Znakomity zakręcony strzał Jeremy'ego Doku przeciwko Brentford nie tylko przełamał impas w przekonującym zwycięstwie 3-0, ale także ugruntował jego status jako mało prawdopodobnego katalizatora utrzymującego przy życiu obronę tytułu Manchesteru City. Belgijski skrzydłowy, który zaledwie w zeszłym miesiącu publicznie oświadczył, że potrzebuje więcej goli, by być uważanym za część światowej elity, teraz dostarczył w najbardziej napiętych momentach, wciągając swoją drużynę z powrotem do wyścigu, który wydawał się wymykać.
Gol Doku na Etihad był jego czwartym golem w ostatnich trzech występach we wszystkich rozgrywkach, niezwykła seria obejmująca oszałamiający późny wyrównujący gol przeciwko Evertonowi i decydujące dwa gole w półfinale Pucharu Anglii z Southampton. W sumie ma on siedem udziałów w bramkach—pięć goli i dwie asysty—w ostatnich sześciu meczach, co stanowi wyraźny kontrast w porównaniu z tą samą liczbą w poprzednich 24 występach. Ten dramatyczny wzrost przekształcił Doku z obiecującego, ale niestabilnego dryblera w prawdziwego zwycięzcę meczów, idealnie w momencie, gdy City walczy z Arsenalem o koronę Premier League.
Menedżer Pep Guardiola nie oszczędzał pochwał, podkreślając zmianę mentalności wymaganą do takiego rozwoju. "Jeśli chcesz stać się lepszym piłkarzem, musisz wygrywać mecze dla siebie," powiedział Guardiola. "Nie wystarczy robić dobre dośrodkowania dla innych, musisz wygrywać mecze i strzelać gole. W Evertonie gol na 3-3 był prawą nogą, ale pierwszy gol był lewą. Zrobił niesamowity krok w tym sensie, mówiąc 'Jestem Jeremy Doku, zamierzam wygrywać mecze.' Wielcy gracze zawsze mają taką mentalność." Te słowa podkreślają przekonanie Guardioli, że Doku przekroczył krytyczny próg psychologiczny.
Sam Doku jednak bagatelizował jakąkolwiek radykalną transformację, przypisując swój sukces instynktowi i rosnącej pewności siebie. "Jestem graczem instynktownym. Dziś to działa. Strzeliłem kilka goli, zawsze grałem instynktownie, ale teraz przychodzą gole," powiedział BBC Match of the Day. "Nie byłem innym graczem." Ta skromność kłóciła się z występem pełnym fantazji, gdy dręczył obrońcę Brentford Michaela Kayode'a od pierwszej minuty, zmuszając Caoimhina Kellehera do ostrej obrony, zanim ostatecznie się przebił.
Eksperci byli jednomyślni w swoich pochwałach. Były obrońca Walii Ashley Williams uznał to za "najlepsze, co widzieliśmy Jeremy'ego Doku," dodając: "Z punktu widzenia obrońcy nie jestem pewien, czy wiedziałbym, jak go powstrzymać. Jest silny fizycznie, może iść w prawo lub w lewo, jego przyspieszenie jest niesamowite, ale także jego hamowanie może cię zaskoczyć. Grał przeciwko Kayode'owi, którego bardzo cenię, i po prostu nie mógł sobie z nim poradzić." Tymczasem były napastnik City Daniel Sturridge podkreślił techniczne wyrafinowanie: "Był wyjątkowy. Gol, który strzelił w tym meczu, był cudem. To teraz jego ulubione wykończenie. Powtórzenia na treningu przynoszą efekty. Jego gra się rozwija, staje się bardziej decydujący w tych momentach."
Liczby potwierdzają obserwacje: Doku został dopiero trzecim graczem w Premier League w tym sezonie, który stworzył sześć lub więcej okazji i wykonał sześć lub więcej dryblingów w jednym meczu, dołączając do Bukayo Saki i Elliota Andersona w ekskluzywnym klubie. Jego połączenie bezpośredniości i finalizacji zaczyna przypominać najbardziej obawianych napastników ligi—i nie mogło nadejść w lepszym momencie.
Poza boiskiem gol niósł głębokie osobiste znaczenie. Doku zadedykował strzał swojemu ojcu, który obchodził 60. urodziny. "Wkrótce zostanę ojcem, a on poświęcił dla mnie swoje życie, za każdym razem zabierając mnie do klubu, nie wiedząc, że stanę się tym, kim jestem teraz," powiedział. "Dla mnie to wielka sprawa, więc że kończy 60 lat, jestem wdzięczny i dlatego chciałem zadedykować mu tego gola. Mieć go w pobliżu to błogosławieństwo." To była wzruszająca przypomnienie o ludzkich historiach kryjących się za nieustannym dążeniem do trofeów.
Zwycięstwo przybliżyło City do lidera Arsenalu na dwa punkty, tworząc nerwowy weekend śledzenia wyników. Jeśli Kanonierzy pokonają West Ham na London Stadium, tytuł będzie właściwie ich, mając do rozegrania tylko już zdegradowany Burnley i rozproszone Crystal Palace. Każda strata punktów otworzyłaby jednak drzwi dla drużyny Guardioli, która w swojej końcówce zmierzy się z Palace, Bournemouth i Aston Villą. Guardiola, nigdy nie stroniący od gier psychologicznych, zakończył swoją konferencję prasową skandując "come on you Irons" i imitując symbol skrzyżowanych ramion Młotów, wyraźną prośbę o przysługę od drużyny Davida Moyesa.
Erling Haaland, który również trafił do siatki, osiągając 50 goli dla klubu i reprezentacji w tym sezonie, przyznał się do napięcia, ale starał się pozostać skupiony. "Nie możemy myśleć o wyścigu o tytuł," powiedział, dodając z uśmiechem, że będzie miał "powiadomienia na telefonie" podczas meczu Arsenalu. Guardiola ze swojej strony ujawnił, że odwiedza go siostra, ale powiedział, że jeśli będzie w domu, "oczywiście spojrzę i obejrzę—lubię piłkę nożną." Katalończyk wie, że los jego drużyny nie jest już całkowicie w ich rękach.
Nawet przeciwnicy docenili prezentowaną jakość. Szef Brentford Keith Andrews przyznał: "Jeśli to nie Doku, to ktoś inny się odezwie i to jest luksus, który ma Pep—fenomenalnie utalentowani gracze, zmieniający grę, którzy mogą decydować o meczach i to właśnie stało się z pierwszym golem." Rzeczywiście, głębia składu City pozostaje decydującą bronią, ale pojawienie się Doku jako stałego zagrożenia dodaje nowy wymiar ich atakowi.
Gdy kampania pędzi ku końcowi, nagła seria bramkowa Jeremy'ego Doku może okazać się historią definiującą sezon Manchesteru City. Od gracza szukającego finalizacji do człowieka, który dostarcza ją, gdy na szali leży srebro, Doku stał się uosobieniem mistrzowskiej mentalności Guardioli. Czy wystarczy, by dogonić Arsenal, okaże się, ale na razie nadzieje City spoczywają na barkach ich elektryzującego belgijskiego skrzydłowego.
Na podstawie relacji BBC Sport.