Mohamed Salah otworzył się na temat ogromnych emocji, których doświadczył podczas tego, co opisał jako swój ostatni mecz dla Liverpoolu, ujawniając, że „płakał więcej niż w [swoim] całym życiu”. Egipski napastnik, legenda Anfield, wyraził głęboką dumę z „wygrania wszystkiego” z klubem, co podkreśla niezatarty ślad, jaki pozostawia na Merseyside.
31-latek jest transformującą postacią od czasu przybycia z Romy w 2017 roku, szybko stając się centralnym punktem zespołu, który podbił Anglię i Europę. Od momentu, gdy postawił stopę na boisku w czerwieni, gole i nieustępliwa etyka pracy Salaha wyniosły Liverpool na nowe wyżyny, w tym długo wyczekiwany tytuł Premier League, triumf w Lidze Mistrzów i szereg innych wyróżnień.
W swojej szczerej refleksji Salah nie unikał surowych emocji pożegnania. „Płakałem więcej niż w całym moim życiu” – przyznał, co jest rzadkim przejawem wrażliwości u zawodnika znanego ze stalowego skupienia i obfitej produkcji. Łzy nie były tylko za koniec ery, ale za podróż, w której ewoluował z obiecującego skrzydłowego w jednego z najbardziej przerażających napastników na świecie.
Wkład Salaha w nowoczesną złotą erę Liverpoolu jest oszałamiający. Strzelił ponad 200 goli dla klubu, zostając ich najlepszym strzelcem wszech czasów w Premier League i cementując swoje dziedzictwo obok ikon takich jak Kenny Dalglish i Steven Gerrard. Jego smykałka do decydujących trafień – czy to w derbach z Evertonem, czy podczas wieczorów w Lidze Mistrzów o wysoką stawkę – uczyniła go talizmanem na Anfield.
Zwrot „wygranie wszystkiego” ma dodatkową wagę, biorąc pod uwagę porażki o włos, które Liverpool przeżył przed przybyciem Salaha. Pod wodzą Jürgena Kloppa zespół przegrał finał Ligi Mistrzów i niewiele brakowało do tytułu ligowego, zanim w końcu przełamał się w 2019 i 2020 roku. Salah był w sercu tych triumfów, wygrywając Premier League, Ligę Mistrzów, FA Cup, Puchar Ligi i Klubowe Mistrzostwo Świata podczas swojej kadencji.
Choć napastnik nie potwierdził wyraźnie swojego następnego miejsca, ton jego komentarzy nie pozostawiał wątpliwości, że jego rozdział w Liverpoolu dobiegł końca. Kibice zalali media społecznościowe hołdami, okrzykując go legendą, która spełniła każdą obietnicę i więcej. Sceny na Anfield podczas jego ostatniego występu były świadectwem więzi między zawodnikiem a kibicami.
Gdy jeden rozdział się zamyka, pozostają pytania o przyszłość ofensywną Liverpoolu bez ich egipskiego króla. Odejście Salaha kończy definiujące trio napastników, w skład którego wchodzili Roberto Firmino i Sadio Mané, którzy wszyscy już odeszli. Klub będzie musiał przebudować, ale wspomnienia o eksplozywnym tempie Salaha, wykręconych wykończeniach i kultowych celebracjach będą długo rozbrzmiewać w L4.
Dla samego mężczyzny emocje chwili były zbyt silne, by je powstrzymać. „To było naprawdę emocjonalne” – dodał, podsumowując ciężar podróży, która zaczęła się od wątpiących, a skończyła z jego imieniem wyrytym w panteonie klubu. Jego łzy były odbiciem romansu między zawodnikiem a miastem, które dało mu wszystko.
Na podstawie doniesień ESPN.