreśliła żelazny uścisk Anglii nad kobiecą grą.
Na podstawie raportów Sky Sports.